Relacja

T-MOBILE NOWE HORYZONTY: Wszystko pod kontrolą

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/T-MOBILE+NOWE+HORYZONTY%3A+Wszystko+pod+kontrol%C4%85-118589
W naszej kolejnej relacji z festiwalu T-Mobile Nowe Horyzonty Michał Walkiewicz pisze o intrygującej wizji przyszłości (a może współczesności?) z "Creative Control" Benjamina Dickinsona. Na festiwalu pokazano również filmy z Wenecji oraz Cannes: "Serce psa" Laurie Anderson oraz "Julietę" Pedro Almodóvara


***


Zawężona rzeczywistość (rec. filmu "Creative Control")

Odmalowywanie futurystycznych wizji w monochromatycznych barwach ma swoje minusy, ale to wciąż najszybszy skrót do opowieści o komunikacyjnej niemocy, aseptycznej rzeczywistości i ludziach spętanych rutyną. Czerń i biel są w filmie Benjamina Dickinsona czymś więcej niż sposobem na ogrywanie sterylnej przestrzeni i gwarancją budżetowych oszczędności. To – w świecie binarnych emocji i ekstremalnych bodźców – kolory egzystencji. 


David (Dickinson także przed kamerą) pracuje w agencji reklamowej. Przez cały dzień wpatruje się holograficzny wyświetlacz, obraca w dłoniach wirtualne przedmioty i wyrabia dwieście procent normy na korporacyjnych spotkaniach. Po godzinach, napompowany xanaxem, kokainą i alkoholem, próbuje wytrwać w jałowym związku z trenerką jogi, Juliettą (Nora Zehetner), zaś w wolnych chwilach wzdycha do Sophie (Alexia Rasmussen), dziewczyny swojego najlepszego kumpla, hedonistycznego fotografa mody Wima (Dan Gill). Jesteśmy w niedalekiej przyszłości, akcent na "niedaleką": okulary Augmenta – przywołujące zarówno raczkującą w branży rozrywkowej rozszerzoną rzeczywistość, jak i powracającą w glorii i chwale technologię VR – są tutaj bez mała symbolem końca cywilizacji opartej na bezpośrednich relacjach. Wkrótce, wiedziony całkiem przyziemną namiętnością do kobiety i uzależniony od technologicznego novum, David zagubi się pomiędzy jawą a cyfrowym snem. 

Brzmi to wszystko bardzo poważnie, ale Dickinson utrzymuje swój film w tonacji czarnej komedii. Mamy tu satyrę zarówno na korporacyjną maszynkę do mielenia ludzi, jak i na uciekinierów w filozofię New Age. Tę pierwszą grupę reprezentują David oraz jego koledzy po fachu, tę drugą – cały korowód przegiętych postaci, od natchnionej i pretensjonalnej Julietty, po brodatego jogina Govindasa, który tłucze swoim uczennicom do głowy mądrości wschodu, by następnie zaliczać je w zakładowej saunie. 

Całą recenzję Michała Walkiewicza można przeczytać TUTAJ


***


Pies i poezja ("Serce psa", reż. Laurie Anderson)

Pretekstem do wizualnej gawędy w "Sercu psa" jest życie i śmierć ukochanego psa Anderson, fox terriera imieniem Lolabelle. Wydarzenie to otwiera pole do rozważań o naturze śmierci, miłości, duchowości. A także sztuce – swoistym lejtmotiwem staje się ukochany przez Anderson obraz Francisco Goyi pt. "Pies", którego kolorystyka, faktura, w końcu sens powracają nieustannie w trakcie filmu. Artystka łączy różne techniki: stare materiały zarejestrowane kamerą Super8, animacje, archiwalne wideo, prywatne nagrania (widzimy na nich nie tylko Lolabelle i jej trenerkę, ale i zmarłego dwa lata temu jej męża, Loe Reeda), reprodukcje dzieł sztuki. Szczątki tego ogromnego archiwum pamięci zostają przetworzone, podzielone przez pojawiający się na ekranie tekst i ułożone w misterną, a jednocześnie otwartą i przystępną dla widza kompozycję. Found footage zawieszony pomiędzy doświadczeniem rzeczywistości a chmurą fantazji, przez którą prowadzi nas piękny, spokojny głos Anderson.


Spokój ten nie wynika z naiwnego oglądu świata, a raczej pogodzenia się z nim – a więc i z jego okropieństwami. W przemyśleniach narratorki powraca 11 września i obsesja kontroli, która nastała w Stanach po zamachach, a także bagaż cudzej i własnej choroby, cierpienia, śmierci oraz kilka sposobów na dźwiganie go. Poniekąd jest to film terapeutyczny. Dużo miejsca zajmują w nim rozważania o innych artystach (choćby o Gordonie Matcie-Clarku, który zaaranżował swoją śmierć na "spotkanie towarzyskie"), pisarzach (o Davidzie Fosterze Wallasie) czy filozofach, od Kierkegaarda do Wittgensteina. To jednak nie erudycyjny wykład, ale poetyckie dygresje, mgnienia, błyski. Najważniejszym punktem odniesienia jest tu zresztą odkrywany przez artystkę buddyzm. Spekuluje ona, czy Lolabelle, jak chciałaby Tybetańska Księga Umarłych, znajduje się właśnie w momencie przejścia między śmiercią a reinkarnacją. 

Całą recenzję Adama Kruka można przeczytać TUTAJ. 

***


Dwie matki ("Julieta", reż. Pedro Almodóvar)

"Julieta" zaczyna się obrazem pofałdowanej sukienki przypominającej kształtem waginę (niektórzy twierdzą, że kurtynę teatralną, więc skierujcie mnie do któregokolwiek z pionierów psychoanalizy). Jednak wbrew pozorom, nie będzie to zmysłowy dramat o zgubnych skutkach pożądania. Później słyszymy złowróżbne dudnienie i niepokojące smyczki. I znów skucha! Nie będzie z tego ani thrillera z czyhającym na bohaterów fatum, ani wielowątkowej historii o zbrodni i karze. To Almodóvar spokojniejszy i poważniejszy. Rozsmakowany w melodramatycznej opowieści o wybaczaniu i czerpaniu nauki z własnych błędów. 


Julieta (Emma Suarez) opuszcza Madryt. Jest już spakowana, ma wyjechać do Portugalii razem ze swoim facetem (znany z "Porozmawiaj z nią" Dario Grandinetti) i nie patrzeć przez ramię. Ostatniego dnia spotyka na ulicy dawną przyjaciółkę swojej córki, która informuje ją o spotkaniu z dziewczyną. Sęk w tym, że latorośl Juliety zniknęła bez słowa kilkanaście lat temu, zamieniając życie bohaterki w koszmar. Bohaterka nie zastanawia się dwa razy: rezygnuje z wyjazdu, przeprowadza się do kamienicy, w której wychowała córkę i zaczyna pisać list, który szybko zamienia się w opasłe tomiszcze. Resztę historii poznajemy w retrospekcjach: młoda Julieta (Adriana Ugarte), w nastroszonych włosach i glamrockowej kurtce, spotyka na swojej drodze żonatego mężczyznę. Rozmowa się klei, lecą iskry, za oknem hasają jelenie. Gdy pod pociąg rzuca się samobójca, wstrząśnięci bohaterowie uprawiają z tego wszystkiego seks w przedziale. Dla nas byłaby to przygoda życia. Dla Almodóvara – nudny wtorek. 

Całą recenzję Michała Walkiewicza można przeczytać TUTAJ