35. festiwal filmowy w Rotterdamie

Gazeta Wyborcza /
https://www.filmweb.pl/news/35.+festiwal+filmowy+w+Rotterdamie-26497
Festiwal, który wystartował wczoraj wieczorem, daje szansę przewidzieć, jakie będzie kino w następnych latach - stawia się tu bowiem na debiutantów i "odkrywa mistrzów, zanim doceni ich świat". A w konkursie - po raz pierwszy w historii - trójka studentów łódzkiej Filmówki z "Odą do radości".

Festiwal w Rotterdamie należy bez wątpienia do najważniejszych w Europie, choć jego rangi nie wyznaczają gwiazdy ani rozgłos w mediach. Holenderskie miasto nie ma zresztą nic z kurortu jak Cannes czy Karlowe Wary.

Szefowa imprezy Sandra den Hamer z dumą mówi o tym, że czerwonych dywanów w Rotterdamie nie było i nie będzie. Tym, co wyróżnia ten festiwal, jest rodzaj prezentowanego kina, w którym mieszczą się filmy ze skrajnie różnych kręgów kulturowych i stylistyk, rzeczy wybitne, przekorne (jedna z sekcji nosi nazwę "Sturm i Drang"), ale też takie, o których za chwilę nikt nie będzie pamiętał. "Prawdziwa panorama kina światowego" - mówią ci, którzy przyjeżdżają tu od lat.

Organizatorzy lubią dodawać coś jeszcze: "Odkrywamy filmowców, zanim staną się sławni i doceni ich świat". I przypominają o Jarmuschu, Hou Hsiao-Hsienie czy Zelence, którzy zachwycali rotterdamską publiczność jeszcze wtedy, gdy mało kto nich słyszał.

Nic dziwnego więc, że oczkiem w głowie jest tutaj konkurs, w którym o nagrodę Tygrysa walczą wyłącznie debiutanci i autorzy drugich filmów. Co będzie w tym roku wydarzeniem, trudno przewidzieć - tytuły i nazwiska reżysera mówią niewiele. Być może brytyjskie "Song of Songs" o silnej, ale też destrukcyjnej relacji między siostrą i bratem w ortodoksyjnej żydowskiej społeczności w Londynie (w roli głównej odkrycie aktorskie ostatniego czasu, Nathalie Press nominowana do Europejskiej Nagrody Filmowej za "Lato miłości" Pawlikowskiego). Albo "Glue" Dos Santosa z Argentyny o zamkniętym świecie Patagonii widzianej oczami 15-latka. Albo irańsko-francuski "Gaze" Sepideha Farsiego o Iranie oglądanym i z bliska, i z emigracyjnego oddalenia. Równie dobrze wydarzeniem może być zresztą "Taking Father Home" Ying Lianga z Chin o nastolatku tracącym niewinność w wielkim mieście czy też "Un jour d'été" Francka Guérina z Francji o konsekwencjach nieszczęśliwego wypadku podczas meczu piłki nożnej.

Ale w konkursie - po raz pierwszy w historii festiwalu - znajdzie się też film polski: "Oda do radości" Anny Kazejak-Dawid, Macieja Migasa i Jana Komasy wyróżniona w zeszłym roku w Gdyni Nagrodą Specjalną Jury. Ciekaw jestem, jak te trzy historie o młodych ludziach decydujących się na emigrację, ale też przeżywających swój prywatny moment "deziluzji" odbierze tutejsza, wyrobiona przecież publiczność. Jak na razie chwali się w Rotterdamie trójkę Polaków za odwagę, pasję i zespołową pracę, którą niektórzy dziennikarze porównują do czasów kina moralnego niepokoju i czeskiej Nowej Fali.

Akcentów polskich będzie zresztą więcej. Poza konkursem wyświetlony zostanie "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauzego, w programie krótkich metraży znajdą się "Elementy" pracującego w Austrii, ale urodzonego w Polsce Dariusza Kowalskiego, będzie też kilka propozycji z pogranicza sztuki i kina - prace Moniki Sosnowskiej ("Rubin 2004"), Tomasza Partyki czy grupy Azorro.

Rzecz jasna, program jest dużo bogatszy i nie zabraknie w nim nazwisk znanych i tytułów już komentowanych. Będą więc najnowsze filmy Patrice'a Chéreau ("Gabrielle" z Isabelle Huppert), Abla Ferrary ("Mary" z Juliette Binoche), Takeshiego Kitano ("Takeshis'"), Manoela De Oliveiry ("Magic Mirror"), Aleksandra Sokurowa ("Słońce") czy Hou Hsiao-hsiena ("Three times"). Pojawi się głośny już film Bohdana Slámy "Something Like Happiness" (czeski kandydat do Oscara), a także pierwszy od lat obraz czeskiego mistrza animacji, eksperymentatora i surrealisty Jana Svankmajera ("Lunacy"). W gąszczu propozycji rotterdamski festiwal każe też wyszukiwać perełki. Mam nadzieję, że będą nimi skromny, antyhollywoodzki film Stevena Soderbergha "Bubble" czy instalacja Michaela Gondry'ego ("Zakochany bez pamięci") "The All Seeing Eye".

Festiwal potrwa do 5 lutego.