DOGRYWKA: "Grand Theft Auto V" na PlayStation 4

Filmweb autor: /
https://www.filmweb.pl/news/DOGRYWKA%3A+%22Grand+Theft+Auto+V%22+na+PlayStation+4-108489
Przed premierą reedycji "GTA V" na nowe konsole słowa twórców o oglądaniu brudu za paznokciami Trevora brzmiały jak marketingowe komunały. A jednak wszystkie obietnice okazały się prawdziwe. Nowa wersja ostatniego hitu Rockstar wbija się klinem w pęczniejący rynek reedycji i pokazuje, kto tu naprawdę rządzi.



Recenzję "GTA V" na PlayStation 3 autorstwa Michała Walkiewicza znajdziecie tutaj.

Na rynku istnieją gry, które posiadają dwa tryby kamery, tak jak choćby ostatnie odsłony "The Elder Scrolls". Ale to wręcz upiorne, jak diametralnie może różnić się "GTA" w zależności od tego, czy oglądamy ją z perspektywy trzeciej czy pierwszej osoby. Sedno tego fenomenu leży raczej w rdzeniu rozgrywki produkcji znanej z przekraczania granic, ostentacyjnego olewania poprawności politycznej czy absurdalnej ilości przemocy. Za każdym razem, kiedy przełączymy się z widoku zza pleców na perspektywę pierwszoosobową, czeka na nas zupełnie nowa gra.

Dla tych osób, które jakimś cudem nie znają ostatniej odsłony "GTA", krótkie przypomnienie. W "GTA V" sterujemy trzema postaciami. Pierwsze kilkanaście godzin gry to zapoznawanie się kolejno z Franklinem, Michaelem i Trevorem. Ten pierwszy to dzieciak z biednej dzielnicy i aspirujący gangster o gołębim sercu. Michael to były kasiarz i bandyta objęty programem ochrony świadków. Wzorem Tony'ego Soprano chodzi do terapeuty, ale czuje, że brakuje mu w życiu chaosu, morderstw i szybko zdobywanej kasy. Trevor to dawny kumpel i współpracownik Michaela, a przy okazji absurdalnie wulgarny Kanadyjczyk, który jest spełnieniem najgorszych koszmarów obrońców politycznej poprawności. "GTA V" to największa i najbardziej rozbudowana odsłona serii mającej korzenie w drugiej połowie lat 90. Możemy jeździć, latać, pływać, w ramach misji zajmujemy się zaś szeroko pojętym życiem w gangsterskim półświatku. Jest tu wszystko: od handlu bronią i narkotykami po brawurowe skoki na sklepy i banki. W wolnym czasie można odsiedzieć swoje przed telewizorem (w grze jest kilka programów i kreskówek), pójść do kina, zagrać w tenisa czy uprawiać jogging. "GTA V" to swego rodzaju drugie życie i zrobienie gry na 100% wymaga nie kilkudziesięciu, ale kilkuset godzin spędzonych na przemierzaniu Los Santos i Blaine County. 

   

Co ciekawe, w trybie pierwszoosobowym zaciera się niejako granica pomiędzy postaciami. Oczywiście nadal słyszymy ich teksty, widzimy też różnice w higienie dłoni, ale o wiele łatwiej wczuć się teraz w grę jako taką, a nie tylko w opowiadaną historię. I to jest dodatkowa, niekoniecznie przewidziana przez twórców moc ukryta w tym trybie gry. Od kiedy Rockstar, jeszcze jako DMA Design, stworzyło pierwszą część "Grand Theft Auto", oglądaliśmy świat zbrodni z odległej perspektywy. Wskoczenie (dosłowne) w buty psychopatycznego Trevora czy wkurzonego na świat Michaela niebezpiecznie zbliża nas do zbrodni, które – jako gracz – popełniamy. Naturalnie amatorzy bezkompromisowych rzeźni doskonale odnajdą się w urządzaniu masakr na ludności cywilnej czy policji. Wraz z wejściem w tryb FPP przemoc w "GTA V" wspięła się na nowy poziom groteski.


Rockstar znane jest z przywiązywania wagi do detali. Zrobienie reedycji to dziś podmalowanie grafiki, rozdzielczości i spakowanie w jeden pakiet wszystkich DLC. Rockstar nie pracuje na pół gwizdka – podkręcony został praktycznie każdy aspekt gry. Nie chodzi wyłącznie o zwiększenie liczby osób i samochodów na ulicach czy nowe i ładne efekty świetlne podczas nurkowania. Gdy chwytamy za broń, czujemy się jak w strzelance. Modele broni wyglądają jak żywcem wyjęte z jednego z nowoczesnych shooterów. Szalone nocne wyścigi nabiorą sportowego szlifu przez bardzo ładnie wykonane wnętrza samochodów, łącznie z takimi szczegółami jak np. animowane obrotomierze i prędkościomierze. Każdy kokpit wygląda też inaczej. Model jazdy został nieco usprawniony i choć nadal jest mocno arcade'owy, można wyczuć różnice pomiędzy autami z tej samej grupy. Tryb pierwszej osoby to nie tylko prowadzenie auta. Szczególnie emocjonujące w tej nowej optyce są napady. Już pierwsza akcja, skok na sklep jubilerski, pokazuje, jak bardzo zmienia się dynamika misji, gdy rozgrywamy ją w trybie FPP. Nieważne też, czy akurat lecimy samolotem, strzelamy do policjantów czy czekamy, aż ta prostytutka na siedzeniu pasażera wykona swoje zadanie – "GTA V" w pierwszej osobie to zupełnie inna gra i choćby z tego powodu warto przejść ją po raz drugi.

Wraz z przesiadką na nową generację konsol Rockstar wypełniło grę szczegółami niezauważalnymi na pierwszy rzut oka. Znacznie zwiększona została odległość rysowania obiektów. Doświadczymy tego zwłaszcza podczas latania samolotami. Plenery, które mogły zachwycać w starej wersji, teraz zapierają dech w piersiach. Los Santos jest znacznie żywsze dzięki zwiększonej (rozsądnie) liczbie przechodniów. Ba! W godzinach szczytu możemy utknąć w korku. Szczęśliwi będą także amatorzy wycieczek w dzicz. Dopracowano nawet takie drobnostki jak futra zwierząt. Dopieszczone zostały też efekty pogodowe. Gwarantuję, gdy pierwszy raz złapie Was burza nad pustkowiami Blaine County, poczujecie się jak w środku jakiegoś ponurego horroru z rodziną wsobnych kanibali w rolach głównych. Deszcz wygląda zresztą równie imponująco w centrum Los Santos. 


Wprowadzenie trybu pierwszoosobowego pociągnęło za sobą zmiany w sterowaniu. Choć można modyfikować układ przycisków na padzie, przypisanie funkcji zaproponowane przez Rockstar jest całkiem sensowne. Do tego dochodzą takie szczegóły jak bardzo zgrabne i wygodne kółko wyboru broni czy stacji radiowych. Wypuszczając reedycję Rockstar wzbogaciło ścieżkę dźwiękową o ponad 150 nowych piosenek. Wszystkie stacje dostały nowe pakiety kawałków. Fani prezentowanych w grze gatunków muzyki będą ukontentowani, choć przyznam, że nie ma zabawniejszego momentu niż szalona ucieczka przed policją w rytmie "I Want It That Way" Backstreet Boys... Jedna z moich ulubionych stacji, Non-Stop-Pop, dostała zresztą dość pokaźny zestaw nowości. Poza Backstreet Boys znajdziemy tu na przykład Gorillaz ("Feel Good Inc."), Moloko ("The Time Is Now") czy Sneaker Pimps ("6 Underground"). "GTA V" robi też użytek z głośniczka w padzie. Przezeń usłyszymy wszystkie rozmowy, które bohaterowie prowadzą przez telefon czy komunikaty z policyjnego radia. Mała rzecz, a pozwala bardziej wczuć się w grę.

Maestria reedycji "GTA V" uwidacznia się zwłaszcza w kontekście niedawnych problemów z "Assassin's Creed: Unity". Gra wygląda fenomenalnie, a działa w 1080p i (w miarę) stałych trzydziestu klatkach na sekundę. Jak widać, można i Rockstar tym samym udowodniło, że dokonało niemożliwego. Tak jak pierwsza wersja "GTA V" była klejnotem koronnym starej generacji, tak reedycja pokazuje, że da się poprawić ideał.

"Grand Theft Auto V" pojawiło się również na konsoli Xbox One, zaś 27 stycznia 2015 trafi na komputery PC.
Udostępnij: