GAMESCOM 2016: Graliśmy w "Resident Evil 7 biohazard"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/GAMESCOM+2016%3A+Grali%C5%9Bmy+w+%22Resident+Evil+7+biohazard%22-119035
Już po pierwszym zwiastunie nowej odsłony "Resident Evil" można się było spodziewać dużej zmiany atmosfery w grze. Ostatnie części nie sprawdzały się zarówno pod względem straszenia, jak i mechaniki survivalowej. Wygląda jednak na to, że Capcom wziął sobie do serca nieszczególnie pochlebne recenzje ostatniej części i w "Resident Evil 7 biohazard" postanowił wrócić do korzeni.


Ów powrót nie jest jedynie marketingowym spinem przygotowanym na potrzeby zajawiania gry. Przez około pół godziny prezentacji, rozmowy z jednym z twórców oraz testu łatwo dało się zauważyć, że seria zdąża w kompletnie innym kierunku. Być może szlak przetarło stworzone przez Hideo Kojimę "P.T." – nowe demko "Resident Evil 7" jako żywo przypomina bowiem dość statyczne, ale przerażające szwendanie się po nawiedzonym domu.

Gwoli kronikarskiego obowiązku – zarówno demo, które ogrywałem, jak i tzw. "beginning hour", czyli grywalny zwiastun, który niedawno ukazał się na PlayStation Store, nie są żadnymi spin-offami czy osobnymi historyjkami, ale kawałkami faktycznej, pełnej gry. Potwierdził to jeden z twórców. Informacja o tym, że "beginning hour" nie jest częścią gry, wynikła bowiem z... błędu w tłumaczeniu z japońskiego na angielski. Fragmenty, które widzieliśmy na targach E3 oraz w trakcie przechodzenia "beginning hour", to powycinane i skompresowane w jedno demko kawałki gotowej gry. Podobnie sprawa wygląda z materiałem, który ogrywałem na Gamescomie w Kolonii. To kilka fragmentów pewnego epizodu sklejone w jeden ciąg zdarzeń i przygotowane na potrzeby targów. Stąd np. co chwila napotykamy na punkty autozapisu, dzięki którym możemy ginąć do woli. W gotowej grze nie będzie już tak łatwo – po śmierci trzeba będzie się cofać o spory fragment.

 

W demie zaprezentowany jest epizod z jedną z nowych postaci. To młoda kobieta ścigana przez członkinię, jak się wydawało, zaginionej onegdaj rodziny Bakerów. Nie ma tu żadnej sprytnej mechaniki chowania się za osłonami czy przyklejania się do cieni. Musimy po prostu pełzać za jakimiś skrzynkami w nadziei, że wyklinająca mamuśka nie zauważy naszej bohaterki. A to dlatego, że działa ona niczym ksenomorf z "Alien: Isolation". Jeśli już zostaniemy odkryci, to po nas – ucieczka nie ma sensu. W przeciwieństwie do "beginning hour", tutaj cały czas siedzimy na krawędzi krzesła, gdyż nasza nemezis wciąż krąży po domu, nawołując nas zachrypniętym głosem. Kim tak naprawdę jest ta kobieta i co się stało z rodziną Bakerów? Tego nie wiadomo i twórcy na razie nie zamierzają zdradzać ani linijki wątku fabularnego. Udało mi się jednak wyciągnąć co nieco z prowadzącego prezentację przedstawiciela Capcom.

Przede wszystkim "Resident Evil 7" rozgrywa się gdzieś na bezdrożach Luizjany. Choć w demkach na razie przebywaliśmy wyłącznie w nawiedzonym domu, twórcy podają, że w całej grze dostępny będzie znacznie większy teren całej farmy Bakerów oraz okolic. Przy pierwszym zetknięciu z tajemniczą i mocno pokręconą rodziną nietrudno o skojarzenia z kultowym horrorem "Teksańska masakra piłą mechaniczną". Choć od lat 70. slasherów i horrorów osadzonych na Południu USA zrobiono już wiele, nowy "Resident" odwołuje się do korzeni nie tylko własnej serii gier, lecz także do początków survivalu jako takiego. Wystarczy powiedzieć, że jednemu z twórców zaświeciły się oczy, gdy wspomniałem o pierwszej, już ponaddwudziestoletniej grze "Alone in the Dark"


Kluczową rolę odgrywają także kasety wideo, które znajdujemy podczas naszego śledztwa. Każda z nich to osobny miniepizod, w którym wcielamy się w inne postaci. Poza tym, że rozgrywka podkręcona jest odpowiednio anachronicznym filtrem na ekranie, uważne przechodzenie tych fragmentów ma dawać wymierne korzyści. To w kasetach znajdziemy bowiem np. zagadki, których rozwiązania są jednocześnie wskazówkami dotyczącymi głównej części gry. Obejrzymy także istotne z punktu widzenia narracji fanty i odkryjemy nieco więcej niuansów fabularnych. W pełnej grze pojawią się także etapy z bronią, choć twórcy zaklinają się, że na pewno nie będzie to taki styl gry, jak w poprzednich "Residentach". Jeśli w ogóle dostaniemy w ręce jakąś pałę czy broń palną, bardzo szybko będziemy mogli ją stracić, a do tego nabojów będzie tyle co na lekarstwo. To akurat dobry kierunek, wziąwszy pod uwagę to, jak bardzo inna od poprzedniczek jest nadchodząca część gry.

Czy siódemka będzie osadzona w tym samym świecie, co poprzednie odsłony? To niby nie jest pewne, ale w "beginning hour" można dostrzec zdjęcie z helikopterem Umbrella Corp. W gamescomowym materiale z kolei co prawda takich easter eggów nie ma, ale nie bez powodu gra zarówno w Japonii, jak i na Zachodzie ma podtytuł "Biohazard". Pod takim właśnie mianem "Resident Evil" od początków serii znany był w krajach azjatyckich. Jak bardzo jednak nadchodząca gra będzie osadzona w nieco zużytym już uniwersum, tego nie wiadomo. 


W tej chwili twórcy tylko podsycają rosnące bardzo szybko oczekiwania wobec "Resident Evil 7 biohazard". Gra ukaże się na rynku 24 stycznia 2017 roku – do tego czasu jeszcze sporo może się zmienić, ale na razie wygląda na to, że szykuje się potężna petarda, która może sporo namieszać w świecie cyfrowego horroru.
Udostępnij: