Wywiad

Filmweb rozmawia z reżyserem "Muppetów: Poza prawem"

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Filmweb+rozmawia+z+re%C5%BCyserem+%22Muppet%C3%B3w%3A+Poza+prawem%22-103467
W piątek do kin wchodzą "Muppety: Poza prawem". Tym razem Kermit i jego ekipa wikłają się w międzynarodową kryminalną aferę, a na ekranie towarzyszą im m.in.: Ricky Gervais, Tina Fey i Constantin – najgroźniejszy przestępca na świecie, zaskakująco podobny do ulubionej przez wszystkich żaby. O filmie opowiedział nam reżyser James Bobin.


James Bobin

Piosenka otwierająca "Muppety: Poza prawem" komentuje fakt, że sequel nigdy nie jest tak dobry jak oryginał. Czy czułeś presję po sukcesie pierwszej części?

Niezbyt. Ale to prawda, że publiczność ma zazwyczaj wygórowane oczekiwania względem kontynuacji i postanowiłem odnieść się do tego problemu na samym wstępie. Chciałbym, by film spodobał się widzom tak samo jak pierwszy. Dla mnie to lepsza, większa, weselsza produkcja.

Tym razem byłeś również współscenarzystą. Czy w związku z tym jest to bliższy Ci film, bardziej osobisty niż pierwsza część?

Tak. Trzeba zaznaczyć, że nie udzielałem się na początkowym etapie powstawania scenariusza, ale potem sporo pomagałem. Taka jest zresztą rola reżysera – zawsze będzie miał coś do powiedzenia. Ale tak, ten film jest bardziej osobisty. Nie chciałem opowiadać drugi raz tej samej historii. Starałem się wprowadzić nowe rodzaje komizmu. Pierwszy film był o rodzinnym zjeździe po latach, ten jest bardziej dynamiczny i w rezultacie bardziej komediowy. Dlatego też moim zdaniem znacznie różni się od pierwszego.

Czy nie uważasz – jako Brytyjczyk – że komizm Muppetów ma wiele wspólnego z angielskim poczuciem humoru? Dużo u nich absurdu, surrealizmu. Zgadzasz się?

Bardzo. "Muppet Show" zresztą w latach 70. realizowany był właśnie w Anglii. Aktorzy byli co prawda Amerykanami, ale pozostali członkowie ekipy, reżyserzy i scenarzyści często pochodzili z Wielkiej Brytanii. Zresztą nawet amerykańscy scenarzyści mieszkający w Anglii nie mogli uniknąć wpływu otoczenia. W związku z tym program od początku miał w sobie dużo angielskiej wrażliwości. Myślę, że stanowił interesujące połączenie amerykańskiego i angielskiego humoru, w tym wspomnianych przez ciebie surrealistycznych elementów. Ponadto wówczas na fali był "Latający cyrk Monty Pythona" i trudno było nie czerpać z niego inspiracji. Mam nadzieję, że udaje mi się kontynuować tę tradycję i wzbogacam Muppety o swoją angielską wrażliwość.


"Muppety"
Właśnie – czy w związku z tym, że jesteś Anglikiem, było Ci łatwiej pracować z Muppetami?

Cóż, może dlatego że znam program – oglądałem go w dzieciństwie w latach 70. Zasiadałem przed telewizorem, żeby obejrzeć Muppety, niemal co tydzień przez 5 lat. To jedno z doświadczeń, które mnie ukształtowały. Bardzo lubię tych bohaterów i – co więcej – wiem, dlaczego ich lubię. Dlatego też pisanie dla nich scenariuszy i reżyserowanie filmów z nimi jest dla mnie naturalne. Po prostu mnie bawią, pasuje mi ich poczucie humoru.

W "Poza prawem" czuć też atmosferę europejskich komedii kryminalnych z lat 60. w rodzaju "Różowej Pantery" czy "Fantomasa". Czy służyły Ci one za inspirację?

Tak. Filmy w rodzaju "Włoskiej roboty" czy właśnie "Różowej Pantery" również miały na mnie wpływ. W latach 70. często leciały w telewizji. Zawsze podobał mi się ten gatunek, chciałem nakręcić film o kradzieży wielkiego diamentu czy czymś podobnym. A Muppety bardzo dobrze współgrają z historią rozrywki, same są zresztą częścią tej historii. Staraliśmy się więc nawiązać do tej konwencji i oddać hołd poprzednikom. W filmach o Muppetach często odwołujemy się do innych produkcji.

A jak było móc kręcić w otoczeniu europejskich atrakcji turystycznych, zabytków w rodzaju londyńskiej Tower?

To było niesamowite. Bardzo trudno o zgodę na to, by filmować w Tower. W zasadzie nie słyszałem nawet o takim przypadku. Dlatego nie spodziewałem się, że się nam to uda. Pomysł na ślub Kermita i Piggy w Białej Wieży to jedno, ale możliwość kręcenia na miejscu to dopiero coś. Okazało się to bardzo pomocne dla całej ekipy. Dopiero na miejscu doceniasz urodę i wagę tego miejsca. Przez 5 lat codziennie mijałem Tower samochodem i ani razu nie zatrzymałem się, by przyjrzeć się tej budowli. Uświadomienie sobie jej uroku było prawdziwą przyjemnością.


"Muppety", Chris Cooper
W "Muppetach" zmusiłeś Chrisa Coopera do rapowania – teraz tańczy i śpiewa u Ciebie Danny Trejo. Czy trudno było go namówić?

Obyło się bez przekonywania – zarówno w przypadku Danny'ego, jak i Raya Liotty. Szczerze mówiąc, musiałem nawet studzić ich zapędy. Ich układ taneczny jest dość skomplikowany i wymagał wielu prób. Obaj kojarzą się z kinem akcji, ale zabrali się do tego bardzo sprawnie. Uwielbiali próby z choreografką, ćwiczyli bezustannie. A moim zdaniem od doskonałego wykonania bardziej liczy się poświęcenie, danie z siebie wszystkiego. Myślę też, że ludzie to właśnie doceniają w tego typu występach.

W roli czarnego charakteru pojawił się Ricky Gervais. On również – podobnie jak Muppety – zajmuje się komedią. Ale jego poczucie humoru jest dużo bardziej cyniczne, jakby z innego świata. Czy dlatego dałeś mu rolę ich przeciwnika?

Tak, Ricky faktycznie kojarzy się z takim podejściem. Ale ja znam go osobiście i wiem, że w gruncie rzeczy ma w sobie wiele z dziecka. A poza tym kocha Muppety. Choć lubi cięty humor, jest w nim jakaś niewinność. Masz jednak rację. Antagonista Muppetów powinien być z innej bajki. Ricky zawsze wciela się w cyniczne postacie i Dominic Badguy wydawał się skrojony właśnie dla niego. Zabawne jest też to, że w zasadzie gra tu drugie skrzypce, jest podległy żabie, Constantinowi. Wydawało mi się, że taka rywalizacja będzie dobrym pomysłem i rzeczywiście Ricky wypadł niezwykle zabawnie.


"Muppety: Poza prawem", Ricky Gervais
Wszystkie jego żarty były w scenariuszu czy miał szansę improwizować na planie?

Jedno i drugie. Trudno o improwizację, gdy pracujemy z kukiełkami. To bardzo skomplikowane realizacyjnie filmy i nie mamy zbyt wiele czasu na eksperymenty. Ale Ricky miał dużo własnych sugestii, podobnie jak Tina Fey i Ty Burrell – to niezwykle zabawni aktorzy. A ja zawsze jestem otwarty na nowe propozycje i pomysły. Część z nich trafiła do filmu.

Jak planujesz kolejne gościnne występy gwiazd? Wydaje się, że zazwyczaj są one przygotowywane z myślą o konkretnych osobach, jak w przypadku Christopha Waltza, który... tańczy walca.

Tak, dokładnie. Bez niego ten żart nie miałby sensu. Na szczęście zazwyczaj osoby, które prosimy o udział, zgadzają się – w końcu wszyscy kochają Muppety. To wielki przywilej. W zasadzie mamy dwa rodzaje gościnnych występów: aktorów grających samych siebie oraz aktorów w małych, epizodycznych rolach. W tym drugim przypadku nie jesteśmy aż tak uzależnieni od gwiazd. Mowa tu o postaciach z jedną linijką dialogu; jeśli mrugniesz, możesz przegapić ich występ. Tutaj personalia aktora nie są aż tak istotne jak w przypadku Waltza.


"Muppety: Poza prawem"
Obecnie zwyczajowym rozwiązaniem realizacyjnym jest uciekanie się do grafiki komputerowej. Czy rozważałeś wprowadzenie cyfrowych Muppetów?

Nie, nie, nie. Tak nie można. Kluczową cechą Muppetów jest właśnie to, że nie są cyfrowe. To fakt, że teraz – zwłaszcza w kinie familijnym – dominuje animacja komputerowa. Lubię ją, ale w naszym przypadku konieczna jest praca z kukiełkami. Wprowadziłem niepisaną zasadę, że nawet skomplikowane sceny z mnóstwem akcji musiały być odegrane na żywo przez lalkarzy. Dla mnie to jedna z największych zalet Muppetów. W scyfryzowanym, doskonałym świecie Muppety są pełnymi wad bohaterami, robiącymi wszystko najlepiej jak potrafią. Chyba właśnie to sprawia, że widzowie tak je lubią.

To zaleta, ale też chyba zarazem utrudnienie na planie?

Tak, oczywiście. Wszystko musi zostać wykonane przed kamerą. Jeśli chcieliśmy nakręcić scenę ze skaczącym Constantinem – a on dość często skacze, w końcu to żaba rodem z kina akcji – potrzeba było aż sześciu lalkarzy. Każdy z nich operował inną częścią jego ciała, by osiągnąć realistyczny efekt. Nieraz wymagało to aż 70 dubli. To czasochłonne, ale kluczowe. Staramy się stworzyć złudzenie, że Muppety żyją i oddychają, że zamieszkują świat, w którym ludzie i maskotki koegzystują.


"Muppety: Poza prawem"
Duża część filmu toczy się w Rosji, w gułagu kierowanym przez postać graną przez Tinę Fey. Czy Twoim zdaniem film nabiera niespodziewanego politycznego kontekstu w świetle ostatnich wydarzeń na Ukrainie i w Rosji?

Nie zastanawiałem się nad tym, jak zareagują Rosjanie. Ale to w końcu komedia. Koncepcja Europy z naszego filmu jest zbudowana z filmowych klisz. W latach 80. Rosjanie regularnie byli czarnymi charakterami i chcieliśmy nawiązać do tej konwencji. Nic więcej. Nie ma to za wiele wspólnego ze współczesną sytuacją polityczną.
Udostępnij: