Bartosz Czartoryski

Rozmawiamy z gwiazdami "Domu z papieru"

Wywiad
/fwm/article/Rozmawiamy+z+gwiazdami+%22Domu+z+papieru%22-137137
Filmweb Sp. z o. o. Sp. k.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Bracia+Safdie%3A+oszlifowane+diamenty-136870

Bracia Safdie: oszlifowane diamenty

PERSONAPodziel się

O twórcach "Bóg wie co", "Good Time" i "Nieoszlifowanych diamentów" pisze Jakub Majmurek.

"Wszystkie filmy Safdie'ech daje się czytać tyleż jako historie spalających się w autodestrukcji bohaterów, co jako krytykę amerykańskiego społeczeństwa". O twórcach "Bóg wie co", "Good Time" i "Nieoszlifowanych diamentów" pisze Jakub Majmurek.

Podobno gdy Jerzy Stuhr przygotowywał się do tytułowej roli w "Wodzireju" Feliksa Falka, Andrzej Wajda – kierownik Zespołu Filmowego "X", gdzie powstawała produkcja – miał mu poradzić: "panie Jurku, niech pan tę postać zagra tak, jakby ona zawsze gdzieś biegła". Bracia Safdie kręcą w ten sposób każdy swój film. Ich produkcje wyglądają jak bieg przez wielkie miasto: w ruchu jego obrazy zaczynają się rozmywać, przyjmować coraz bardziej nierzeczywisty wymiar, a przemierzający je bohaterowie, im szybciej się poruszają, im szybciej uciekają, tym bardziej zbliżają się do złowrogich sił, od których próbowali uciec.
 
Niesamowitą energię i egzystencjalny pesymizm kina braci mogliśmy niedawno zobaczyć w "Nieoszlifowanych diamentach", które od końca stycznia dostępne są w Polsce na Netfliksie. Dzień przed rozdaniem Oscarów film triumfował na gali nagród kina niezależnego, Independent Spirit Awards. Jego zupełne pominięcie w oscarowych nominacji krytykowano jako największy błąd Akademii w tym roku. Niezależnie od nagród, jakie zdobyli i jakich im odmówiono, "Nieoszlifowane diamenty" potwierdzają pozycję braci jako jednych z najciekawszych twórców z roczników osiemdziesiątych.

Przyjemność złych spotkań

Podstawową filmową obsesją braci jest Nowy Jork – nie tylko miejsce akcji niemal wszystkich ich filmów, ale także ich najważniejszy bohater i temat. Safdie'ech nie interesują przy tym intelektualne salony znane z filmów Woody'ego Allena ani pocztówkowe obrazki Central Parku i Placu Waszyngtona czy hipsterskie kawiarnie z Brooklynu. Ich Nowy Jork jest brudny, obskurny, zaniedbany, biedny. Braci fascynują miejsca, gdzie koczują nastoletni narkomani, gdzie na zapleczach robi się ciemne interesy; kamienice czynszowe, gdzie prawie nikt nie mówi po angielsku; osoby podejrzanej konduity, więzienia, szpitale i inne instytucje, przyjmujące pokiereszowane przez życie postaci. "Nieoszlifowane diamenty" rozgrywają się co prawda wśród ludzi, którzy mają pieniądze – bohater prowadzi butik z kosztowną biżuterią – tym niemniej cały czas mamy wrażenie, że ich bogactwo dalekie jest szacowności i bardzo niewiele dzieli nas od świata znanego z "Rodziny Soprano".
 
Safdie nigdy nie patrzą na filmowaną przez siebie rzeczywistość z punktu widzenia oburzonych moralistów. Miasto z jego chaosem, pośpiechem, wykolejonymi postaciami, ruchem i brudem wyraźnie ich fascynuje. Jak bolesne nie byłyby spotkania - czy raczej zderzenia - przemierzających je w pędzie jednostek, wytwarzają one jednocześnie twórczą, witalną energię, bez której kino braci nie byłoby w ogóle możliwe.

Safdie nigdy nie patrzą na filmowaną przez siebie rzeczywistość z punktu widzenia oburzonych moralistów.
Jakub Majmurek


Obaj przyszli na świat właśnie w Nowym Jorku (Joshua w 1984, Benjamin w 1986) i tam spędzili prawie całe życie – poza studiami w Bostonie na początku poprzedniej dekady. Dorastali między Manhattanem – tam uczęszczali do ekskluzywnej prywatnej szkoły średniej i mieszkali z matką i ojczymem – a znacznie mniej wytwornym Queens, gdzie mieszkał ich ojciec. To on zaraził swoich synów pasją do robienia filmów. Jak wspominali bracia w portrecie, jaki poświęcił im "New Yorker", tata kupił sobie kamerę, by nagrywać codzienne zabawy i konflikty synów. Gdy nie udało mu się zarejestrować czegoś "na żywo", prosił o odtworzenie sytuacji. To zaraziło ich pasją do gry, inscenizacji, a w końcu do tworzenia własnych amatorskich filmów. Na studiach w Bostonie Safdie założyli filmowy kolektyw Red Bucket Films, w którego skład wchodzili między innymi artysta wizualny Alex Kalman, operator Brett Jutkiewicz, pracujący później z braćmi przy ich pierwszych pełnych metrażach, oraz scenograf Sam Lisenco, pracujący przy produkcjach Safdie'ech do dziś.

Kino Safdie'ech rodzi się na nowojorskiej ulicy i oddycha jej powietrzem. Przez lata bracia kręcą krótkie, dokumentalne scenki, "kradną" kamerą chwile z życia miasta – w 2011 roku montują je w pełnometrażowy film i wypuszczają jako dokument "Buttons". Czasem sami wchodzą w miejską przestrzeń z kamerą, po to, by zainscenizować w niej fabularne sytuacje. Krótki film "Theres Nothing You Can Do" (2008) rozgrywa się w autobusie miejskim. Elegancko ubrany młody mężczyzna krzyczy na trzymającą dziecko kobietę. Konflikt narasta, aż któryś z pasażerów wyrzuca z autobusu awanturującego się mężczyznę na następnym przystanku. Pasażerowie są autentyczni, mamy wrażenia bezpośredniej obserwacji miejskiej rzeczywistości. Awanturującego się mężczyzna gra jednak Benny Safdie, a kobietę z dzieckiem - Eleonore Hendricks – współpracująca do dziś z braćmi jako aktorka i reżyserka obsady.

Hendricks pomoże napisać scenariusz i zagra główna rolę w pierwszym pełnym metrażu braci, "The Pleasure of Being Robbed" (2008). Jego bohaterką jest wegetująca w Nowym Jorku młoda kleptomanka. Cały film jest katalogiem luźno powiązanych ze sobą scen, pokazujących jak młoda kobieta okrada kolejne osoby, manipuluje nimi, zwodzi i oszukuje. Do momentu aż wpada w ręce policji, przeszukując torebkę obcej kobiety w parku. Twórcy patrzą na bohaterkę z miłością. W swoim zdemoralizowaniu jest na swój sposób dziecięco niewinna, naiwnie ciekawa świata jak dziewczynka z baśni – tylko zamiast po magicznym lesie rodem z baśni braci Grimm błądzi po ulicach Nowego Jorku i Bostonu.

Filmy-terapie

"The Pleasure" stanowi pomost między amatorską a profesjonalną fazą twórczości Safdie'ech. Trafił na festiwal South by Southwest i do Cannes, inaugurując obecność braci w prestiżowych obiegach kina artystycznego. Kosztował niecałe 200 tysięcy dolarów – pieniądze wyłożył przedsiębiorca o artystycznych ambicjach Andy Spade. Pieniądze zarobił najpierw w reklamie, potem w modzie – wspólnie z żoną założył odnoszącą sukcesy firmę projektującą damskie torebki. Bracia zostali wynajęci przez Spadea, który polubił ich krótkie metraże, by nakręcili dla niego reklamę torebek. Umówili się, że dostaną na reklamę znacznie większy niż konieczny budżet, a za to, co zostanie, będą mogli nakręcić coś swojego.

Spade będzie później jeszcze niejednokrotnie współpracował z Safdiemi, wyprodukuje też ich drugi pełny metraż "Go Get Some Rosemary" (2009) – znany także pod tytułem "Daddy Longlegs". To chyba najbardziej osobisty z filmów Safdieech. W historii dwójki chłopców, którzy na dwa tygodnie trafiają pod opiekę ich rozwiedzionego z matką ojca, odbijają się doświadczenia z dzieciństwa samych braci. Filmowy ojciec chłopców, pracujący jako operator projektora w kinie, jest niedojrzały i nieodpowiedzialny: ciągle wdaje się w kłótnie i bójki, zostawia synów bez opieki, zmuszony do pracy na nocnej zmianie, usypia ich swoimi lekami nasennymi, po których nie są się w stanie dobudzić przez ponad dobę. A jednocześnie autentycznie kocha swoje dzieci, jest zabawny, pełen energii, zaraża synów kreatywną pasją. Słodkie, nostalgiczne obrazy dzieciństwa, mieszają się w filmie z fragmentami ukazującymi jego traumy i grozy – film służy jako narzędzie terapii, pozwalające ostatecznie zamknąć sprawę rozwodu swoich rodziców i pogodzić się z własnymi dzieciństwem.

Terapeutyczny wymiar miał też kolejny pełny metraż Safdie'ech "Bóg wie co" (2014) – tym razem nie tyle dla braci, co dla odtwórczyni głównej roli i autorki noweli filmowej, na podstawie której powstał scenariusz, Arielle Holmes. Safdie poznali ją przypadkiem, gdy pracowali nad innym filmem. Młoda kobieta opowiedziała im historię swoich nieudanych zmagań z narkotykowym nałogiem, biedy i okresów bezdomności. Bracia zapłacili jej, by spisała swoje wspomnienia, i kupili do nich prawa.


Grana przez Holmes bohaterka, Harley, wyniszcza się heroiną, ale jeszcze bardziej destrukcyjny jest dla niej związek z również uzależnionym chłopakiem, Ilyą. Ilya nieustannie nią manipuluje, znęca się nad dziewczyną psychicznie i nie tylko. Film zaczyna się, gdy Harley, chcąc powstrzymać pragnącego od niej odejść partnera, próbuje popełnić samobójstwo. "Bóg wie co" to jeden z najbardziej przejmujących obrazów uzależnienia w kinie ostatniej dekady, wolny od sentymentalizmu i moralizatorstwa. Widzimy sfotografowanych w werystyczny sposób młodych, zniszczonych przez nałóg ludzi wegetujących w parkach, toaletach fast foodów, przy komputerach w bibliotekach publicznych. A przy tym bohaterowie cały czas zachowują swoją godność i podmiotowość, nie patrzymy na nich z góry. Holmes tworzy wybitną kreację, która dla niej samej okazuje się terapeutyczna – po filmie podejmuje leczenie. Werystyczny obraz przełamuje zimna, często emocjonalnie kontr-intuicyjna elektroniczna muzyka.
 
Powierzenie głównej roli w długim metrażu młodej kobiecie z niezaleczonym uzależnieniem, w dodatku bez żadnego doświadczenia aktorskiego, było sporym ryzykiem. Bracia nigdy jednak nie bali się pracować z amatorami czy osobami z problemami. Odtwarzający ojca w "Go Get..." Ronald Bronstein wcześniej miał na koncie tylko jedną rolę w filmie krótkim, pracuje przede wszystkim jako reżyser i scenarzysta. Po "Go Get..." został kimś w rodzaju nieformalnego trzeciego brata – razem z Joshem pisze scenariusze, a potem montuje materiał wspólnie z Bennym. W "Bóg wie co" rolę przyjaciela Harley, drobnego dealera Mike'a, gra Buddy Duress – współpracownik braci ciągle wracający do więzienia za wyroki związane z posiadaniem narkotyków. W "Good Time" i "Nieoszlifowanych diamentach" pełno amatorów grających na ekranie samych siebie – ich konfrontacja z takimi gwiazdami jak Adam Sandler czy Robert Pattinson daje świetne efekty.

Trylogia straceńców

"Bóg wie co" można uznać za początek nieformalnej trylogii straceńców, na którą składają się jeszcze "Good Time"(2017) i "Nieoszlifowane diamenty". We wszystkich trzech widzimy spalających się, zmierzających ku autodestrukcji bohaterów, którzy przy wszystkich moralnie wątpliwych cechach mają w sobie coś romantycznego, wzniosłego, szlachetnego. Harley z nich wszystkich jest najbardziej sympatyczna – jej też jako jedynej zostanie dana w finale szansa na odkupienie.

Odtwarzany przez Roberta Pattinsona Connie Nikas z "Good Time" jest o wiele trudniejszą do polubienia postacią. Pattinson sam napisał do braci, że gotów jest zagrać dowolną rolę w każdym ich filmie. Wszystko po tym, gdy zobaczył przedstawiający Holmes plakat do "Bóg wie co". Zanim jeszcze obejrzał film, wiedział, że zrobili go ludzie, z którymi chce teraz koniecznie współpracować. Bracia szybko napisali scenariusz z główną rolą dla gwiazdora. Jego postać pod wieloma względami przypomina Ilyę z "Bóg wie co", Safdie pisząc ją myśleli też o Charlesie Mansonie. Nikas jest bezwzględnym psychopatą, dla swoich celów zdolnym stosować psychiczną i fizyczną przemoc, kłamać i manipulować. Wykorzystuje zwłaszcza zapatrzone w niego kobiety – czy to młodą, czarną nastolatkę, do której domu się bezczelnie wprasza, czy zakochaną w nim białą kobietę w średnim wieku, którą, jak się domyślamy, od dawna wykorzystuje finansowo.


A przy tym Connie ma w sobie coś ze szlachetnego marzyciela, Don Kichota walczącego z zasadą rzeczywistości. W pierwszej scenie widzimy, jak wbija na terapeutyczną sesję swojego intelektualnie upośledzonego brata, odtwarzanego przez Benny'ego Safdie'ego. Connie nie godzi się z diagnozą skazującą brata na stygmatyzację i tułanie się po psychiatrycznych instytucjach. Siłą zabiera go z gabinetu, na wolność. Razem z bratem organizuje napad na bank, by kupić farmę z dala od wielkiego miasta, gdzie mający problemy psychiczne brat będzie mógł żyć szczęśliwy i bezpieczny.

Cała akcja kończy się jednak wyłącznie chaosem. Connie, próbując ratować, co się da, wikła się tylko w jeszcze głębsze tarapaty. Im bardziej dostaje po głowie od zasady rzeczywistości, tym na mocniejsze idzie z nią zwarcie. Choć wiemy, jak to wszystko się kończy, jak straszną tak naprawdę osobą jest Connie, to nie możemy przestać mu kibicować.

Narkotyk spekulacji

Odtwarzany przez Adama Sandlera Howard Ratner z "Nieoszlifowanych diamentów" jest kolejną straceńczą postacią. Choć ma rodzinę, dom, dochodowy butik jubilerski, ciągle jest mu mało i wszystko to jest w stanie zaryzykować dla iluzorycznego więcej. Szybko dowiadujemy się, że jego małżeństwo jest w rozsypce – Howard ma romans ze swoją młodą pracownicą – a biznes tonie w długach. Jeden z wierzycieli, powinowaty Howarda, wżeniony w jego żydowską rodzinę Ormianin Arno, traci cierpliwość – nasyła na swojego dłużnika egzekutorów, wyglądających jakby urwali się z planu "Chłopców z ferajny".

Howard liczy, że spłaci dług i wyjdzie na swoje w wyniku transakcji życia – z Afryki sprowadził wielki kamień zawierający opale. Wierzy, że sprzeda go z wielokrotnym przebiciem. Zanim jednak dojdzie do materializującej zyski transakcji, Howard nie może przestać wplątywać się w kolejne kłopoty. Zachowuje się jak człowiek, który sam pogłębia dołek, z którego próbuje wyjść. Wszystko przez to, że nie potrafi powiedzieć dość. Nie potrafi zadowolić się rozsądnym dobrobytem, godziwym zyskiem. By sprowadzić opale z Afryki, poświęcił wiele wysiłków i środków, oczekuje więc super zwrotu z inwestycji. By go osiągnąć, eskaluje ryzyko ponad wszelkie granice rozsądku. Jest jak nałogowiec potrzebujący coraz większych dawek narkotyku.


Wszystkie filmy Safdie'ech daje się czytać tyleż jako historie spalających się w autodestrukcji bohaterów, co jako krytykę amerykańskiego społeczeństwa. W "Bóg wie co" widzimy, jak zostawia ono samym sobie młodych, zmagających się z chorobliwym uzależnieniem. W "Good Time" - jak trudno jest wyjść na dobre z więzienia komuś, kto choć raz wpadł do systemu. Zwłaszcza jeśli jest czarny – Connie bezlitośnie wykorzystuje w filmie swój biały przywilej, scena gdy wrabia we włamanie niewinnego czarnego strażnika parku rozrywki z wielką siłą, bez nachalnej publicystyki, pokazuje jak we współczesnych Stanach ciągle wielkie znaczenie ma kwestia rasowa.

W "Nieoszlifowanych diamentach" bracia prowadzą najbardziej otwartą społeczną krytykę. Howard i jego podchodzący pod szaleństwo nałóg spekulacji są bowiem tylko symptomem systemu, gdzie akumulacja bogactwa przebiega w oderwaniu od jakiejkolwiek zaspokajającej realne potrzeby działalności gospodarczej, gdzie wszystko – czy to opale, produkty milionów lat procesów geologicznych planety, czy wynik meczu koszykówki – staje się przedmiotem dzikiej spekulacji.
 
W swoim ostatnim wielkim numerze Howard stawia wszystkie wolne pieniądze na skomplikowany, bardzo ryzykowny, a przy tym potencjalnie niesamowicie zyskowny zakład na wynik meczu NBA. Równie dobrze można wyobrazić sobie na jego miejscu bankierów i inwestorów z "Big Short" albo "Margin Call", stawiających miliardy na instrumenty finansowe, których prawdziwej mechaniki i realnego ryzyka nikt tak naprawdę nie rozumie. Howard ma nad nimi przynajmniej tę moralną przewagę, że ryzykuje wyłącznie majątkiem i bezpieczeństwem swoim i swojej rodziny – a nie globalną katastrofą gospodarczą, o którą otarliśmy się ponad dekadę temu. "Nieoszlifowane diamenty" bracia chcieli nakręcić prawie dziesięć lat temu, gdy świeża była pamięć wielkiego kryzysu finansowego. Ale także dziś wszyscy aż za dobrze wiemy, że żyjemy w systemie często będącym zakładnikiem spekulacji, przy których postępowanie Howarda wydaje się wzorem zdrowego rozsądku. 

Dokąd poleci czarny balonik?

W nakręconym w 2012 roku krótkim metrażu Safdie'ech "The Black Balloon" tytułowy wypełniony gazem lżejszym od powietrza czarny balonik wyrywa się z ręki mężczyzny zajmującego się grupą dzieci na przyjęciu urodzinowym i wyrusza w podróż po Nowym Jorku. Wydają się go przyciągać osoby na różne sposoby nieszczęśliwe, złamane pogrążone w problemach: komik, który stracił pracę w telewizji po politycznie niepoprawnym żarcie; ojciec próbujący się zobaczyć z synem przekonanym, że rodzicowi chodzi tylko o wyłudzenie jedzenia z restauracji, gdzie pracuje itd.

Kino Safdie'ech jest trochę jak ten czarny balonik, przemierzający miejską przestrzeń (głównie Nowego Jorku) w poszukiwaniu historii, w których nikt inny nie jest w stanie dostrzec smutnej, surowej poezji. Gdzie ten balon poleci teraz? Po "Nieoszlifowanych diamentach" bracia mogą nakręcić właściwie wszystko: z chęcią weźmie ich i Hollywood i telewizja, znajdą się też osoby chcące finansować ich dotychczasowy niezależny model produkcyjny. Na co by się nie zdecydowali, warto śledzić, co następnego zrobią. O tej dwójce będzie głośno.
11