Relacja

CANNES 2016: Dwie kobiety w różnym wieku

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/CANNES+2016%3A+Dwie+kobiety+w+r%C3%B3%C5%BCnym+wieku-117610
Za nami ósmy dzień festiwalu w Cannes i dwa portrety silnych kobiet: najnowszy obraz braci Dardenne "La Fille Inconnue" oraz filipiński "Ma' Rosa", w którym Brillante Mendoza powraca do kraju urodzenia.

***


Tajemnica lekarska 
(recenzja filmu "La Fille Inconnue", reż. Jean-Pierre i Luc Dardenne)

Jako mieszkaniec kraju, w którym strach chorować, oglądałem "La Fille Inconnue" z zazdrością. Myślę, że każdy chciałby mieć taką lekarkę jak Jenny (Adele Haenel) – ładną, mądrą, empatyczną i całującą w policzek na przywitanie; z poczuciem misji i świadomością finansowych dysproporcji; zakładającą, że następstwem uprzejmości musi być przyjaźń, i generalnie zarobioną u podstaw. Niestety, nawet ten wyjątkowy zestaw cech nie zwalnia bohaterki z egzaminu dojrzałości (czytaj: moralności), który fundują jej bezlitośni bracia Dardenne. Kiedy na placu budowy nieopodal kliniki policja znajduje ciało młodej dziewczyny, Jenny uświadamia sobie, że przyłożyła rękę do jej nieszczęścia. Ucząc praktykanta respektowania godzin pracy oraz psychicznej higieny, zignorowała dzwonek do drzwi. Teraz, gnębiona wyrzutami sumienia, rozpoczyna własne śledztwo. Próbuje odkryć tożsamość dziewczyny i zapewnić jej godny pochówek. 


Nietrudno się domyślić, że sama zagadka oraz jej rozwiązanie nie spędzają reżyserom snu z powiek. W filmie znajdzie się wprawdzie miejsce dla kilku podejrzanych typów, faceta wymachującego łomem, nie zabraknie też scen wyciągania informacji z przypadkowych świadków. Ale sednem jest raczej portret środowiska, w którym obraca się bohaterka. Twórcy wybierają dla niej nieprzypadkową profesję, nakazują przestrzegać tajemnicy lekarskiej i umieszczają akcję na stosunkowo niewielkiej przestrzeni (w zasadzie wszyscy pracują i mieszkają niedaleko trasy szybkiego ruchu, przy której mieści się klinika). Bez trudu tworzą mikroświat, Belgię w pigułce. 

Pielęgnowane latami znajomości zwracają się z nawiązką, Jenny staje się powierniczką małej społeczności i naprawdę szkoda, że reżyserski duet nie próbuje podważyć tego status quo. 

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ

***


Matka łez 
(recenzja filmu "Ma' Rosa", reż. Brillante Mendoza)

Rosa Reyes (Jaclyn Jose) nie urodziła się wczoraj. Wie, że rutynowy nalot policji na jej knajpę jeszcze nic nie znaczy. Idzie w zaparte: narkotyki w lodówce nie są jej, dzieci i mąż nie mają z nimi nic wspólnego, ona zresztą też. Dwa telefony komórkowe to kwestia wygody, a klienci spragnieni byli jedynie pierożków. W konfrontacji ze skorumpowaną policją z Manili bohaterka będzie jednak bezsilna. Powietrze gęstnieje, funkcjonariusze chcą łapówki, straszą wieloletnim więzieniem. To będzie długa noc.  


Pochodzący z Filipin Brillante Mendoza, mimo nagrody w Cannes za reżyserię "Kinatay" przed siedmioma laty, wciąż nie doczekał się należytego rozgłosu. Jego filmy to nie tylko przenikliwe portrety kraju na krawędzi gospodarczej zapaści. To również skonstruowane w zgodzie z gatunkowymi wzorcami moralitety o ludziach doprowadzonych do ostateczności. Po potknięciu, którym okazała się międzynarodowa koprodukcja "Pozdrowienia z raju" z Isabelle Huppert, oraz nieudanym "Taklub" Mendoza wraca na stare śmieci i udowadnia, że spadek z reżyserskiej pierwszej ligi był tylko wypadkiem przy pracy.  

Wyjątkowość "Ma' Rosa" na tle reszty jego filmów objawia się głównie w warstwie formalnej – ostentacyjnie nieatrakcyjnej, chaotycznej, łamiącej reguły montażu i kompozycji kadru. 

Całą recenzję można przeczytać TUTAJ