Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/article/Rak%27n%27Roll-88211
Darek Arest
Rocznik '82. Urodzony w Grudziądzu. Nie odnalazł się jako elektronik, zagubił jako filmoznawca (poznański UAM). Jako wolny strzelec współpracuje lub współpracował z różnymi redakcjami, z czego najtrwalsze okazały się związki z papierowym "Filmem", internetowymi Filmwebem i Dwutygodnikiem oraz telewizyjnym Ale Kino+. Od filmu woli chyba jednak muzykę. Lubi też martwych pisarzy, komiksy Marvela z lat 80., gry wideo z lat 90. i od kilku lat z powodzeniem poszukuje pretekstów, by nazywać to wszystko pracą. Bez powodzenia próbuje z tym zerwać.

Rak'n'Roll

  • Filmweb
  • Artykuł
Śmiertelna choroba zamyka wiele życiowych dróg, ale niektóre otwiera. Skoro wszystko już przesądzone, nie ma co się oszczędzać i można wreszcie wieść życie bohatera serialu. Nawet jeśli jest to komedia o raku.

REWOLUCJA NA PRZEDMIEŚCIACH

the-big-c-season-3-poster.jpg
Cathy Jamison jest przykładną matką, żoną i nauczycielką. Atrakcyjna (o twarzy Laury Linney), kontaktowa mieszka na przytulnym amerykańskim przedmieściu. Jej życie to spełnienie snu dość skromnego, a jednak szczęścia było za wiele: zdiagnozowano u niej czerniaka złośliwego w stadium czwartym. Stadium piątego nie ma, choroba jest śmiertelna, a przewidywania dla Cathy to 12 do 18 miesięcy życia. Jak to rokuje dla serialu? I jak to rokuje dla komedii, która tym różni się od tragedii, że powinna kończyć się szczęśliwie?

Twórcy seriali w ostatnich latach wzięli się do roboty tak ostro, że trudno dziś znaleźć jakieś tabu do obalenia. Wielostronna telewizyjna rewolucja nie omija tematów kontrowersyjnych, nieprzyjemnych i toksycznych, ale własnej serii prędzej doczeka się papież, luksusowa prostytutka i seryjny zabójca niż osoba z rakowym wyrokiem śmierci. Niedopatrzenie zostało jednak nadrobione. Po "Breaking Bad" – historii nauczyciela chemii, który po diagnozie postanawia rozpocząć dochodową produkcję metamfetaminy, na ekrany trafiła historia Cathy – rewolucjonizującej swoje życie osobiste gospodyni domowej i nauczycielki.

Rewolucja ta nie ma wielkiej amplitudy – od teraz Cathy po prostu nie pozwala, by przed czymkolwiek powstrzymywały ją pierdoły. Mąż ją irytuje – więc wyrzuca go z domu, czuje, że traci kontakt z synem – pod przymusem zawraca go z drogi na letni obóz, by spędzić z nim lato. Pobłaża sobie, eksperymentuje, romansuje. Nie ma czasu na zachowawczość i nie boi się długofalowych konsekwencji, staje się więc bardzo bezpośrednia i błyskawicznie podejmuje decyzje. Ponieważ do jej marzeń należy wybudowanie przydomowego basenu i odzyskanie więzi z bliskimi, liczba potencjalnych ofiar jej działalności jest bardzo ograniczona. Nie ma jednak wątpliwości, że gdyby z równą sumiennością zabrała się do zorganizowania zamachów terrorystycznych, mordowania uciążliwych sąsiadów czy kariery politycznej, to jej wrogom pozostałaby jedynie modlitwa. Właśnie ta energia stawia Cathy w jednym szeregu z innymi bohaterami współczesnych seriali.

CANCER COMEDY

Nie bez powodu tytuł obchodzi raka rakiem i naokoło. Okropne "słowo na R" to współczesny symbol grozy, śmierci, która nadchodzi bez powodu, losowo i z nieodwołalną mocą wyroku. Spotkania z mordercą to temat dla większości ludzi dość abstrakcyjny, tymczasem rak dotyczy w zasadzie każdego – ciężko znaleźć osobę, która nie została przez niego dotknięta choćby bardzo pośrednio. Jest sprawą osobistą dla tak wielu ludzi, że trudno się nim "bawić" bez konsekwencji. To dopiero wyrok śmierci: rak wydaje się skazany na środowisko oper mydlanych i mdłych "prawdziwych historii".

Laura Linney.jpg


Okazuje się jednak, że nie musi tak być. Dla współczesnego serialu, szukającego krańcowych sytuacji, potężna choroba może być potężnym narzędziem dramatycznym. Zderzając bohaterów z kwestiami ostatecznymi, zmusza się ich do przewartościowania powszechnych hierarchii wartości, do poszukania czegoś więcej. Scenariuszowe założenie, które czyni "Breaking Bad" pomysłem atrakcyjnym, jest oczywiste – bohater przechodzi na mroczną stronę zarezerwowaną dla postaci z kryminałów. Gdzie miałby tkwić atut opowieści o uporządkowanej gospodyni domowej, której w obliczu śmierci największą ulgę przynosi prasowanie ubrań?  Odpowiedzią jest wybór gatunku.

Fraza "cancer comedy" zyskała na popularności ostatnio przy okazji premiery filmu Jonathana Levine’a "Pół na pół", zainspirowanego osobistymi przejściami scenarzysty Willa Reisera. To komedia kumpelska z rakiem w tle. Przyjaciel Reisera – Seth Rogen, który gra tu poniekąd siebie samego, zauważa, że większość filmów o raku stara się robić uniki przed faktem, że w tragicznych sytuacjach śmieszne rzeczy się zdarzają. "Nie dodaliśmy humoru do czegoś, co nie jest śmieszne. Większość filmów po prostu ten humor usuwa" – mówi aktor. Producentka "Słowa na R", Jenny Bicks (wcześniej odpowiedzialna za "Seks w wielkim mieście"), podkreśla wyzwalającą siłę humoru – "Odkryliśmy, że ludzi bardzo ucieszyło, że rak wreszcie ma "głos". Nie chodzi o te rzeczy, o których zawsze się szepcze. Choroba została jakoś obnażona i okazało się, że jest tam nie tylko tragedia. Można w tej mieszaninie znaleźć także ogromną dawkę absurdalnej komedii i właśnie to chcieliśmy jakoś ograć".

RAK POZA KADREM


Jak podkreśla Laura Linney "Słowow na R" nie jest jednak "komedią o raku", ale o kobiecie, która z nim żyje. Tematem więc nie jest sama choroba, ale piętno, jakie odciska na życiu osoby chorej i ludzi z jej otoczenia. Po usłyszeniu diagnozy Cathy wyciąga bardzo logiczne wnioski. Zamiast toczyć skazaną na porażkę walkę o życie, postanawia po prostu żyć – najpełniej, jak to możliwe. Niezgoda na półśrodki oznacza też, że nie chce żyć w cieniu choroby, być ocenianą przez jej pryzmat, traktowaną pobłażliwie, czuć na sobie współczujących spojrzeń. To, co jest do wygrania, chce wygrać w uczciwym biegu – postanawia więc nikomu nic nie mówić. Rak jest katalizatorem – na to Cathy nie ma wpływu – nie chce jednak, by w krótkim czasie, który jej pozostał, stał się sprawą najważniejszą. Nie chce, by śmierć przysłoniła życie.

tbigc_1_img_17_h.jpg
 
z9889548Q,The-Big-C.jpg


Serial odbija tę perspektywę – sam rak pozostaje poza kadrem, ważne są sytuacje, które generuje. Główną bohaterkę spotykamy po raz pierwszy już po tym, jak usłyszała diagnozę, po szoku, który musiała spowodować. Akcja nie skupia się na objawach chorobowych czy przedśmiertnym porządkowaniu spraw. Twórcy uparcie krążą wokół kwestii psychologicznych i spraw obyczajowych, które mogą być źródłem komizmu. W pierwszym sezonie duże usługi oddaje utrzymywanie choroby w tajemnicy i wynikająca stąd różnica perspektywy. Pewnymi sprawami Cathy nie jest już w stanie się przejmować, inne zaś pochłaniają ją bez granic, co szybko nadaje jej status wariatki.

Ale bohaterka nie musi się już martwić, co będą mówić o niej inni, a to pomaga jej nawiązywać nowe relacje i odświeżać stare. "Słowo na R" afirmuje życie, ale nie po to, by związane z chorobą zło pudrować pod "pozytywnym nastawieniem". Komedia nadbudowana jest tu na tragedii. I zarówno afirmacja, jak i humor działają dzięki temu, że ich podstawa jest krucha, ulotna. W każdej chwili komediowa konstrukcja może runąć, odsłaniając ból, brzydotę i śmierć.

SITCOM SZEŚĆ STÓP POD ZIEMIĄ

25-minutowe odcinki to klasyczny metraż sitcomu. Nie ma tu jednak salw śmiechu, "nakręcania" sytuacji i spuszczania powietrza dzięki gwałtownym puentom. Nie ma "śmiechu z puszki", muzycznych dżingli, postaci mówiących do kamery – niczego, co by sugerowało, że powinniśmy traktować serialową rzeczywistość z przymrużeniem oka. Temperatura serialu pozwala jednak widzowi na dystans i odprężenie. Dramaturgiczną podstawą jest humor sytuacyjny, który zapewniają grubą krechą naszkicowani bohaterowie. Mąż Cathy (Oliver Platt) – to strojący fochy, wielki dzieciak. Syn (Gabriel Basso) jest rozpuszczonym nastolatkiem z roszczeniową postawą wobec świata. Brat Cathy – Sean (John Benjamin Hickey) – to bezdomny z wyboru anarchista, nawołujący pod hipermarketem do bojkotu "systemu" i korporacyjnej rzeczywistości. Obrazek uzupełniają stara, zrzędliwa sąsiadka Marlene (Phyllis Somerville), masywna i zadziorna uczennica (Gabourey Sidibe) oraz początkujący onkolog, który stanem Cathy stresuje się bardziej niż sama pacjentka (Reid Scott).

tbigc_1_img_107_h.jpg


Każda konfiguracja postaci stanowi zalążek potencjalnego gagu, dzięki czemu odcinki od początku mają też sitcomową dynamikę. Wszystko dzieje się szybko, nikt nie martwi się niuansami, osadzeniem bohaterów w rzeczywistości, przekonującym uzasadnianiem zbiegów okoliczności. Nie brak przerysowanych sytuacji, jak ta, w której bojkotujący służbę zdrowia Sean prowokuje męża Cathy do bójki, by pozbyć się bolącego zęba. Twórcy jednak udanie balansują na granicy, nie wchodząc w poetykę slapsticku z kreskówki. A im bliżej końca pierwszego sezonu, tym wyraźnie widać, jak zmienia się stylistyka i serial delikatnie zaczyna ciążyć w kierunku "Sześciu stóp pod ziemią". Stopniowo znika umowność, pojawiają się nowe postaci, gęstnieje siatka wzajemnych relacji, pojawiają się podszyte ironią wątki metafizyczne.

W niektórych aspektach świat zostaje "przetłumaczony" na nowo, co najlepiej oddaje przykład Seana, który z kreskówkowego dziwaka-buntownika, ewoluuje w stronę skomplikowanego przypadku psychiatrycznego. Stopniowemu demontażowi ulega też życiowy plan głównej bohaterki. "Każdy sezon oparliśmy na kolejnym poziomie żałoby – mówi Jenny Bicks – Pierwsza faza to wyparcie, więc w pierwszym sezonie Cathy nic nikomu nie mówiła i żyła na całego. Poziom drugi to złość, więc chcieliśmy oprzeć ten sezon na walce, żeby przez ten rok Cathy była wojowniczką. To stworzyło wielką część opowieści. Więcej ludzi wie o jej sytuacji, ale ona robi się także dużo aktywniejsza pod względem szukania odpowiedzi".

JAK UMIERA SERIAL?


Takie metamorfozy mogą wydawać się ryzykowne przy temacie, który wymaga starannego bilansowania składników gatunkowych. Ale wpisuje się to w strategię, jaka stoi za większością współczesnych "długodystansowych" produkcji. Każdy sezon to kolejna odsłona, świeże podejście, przewartościowanie sprawdzonego schematu, nowa zaskakująca konfiguracja, która ma sprawić, by ekscytujący pomysł wyjściowy nie zdążył się znudzić, uschnąć, by serial przedwcześnie nie umarł. W końcu nawet najlepszych produkcji nic nie jest w stanie ocalić przed śmiercią naturalną.

1368.jpg


Po świetnym przyjęciu dwóch pierwszych sezonów "Słowa na R" odsłona trzecia przyjęta została z rezerwą. Być może powód jest prosty – na początku wszyscy zastanawiali się, jak w przypadku sukcesu twórcy poradzą sobie z nieodwołalnym wyrokiem 18 miesięcy życia bohaterki? Kiedy serial ma na koncie trzy sezony, martwią się raczej, że kiedy Cathy dotrze do ostatniej granicy, serial będzie martwy już od dawna.

zobacz też: