Daria Sienkiewicz

Nagrodzony w Cannes Park Chan-wook opowiada nam o "Decision to Leave"

Wywiad
/fwm/article/Nagrodzony+w+Cannes+Park+Chan-Wook+opowiada+nam+o+%22Decision+to+Leave%22-146659
Filmweb A. Gortych Spółka komandytowa
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Nagrodzony+w+Cannes+Park+Chan-Wook+opowiada+nam+o+%22Decision+to+Leave%22-146659
WYWIAD

Nagrodzony w Cannes Park Chan-wook opowiada nam o "Decision to Leave"

Podziel się

Park Chan-wook powrócił do Cannes w wielkim stylu, zdobywając nagrodę dla najlepszego reżysera.

Koreańczyk Park Chan-wook powrócił do Cannes w wielkim stylu, zdobywając nagrodę dla najlepszego reżysera, tym razem za nieszablonowy kryminał "Decision To Leave" (jego recenzję przeczytacie TUTAJ). O filmowych inspiracjach, subtelnym erotyzmie, starych piosenkach i Hitchcocku twórca "Oldboya", Trylogii Zemsty, "Stokera" i "Służącej" porozmawiał z Darią Sienkiewicz. 
***


Daria Sienkiewicz: Kryminał, ale bez przemocy. Opowieść o romansie zamężnej kobiety z żonatym mężczyzną, ale bez seksu i nagości. Skąd czerpałeś inspiracje, realizując "Decision to Leave"?

Park Chan-wook: Miałem dwa źródła. Jednym z nich była chęć stworzenia historii o śledztwie pewnego detektywa, który jest w głębi serca uprzejmy i dobroduszny. Drugim była popularna koreańska piosenka pt. "The Mist" w oryginale śpiewana przez kobietę. Istnieje również wersja w wykonaniu mężczyzny, dlatego chciałem zrobić romans, w którym użyję dwóch wersji tego samego utworu, a akcja będzie dziać się w osnutym mgłą mieście. Miałem więc dwa różne pomysły i to moja współscenarzystka zasugerowała mi połączenie tych oddzielnych wizji. Z biegiem czasu zastanawialiśmy się, jak zestawić ze sobą oba pomysły. Nasze długie rozmowy bardzo pomogły ukształtować podstawy fabuły filmu i tak powstał ostateczny scenariusz. "The Mist" w wykonaniu męskiego wokalisty, koniec końców nie zostało użyte w filmie, ale piosenka śpiewana przez damsko-męski duet wybrzmiała w scenie napisów końcowych.

Czy "The Mist" z 1967 roku (znane też jako "Foggy Town" lub "The City of Mist" – przyp.red) jest w jakiś sposób powiązane z "Decision to Leave"?

Tak, piosenka "The Mist" pochodzi właśnie z tamtego filmu!

Słyszałam, że przymiotnik "popularna" nie oddaje jej sprawiedliwości.

Tak, mimo że "The Mist" było ówcześnie pierwszym utworem muzycznym tej artystki (Jung Hoon Hee – przyp.red), z miejsca stało się hitem. Zaraz po premierze piosenki, piosenkarka stała się jedną z większych muzycznych gwiazd w całym kraju. Film, o którym wspomniałaś, jest naprawdę bardzo dobry, uwielbiam go, ale muszę się przyznać, że nie inspirowałem się nim bezpośrednio, ponieważ obejrzałem go dopiero po napisaniu scenariusza. Wiedziałem jednak, że piosenka pochodziła z tej produkcji.


"Decision to Leave"

Wracając do seksu i przemocy, czyli elementów, których nie brakuje w twoich filmach. Dlaczego postanowiłeś z nich zrezygnować?

Uznałem, że wizualne przedstawianie scen przemocy czy seksu jest tutaj zbędne. Ludzkie emocje, które próbowałem w historii wyeksponować, już na starcie zawierają w sobie sporą dawkę przemocy i ironii. Dlatego, by widzowie mogli śledzić te drobne zmiany w emocjach bohaterów, musiałem stonować wszystko inne. Chciałem, żeby odbiorcy mogli w pełni skupić się na tych subtelnych drobiazgach. Nie nakręciliśmy żadnej sceny seksu, ani też żadnej z filmu nie wycięliśmy. Uważam, że to już zależy od percepcji widzów – niektórzy mogą powiedzieć: "Daj spokój, są dorośli, na pewno się ze sobą przespali", ale część osób stwierdzi inaczej. Ale muszę wspomnieć o tym, że jest w filmie jedna scena fizycznego, erotycznego zbliżenia między bohaterami – kiedy całują się na szczycie góry.

Mimo wszystko film przesycony jest powściągliwym erotyzmem. Mam wrażenie, że jedzenie ma tu pewien seksualny podtekst.

Naprawdę? Nie był to intencjonalny zabieg, ale być może jest to związane z różnicami kulturowymi. W Korei Południowej, gdy detektyw przesłuchuje podejrzanego i w pewnym momencie przychodzi czas na obiad, funkcjonariusz musi zapewnić tej osobie jedzenie, które kupowane jest z kieszeni instytucji. Policja ma na to niewielki finansowy budżet, co sprawia, że zazwyczaj nie jest to posiłek najwyższej klasy. Ale w "Decision to Leave" detektyw funduje Seo-rae bardzo smaczny i drogi zestaw sushi, co oznacza, że zapłacił za to ze swoich prywatnych pieniędzy. To jeden z jego sposobów na okazanie zainteresowania. Dlatego właśnie młody policjant, który współpracuje z bohaterem, jest poirytowany, gdyż nigdy nie pozwolono mu w pracy na taki wydatek. W filmie jest jeszcze druga scena przesłuchania, w mieście Ipo, gdzie zamiast sushi bohaterka dostaje street food. Muszę przyznać, że personalnie był to najgorszy uliczny fast food, jaki w życiu jadłem. Było jasne, że Sae-rae miała już określone oczekiwania co do policyjnego posiłku, dlatego spotkało ją ogromne rozczarowanie, gdy Hae-jun intencjonalnie wręczył coś takiego.


Park Chan-wook w Cannes w 2022 roku

Aktorzy, których obsadziłeś – Tang Wei oraz Park Hae-il – wydają się stworzeni do swoich ról. Czy pisząc scenariusz, miałeś ich z tyłu głowy?

Jeśli chodzi o Tang Wei, to faktycznie myślałem o niej w trakcie tworzenia scenariusza. Park Hae-il dołączył do projektu również na bardzo wczesnym etapie pisania. To właściwie wyjątkowa sytuacja, ponieważ pierwszy raz coś takiego zrobiłem. Pracując przy moich poprzednich filmach, nigdy nie wybierałem obsady tak wcześnie, gdyż mogłoby to "wykoleić" projekt, bo np. co by się stało z moim filmem, gdyby nie udało się zatrudnić tej jednej konkretnej osoby? Tym razem Park Hae-il stał się częścią filmu naprawdę szybko, ponieważ rozmawiając z moją współscenarzystką o postaci detektywa, rzuciłem coś w stylu: "Wyobraźmy go sobie np. jako Parka Hae-ila". Tak właśnie było! A później dzięki czystemu szczęściu, udało się go zatrudnić, akurat do tej roli.

Mówiłeś o inspiracjach do filmu, a ja zastanawiam się, czy może w trakcie pisania scenariusza szukałeś jakichś konkretnych, filmowych nawiązań.

Nie robię filmów w ten sposób. Tworząc "Decision to Leave", nie poszukiwałem ani nie odwoływałem się świadomie do żadnych konkretnych tytułów. Dostrzegam jednak to, że mój film może przypominać widowni "Nagi instynkt" Paula Verhoevena. Bardzo go podziwiam, ale w czasie pracy nad scenariuszem jeszcze go nie znałem. "Decision to Leave" budzi też skojarzenia z "Zawrotem głowy" Alfreda Hitchcocka i słyszę ten komentarz naprawdę często. Być może  jest bliższy właśnie "Zawrotowi głowy" niż "Nagiemu instynktowi". Nie myślałem o filmie Hitchcocka, robiąc "Decision to Leave", ale muszę przyznać, że Hitchcock zdecydowanie miał na mnie wielki wpływ, więc myślę – wyszło to ze mnie w podświadomy, naturalny sposób. Było jednak parę filmów, o których myślałem pod kątem obrazu, który chciałem uzyskać. Moim współscenarzystom do obejrzenia zaleciłem "Spotkanie" Davida Leana (1945). Z kolei mojemu operatorowi zaproponowałem seans dzieł Jean-Pierre’a Melville’a; "Czerwoną pustynię" Antonioniego oraz filmy Viscontiego. Moim poprzednim operatorom nie podsuwałem takich nawiązań, ale z Ji-yong Kimem, operatorem "Decision to Leave", współpracowałem po raz pierwszy. Dlatego chciałem się jak najszybciej upewnić, że nasze wizje się pokrywają.

A propos. Z poprzednim operatorem pracowałeś przy wszystkich swoich filmach, od "Oldboya" przez "Stokera" po "Służącą". Co było powodem zmiany? Jesteś zadowolony ze współpracy z Ji-yong Kimem?

To prawda. Chung-hoon Chung zaczął jednak odnosić wielkie sukcesy w Stanach Zjednoczonych ("To", "Obi-Wan Kenobi" – przyp. red) i po prostu nie miał czasu na współpracę przy tym projekcie. Dlatego już przy "Małej doboszce" musiałem znaleźć nowego operatora, ale on też okazał się z czasem niedostępny. Przy "Decision To Leave" pracowałem więc z moim dotychczasowym trzecim operatorem, którego filmowe dokonania obserwowałem od jakiegoś czasu. Jest bardzo utalentowany i dobry w swoim fachu. Pracował przy takich filmach, jak: "The Fortress", "Słodko-gorzkie życie" czy paru projektach reżysera Kima Jee-woona. Każdy z tych trzech operatorów odnosi obecnie ogromne sukcesy, więc nie wiem, z którym będę miał możliwość współpracować przy moim kolejnym filmie. Ale przynajmniej teraz na mojej zaufanej liście są aż trzy nazwiska! Mam nadzieję, że uda mi się popracować chociaż z jednym z nim. Będę miał większy spokój ducha.

Muszę zapytać cię o jeszcze jedno nawiązanie w filmie, a mianowicie o szwedzką serię książek o detektywie Martinie Becku. Widzimy je w mieszkaniu głównego bohatera.

Książki o Martinie Becku należą do moich ulubionych powieści. Umieściłem tę książkę jako rekwizyt, żeby uczcić fakt, że "Decision to Leave" narodziło się z Martina Becka. W trakcie procesu montażowego mój montażysta powiedział mi, że ta scena nie jest potrzebna i musimy ją wyciąć. Stanowczo odmówiłem, dając do mu zrozumienia, że ten fragment musi zostać uwzględniony. Pomysł na wizję łagodnego detektywa o gołębim sercu znalazłem właśnie w tej powieści.


"Decision to Leave"

Policjanci z twojego filmu są zdecydowanie lepiej ubrani niż ci z powieści o Martinie Becku. Nie mieszkają też chyba w tak atrakcyjnym wizualnie świecie.

Porównując "Decision to Leave" do "Służącej", starałem się ograniczyć sztuczną scenografię. W "Służącej" były piękne kimona, kwieciście udekorowane luksusowe rezydencje czy nawet specjalnie szkicowane i zaprojektowane księgi. Wszystko to było kluczowe dla historii, dlatego wydaliśmy sporo pieniędzy na odpowiednią scenografię i kostiumy. Wtedy to było niezbędne, teraz było nieco inaczej. "Decision to Leave" ma inną estetykę, która nie wymagała wielkich planów filmowych i wymyślnych dekoracji. Apartament Seo Rae powstał na potrzeby produkcji, ale nadal nie była to przestrzeń, która wymagałoby bardzo ozdobnej scenografii. Ale nawet jeśli mieszkanie jest skromnie, musi mieć swoją wyjątkową estetykę. Przykładowo, salon powinien być miejscem współdzielonym przez parę bohaterów, ale w "Decision to Leave" należy on tylko i wyłącznie do męża. Detektyw trzyma tam całą swoją kolekcję winyli i bardzo kosztowny sprzęt audio, jest tam też wysoko zawieszona kurtyna, która oddziela prywatną przestrzeń bohatera. Zaraz obok znajduje się kuchnia, która należy do Seo Rae. Tapeta ma tam zielonkawo-niebieski odcień i zależnie od perspektywy może przybierać różne barwy. Jej wzór wygląda trochę jak pasmo górskie, a w niektórych momentach – jak morskie fale. Ten wyjątkowy zaprojektowany kolor niesie za sobą pewien dualizm. Ale jednocześnie ta kuchenna tapeta nie jest wcale droga. Ilość pieniędzy, jaką wydaliśmy na scenografię i garderobę w "Służącej", przeznaczyliśmy w "Decision to Leave" na wydatki związane z poszukiwaniem odpowiednich lokacji, koszty podróży ekipy filmowej oraz na efekty, które miały naśladować różne zjawiska przyrodnicze i atmosferyczne, np. deszcz, śnieg, zachmurzenia, słońce, a nawet morskie fale. Chcieliśmy je naturalnie uchwycić, ale też nieco pozmieniać, zintensyfikować kolory w trakcie postprodukcji i tworzenia efektów. Mój koordynator do spraw efektów specjalnych nie chce już ze mną więcej pracować. Musiał włożyć w to wiele pieniędzy, czasu i wysiłku, a ja często mówiłem: nie, nie, nie, to i to trzeba zmienić! To było dla niego bardzo wyczerpujące doświadczenie. Ale efekt jest świetny – wszystko wygląda jak otaczająca nas natura, efektów specjalnych praktycznie nie dostrzeżemy.

W filmie umieściłeś imponujące sceny nakręcone z punktu widzenia mrówek chodzących po ciele zmarłego czy z głębi ekranu smartfona. Skąd wzięły się te pomysły?

Jeśli chodzi o tzw. "point of view shot", w którym widzowie mogli spojrzeć oczami zwłok, to ma on związek z cytatem, który detektyw wypowiada w filmie, gdy przybywa na scenę zbrodni. Hee-jun mówi, że jest wiele ofiar, które straciły życie, mając otwarte oczy; gdy w nie patrzy, wyobraża sobie ostatnią twarz, jaką zmarły widział przed śmiercią, i postanawia złożyć obietnicę, że tę osobę schwyta. Zatem ujęcie z perspektywy zmarłego jest w pewnym sensie przypomnieniem tej obietnicy. Na początku drugiej części filmu pojawia się też scena z perspektywy zdechłej ryby, która zostaje dźgnięta w oko. Ten fragment ma za zadanie przypomnieć widzom scenę nakręconą z punktu widzenia zmarłego pierwszego męża Seo Rae, którą widzimy właśnie na początku. W ujęciu sfilmowanym z perspektywy iPhone’a detektyw pisze z Seo Rae. Nawet gdy patrzy w telefon, jego serce otwarte jest na bohaterkę. Chciałem więc w pewnym sensie wyrazić, że Hae-jun czuje, jakby Seo Rae patrzyła na niego wprost z ekranu.


"Decision to Leave"

Nowoczesna technologia odgrywa dużą rolę w "Decision to Leave". Czy ten wątek będzie powracać?

Szczerze mówiąc, jeszcze tego nie wiem. Tym razem po prostu starałem się użyć jak najwięcej komunikacyjnych form wyrazu – tylu urządzeń, ile to możliwe. W prawdziwym życiu nie ma szansy, żeby dwoje dorosłych ludzi mogło budować relację bez użycia telefonów komórkowych. Nawet na etapie randkowania telefony są czymś wszechobecnym. Nie ma mowy, żebym mógł to wykluczyć z filmu. To był jeden ze sposobów, by nadać "Decision to Leave" realistyczną oprawę. Nie jest to jednak żadna społeczna diagnoza.

Wracając do kulturalnych różnic. Do jakiego stopnia, pisząc scenariusze, bierzesz pod uwagę odbiór międzynarodowej widowni? Próbujesz się jakoś do niej dostosować?

Nie bardzo. Nie myślę o widowni, kiedy pracuję nad filmem – niezależnie od tego, czy jest on anglojęzyczny czy koreański. Ale są pewne małe szczegóły, na które zawsze zwracam uwagę. Na przykład kiedy wymyślałem nazwę miasta Ipo. Ponieważ jest to miejsce fikcyjne, wiedziałem, że jednocześnie musi brzmieć koreańsko i być tak krótkie jak to tylko możliwe – tak, by nie zajmowało wiele miejsca w napisach. Są również pewne frazy, sytuacje lub żarty, których zagraniczna widownia nie zrozumie, dlatego staram się ich unikać. Przykładowo Koreańczycy mają to do siebie, że podczas sprzeczek lubią wypominać sobie, kto jest starszy i kto w związku z tym ma realną władzę: "Ile ty niby masz lat? Wiesz, ile ja mam lat? Pokaż mi swój dowód!". Tak to właśnie robimy. To bardzo powszechna sytuacja, ale w swoich filmach trzymam się od niej z daleka.

A przejmujesz się krytyką?

Przykro mi to mówić, ale w ogóle jej nie czytam. Nie ma na mnie żadnego wpływu. Jeśli już coś zdarzy mi się przeczytać, to czuję się później niekomfortowo i jestem bardzo zakłopotany. Mam dreszcze na samą myśl. Być może przeczytam wszystko, jak już przejdę na emeryturę.
4