Wywiad

Filmweb rozmawia z Davidem Gelbem, reżyserem "Jiro śni o sushi"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Filmweb+rozmawia+z+Davidem+Gelbem%2C+re%C5%BCyserem+%22Jiro+%C5%9Bni+o+sushi%22-85537
Po obejrzeniu doskonałego dokumentu "Jiro śni o sushi" (od najbliższego piątku w kinach) sami również zamarzycie o porcji japońskiej przekąski. W oczekiwaniu na premierę filmu z jego reżyserem, Davidem Gelbem, rozmawiamy o dobrze przyrządzonym ryżu, dążeniu do doskonałości oraz hollywoodzkich superprodukcjach. 

Co sprawiło, że reżyser z Nowego Jorku postanowił nakręcić dokument o tokijskim mistrzu sushi?

Pierwszy raz jadłem sushi w wieku dwóch lat. Ojciec, który miał do załatwienia służbowe sprawy, zabrał mnie ze sobą do Japonii. To była miłość od pierwszego kęsa. Pomysł na film zrodził się właśnie z tego uczucia.

Jak Jiro Ono zareagował na propozycję nakręcenia filmu?

Jiro san okazał się otwartym człowiekiem. Zrobił wszystko, co w jego mocy, aby mi pomóc. Jiro uważa, że sushi jest błędnie odbierane na świecie. Film był dla niego szansą, by opowiedzieć międzynarodowej publiczności, o co w tym tak naprawdę chodzi.

W Twoim filmie wszyscy goście powtarzają, jak to ogarnia ich strach, gdy przychodzą do restauracji Jiro Ono. Ty też się bałeś, przekraczając z kamerą próg lokalu?

Na początku byłem cholernie zdenerwowany. Jiro to poważny człowiek. Kiedy jednak trochę się już ze sobą oswoiliśmy, okazało się, że jest bardzo uprzejmym facetem ze znakomitym poczuciem humoru. W trakcie zdjęć był gościnny, przyjacielski i anielsko wręcz cierpliwy. Jestem mu za to niesamowicie wdzięczny.

Czy Twoje postrzeganie sushi zmieniło się po tym dokumencie?

Wcześniej wiedziałem, że sushi jest zarówno rzemiosłem, jak i sztuką. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, ile pracy poświęca się każdemu składnikowi. Jiro spędził całe dekady, udoskonalając metody przygotowywania potraw. Każda serwowana u niego porcja sushi to wzór kulinarnej harmonii. Nie wiedziałem również, jak ważne są smak i temperatura ryżu. Ryż od Jiro jest ciepły i odrobinę bardziej cierpki od tego, do którego przyzwyczailiśmy się na Zachodzie. Ponadto wydobywa smak ryby. Pychota.

 

Co było największym wyzwaniem w trakcie pracy nad filmem?

Bariera językowa. Znam trochę japoński, ale daleko mi do doskonałości.  Bywało, że kręciliśmy materiał, a ja nie miałem pojęcia, o czym oni ze sobą rozmawiają. Musiałem więc być cierpliwy i mieć nadzieję, że kręcę to, czego mi potrzeba. Pomogli mi utalentowani tłumacze. Dzięki ciężkiej pracy mogłem z tego materiału wyrzeźbić najlepszą, jak tylko potrafiłem, historię.

Nakręciłeś swój film w dwóch turach z ośmiomiesięczną przerwą w trakcie. Co dał Ci ten długi odstęp między zdjęciami?

Pracowałem w tym czasie z montażystą. Potem wróciłem do Japonii, wiedząc dokładnie, co jeszcze muszę dokręcić, aby skończyć tę historię. Uważam, że kręcenie i montowanie powinny odbywać się jednocześnie, o ile jest to tylko możliwe. Jeśli zgubiłeś coś w montażowni, zawsze możesz dokręcić to na planie. Lub, jeśli akurat wpadniesz na jakiś genialny pomysł podczas montowania, możesz przeprowadzić przed kamerą jeszcze jeden wywiad. Montażysta Brandon Driscoll-Luttringer pracuje ze mną prawie od dziesięciu lat. Dbamy o to, abym zawsze zarejestrował na planie wszystko, czego będziemy później potrzebować przy klejeniu filmu.


Twój film w takim stopniu co o sushi mówi także o artyście, jego twórczości i poświęceniu. Czego nauczyłeś się jako filmowiec od Jiro Ono?

Filozofia Jiro odnosi się do wszystkiego, nie tylko do sushi. Nauczyliśmy się z ekipą, jak szczerze oceniać swoją pracę, by potem ją ulepszać. Zrozumieliśmy, że zanim poczujemy, że coś jest już w porządku, musimy opanować sztukę powtarzania pewnych czynności. Wielokrotnie pokazywaliśmy nasz film publiczności i za każdym razem poprawialiśmy montaż, aby bardziej podobał się widzom. Krytyka była dla nas motorem napędzającym ambicję do poprawienia dzieła. Nawet jeśli bywało trudno, nigdy się nie poddaliśmy i nie przerwaliśmy pracy. Tego wszystko nauczył nas Jiro.  Nakręcenie tego filmu było najbardziej satysfakcjonującym wyzwaniem w moim życiu.

Przez moment pracowałeś w Hollywood, między innymi przy "Spider-Manie 3". Planujesz tam wrócić?

Przy trzecim człowieku-pająku byłem jednym z asystentów. To moje wieloletnie marzenie, aby reżyserować takie superprodukcje. Kocham hollywoodzkie filmy i chciałbym kiedyś zrobić fabułę o superbohaterze albo science fiction. Moim idolem jest aktualnie Ridley Scott. Nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę jego "Prometeusza". Takie filmy pragnę kręcić: rozrywkowe, ale nie dla bezmózgów.