12. Mastercard Off Camera: Policjantka i złodzieje

  • Relacja
Na Off Camerze w sekcji "Policjanci i złodzieje" możemy oglądać "Destroyer" Karyn Kusamy, opowieść o policjantce na tropie gangu bankowych rabusiów, z nominowaną do Złotego Globu rolą Nicole Kidman. Recenzuje Jakub Popielecki.  

***

Kobieta na skraju ("Destroyer", reż. Karyn Kusama)

Zaiste, "destroyer". W filmie Karyn Kusamy Nicole Kidman przeprowadza klasyczny aktorski fortel, który jakiś cynik mógłby nazwać "manewrem oscarowym". Idea jest prosta i polega na totalnym – właśnie – zniszczeniu swojego wizerunku. Na wytępieniu śladów hollywoodzkiego gwiazdorstwa z wybotoksowanej twarzy i przetrenowanego ciała. Schudnij lub przytyj, wyhoduj wory pod oczami, załóż brzydką perukę, oszpeć się. Stwórz iluzję brzydoty, w służbie ekranowej prawdy i z nadzieją na nominacje do jakichś prestiżowych nagród. Działało już wielokrotnie, zadziała jeszcze nie raz, nic więc dziwnego, że marketing "Destroyer" dał się sprowadzić do "odgwiazdorzonej" twarzy Nicole Kidman. To jednak manewr udany połowicznie – nie tylko dlatego, że nie dowiózł Kidman na oscarową galę. Aktorka "dowozi" przecież transformację, ale to wciąż rola warta lepszego filmu. 

pobrane.jpeg

Policjantkę Erin Bell poznajemy, gdy budzi się w samochodzie gdzieś pod mostem, ewidentnie nie pierwszy raz w karierze. Zaraz z trudem wytacza się z auta, by obejrzeć kolejne miejsce zbrodni: dzień jak co dzień na służbie. Kidman daje odczuć tę wyniszczającą rutynę każdym porem swojego ciała. Brzydka fryzura i maska zmęczenia to jedno, równie ważna jest cała reszta. Aktorka tworzy postać kompleksowo: trupią sylwetką, topornym chodem, oszczędną mimiką jakby zmumifikowanej twarzy. A przede wszystkim chłodnym spojrzeniem oczu, które widziały niejedno, czego nie sposób odwidzieć. I faktycznie: rzut oka na kolejną ofiarę zza żółtej policyjnej taśmy odsyła Erin z powrotem do sprawy sprzed kilkunastu lat. Policjantka musi skonfrontować się z własną przeszłością, z momentem, gdy wprawiła w ruch machinę autodestrukcji.

Strategia Kusamy przypomina tu nieco metodę Lynne Ramsay z "Nigdy cię tu nie było". "Destroyer" celuje bowiem do dwóch bramek jednocześnie: to tyleż standardowy thriller neo-noir ze zwyczajową kryminalną intryżką, co próba dekonstrukcji gatunku. Zmora z przeszłości powraca i policjantka musi odwiedzić stare śmiecie, by domknąć sprawę z czasów, gdy infiltrowała szajkę bankowych rabusiów. Stara śpiewka: oto etatowy zniszczony przez życie "detektyw" przedzierający się przez galerię antypatycznych mieszkańców Złego Świata w próbie przechylenia szali. Nawet ów egzystencjalny, moralitetowy sznyt nie jest niczym nowym. To przecież równie obowiązkowy składnik konwencji "noir", co cięte odzywki, agresywne przesłuchania, bójki na pięści i strzelaniny. Żadnego z tych elementów w "Destroyer" nie brakuje, ale Kusama – niczym Ramsay –konsekwentnie nie chce dać nam gatunkowego spełnienia.  


Całą recenzję Kuby Popieleckiego można przeczytać TUTAJ.

zobacz też: