W poniedziałek w krakowskim klubie Lizard King odbyła się oficjalna konferencja 16. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Etiuda & Anima, podczas której ogłoszono laureatów zakończonego poprzedniego wieczora konkursu etiud studenckich.
Jury w składzie:
Filip Bajon (przewodniczący),
Agnes Kocsis,
Jerzy Ridan, Andrzej Goleniewski, Grzegorz Muskała po obejrzeniu 39 filmów zakwalifikowanych do konkursu etiud studenckich postanowiło przyznać Złotego Dinozaura – czyli Grand Prix – filmowi
"Pośrednik" (reż.
Dragomir Sholev, National Academy for Theatre & Film Arts). Z dyskusji towarzyszącej ogłoszeniu wyników można wnioskować, że bułgarskiego reżysera doceniono za znalezienie oryginalnego języka, wyróżniającego się na tle pozostałych produkcji opowiadających o trudnych relacjach rodzinnych.
Komu jeszcze Dinozaura? Srebrnego Dinozaura przyznano czeskiemu "
Pokojowi" (reż. Vit Zapletal, FAMU), natomiast Brązowego otrzymał twórca słowackiego "Arsy-Versy" (reż. Miro Remo, Academy of Music and Performing Arts). Nagroda specjalna – Złoty Dinozaur dla najlepszej szkoły filmowej – powędrowała do Centro de Capacitacion Cinematografica (CCC) z Meksyku za, jak uzasadniono, "wysoki poziom, różnorodność i niekonwencjonalne podejście do przedstawianych tematów". Jury zwróciło również uwagę na metafizyczny kontekst prezentowanych filmów, co odróżnia nagrodzony zestaw szkolny od innych zestawów.
Trzy równorzędne wyróżnienia honorowe przyznano: szwajcarskiemu
"Po sezonie" (reż. Irene Ledermann) za "sposób filmowania, brak deklaratywności i stworzenie ciekawej przestrzeni filmowej", angielskiemu
"Goleshovo" (reż. Illian Metev) za "znakomitą obserwację dokumentalną i ukazanie procesów przemijania" oraz meksykańskiemu
"Przypływowi" (reż.
Hatuey Viveros) za "umiejętność odnalezienia celu i sensu życia w sytuacjach krańcowych, silny metafizyczny wydźwięk filmu". To nie koniec wyróżnień, jakie przyznano w konkursie etiud. Nagrodę FICC (Międzynarodowej Federacji Dyskusyjnych Klubów Filmowych) otrzymał film
"Po sezonie", a jury studenckie doceniło
"Goleshovo". Nagroda publiczności powędrowała do polskiej etiudy "Babcia wyjeżdża" w reżyserii Tomasza Jurkiewicza.
Co było, a czego zabrakło Członkowie jury uczestniczący w konferencji zgodnie przyznali, że poziom artystyczny filmów zakwalifikowanych do konkursu był naprawdę wysoki.
Filip Bajon zwrócił uwagę na nieoczekiwane u młodych filmowców zawodowstwo realizacyjne, umiejętność sprawnego opowiadania historii i współpracy z aktorami. Natomiast, jeśli czegoś konkursowym etiudom brakowało, to – zdaniem przewodniczącego – "dotknięcia metafizyki, kategorii losu". Były przepełnione wysokim poziomem realizmu, czego oczywiście nie należy traktować za wadę. Dlatego właśnie, kontynuował myśl Bajon, jury doceniło produkcje z Centro de Capacitacion Cinematografica: meksykańscy filmowcy zadawali w swoich filmach wiele intrygujących pytań, niekoniecznie dając na nie odpowiedzi. Tymczasem Agnes Kocsis zaskoczyło, że młodzi twórcy nie dokonywali eksperymentów, a przecież – jak twierdzi węgierska reżyserka i scenarzystka – "dla studenta szkoły filmowej tak ważne jest poszukiwanie własnego stylu, własnego języka, sposobu wyrazu".
W konkursie tegorocznej edycji Etiudy & Animy już od pierwszych projekcji dominowała problematyka rozpadu więzi rodzinnych, poszukiwania bliskości w relacji dziecko-rodzic, a wreszcie buntu dziecka przeciwko światu dorosłych. Zauważyli to zarówno widzowie – co mogę wywnioskować z podsłuchanych dyskusji, jak i członkowie jury. Bogusław Zmudziński, dyrektor artystyczny imprezy, przyznał, że po raz pierwszy w szesnastoletniej historii krakowskiego festiwalu zdarzyło się, żeby "przewodniczący dostrzegł w konkursie motyw wiodący". Do tej pory tematyka podejmowana przez młodych reżyserów była zróżnicowana, przez co z trudem przychodziło przewidywanie jakichkolwiek trendów. Za inny, trochę niepokojący precedens można natomiast uznać brak polskich filmów wśród laureatów konkursu. Zdaniem Bajona, na tle zaprezentowanych w Krakowie produkcji, w rodzimym kinie da się zauważyć "wyraźne braki fabularne oraz zawodzi w poszukiwaniu ciekawych tematów". Nieco później dodał: "To nie są filmy złe, ale w tym kontekście nie można ich lepiej ocenić".
Mniej oficjalnie Z tym ostatnim nie do końca zgadzają się Ewa Borysewicz, Dominika Faber i Radek Tabor, członkowie jury studenckiego, z którymi udało mi się porozmawiać zaraz po zakończeniu oficjalnej części konferencji. Ich zdaniem polskie etiudy wcale nie zaprezentowały się źle. Wśród wartych uwagi wskazali chociażby dokument
"Kobieta poszukiwana" Michała Marczaka, wyróżniony w tym roku podczas Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych "Młodzi i Film".
Ewa, Dominika i Radek chętnie podzielili się festiwalowymi wrażeniami oraz – co szczególnie interesujące – wyrazili swoje opinie na temat werdyktu ogłoszonego kilkadziesiąt minut wcześniej przez Bajona. Nie ukrywali rozczarowania, że to właśnie bułgarski "Posłaniec" – film ich zdaniem sztampowo traktujący poruszaną problematykę – zdobył tegoroczne Grand Prix. Sami, po gorących, trwających pół nocy obradach postanowili uhonorować ujmujące autentyzmem "Goleshovo" Meteva. Podobnie jak Kocsis, brakowało im w konkursie filmowych poszukiwań, błyskotliwych wolt, a przede wszystkim twórczej odwagi, którą – nawet jeśli przynosi niepowodzenie – zawsze warto docenić. Oceniane dzieła okazały się znacznie bardziej dojrzałe niż się tego spodziewali.
Ogłoszenie wyników konkursu etiud studenckich to znak, że w kinoteatrze Uciecha już na dobre zaczyna się święto animacji.