Wróblewski zna faworyta do Złotej Palmy w Cannes

palma.jpg
Wraz z tygodnikiem Polityka zapraszamy was do relacji z kolejnego dnia festiwalu filmowego w Cannes, którą przygotował Janusz Wróblewski. Więcej wrażeń Wróblewskiego znajdziecie na specjalnym blogu pod adresem: wroblewski.blog.polityka.pl

Cannes ma już swojego ulubieńca. W wielu dziennikarskich rankingach, publikowanych w festiwalowych gazetach, najwięcej pochlebnych opinii zbiera "Bright Star" (Do jasnej gwiazdy) Nowozelandki Jane Campion. Skromna, telewizyjna produkcja, utrzymana w staroświeckim stylu, zaspokaja głód romantycznych uczuć. Jednak realistów – a tym bardziej cyników – nie przekona.

Film jest przede wszystkim popisem Abbie Cornish, najzdolniejszej aktorki młodego pokolenia z Australii, która kilka lat temu zabłysła rolą narkomanki w dramacie psychologicznym "Candy" Neila Armfielda. W melodramacie Campion gra brawurowo Fanny Brawne, 18-letnią narzeczoną Johna Keatsa (Ben Whishaw), wybitnego poety romantycznego, zmarłego przedwcześnie na gruźlicę w wieku niespełna 26 lat. Ich związek, rozpoczęty na trzy lata przed jego śmiercią, prawdopodobnie platoniczny (biografowie spierają się co do tego szczegółu), był idealnym przykładem więzi, opartej bardziej na komunii dusz niż umysłów i ciał. Ona, materialistka o wrażliwym sercu, gardziła literaturą, jako marnym zajęciem nie przynoszącym pewnych dochodów. Sama zajmowała się modą, projektowała, a następnie własnoręcznie szyła sobie wykwintne suknie, co z kolei stanowiło przedmiot drwin ze strony jej sąsiadów: pozbawionych środków do życia, źle ubranych poetów pochłoniętych formułowaniem "ujemnej właściwości", czyli teorii o niemożności całkowitego poznania świata i nieskończoności zjawisk.

Keats – ateista każący wyryć na swoim grobie poetycką strofę "tutaj spoczywa ten, którego imię zapisano na wodzie" - docenił wrażliwość i urodę Fanny, widząc jej zaangażowanie w opiekę nad jego umierającym na gruźlicę bratem. Ona zainteresowała się na serio poetą, dopiero po przeczytaniu jego zbiorku "Endymion", gdy nabrała pewności, że nie jest idiotą. W filmie poznajemy XIX-wieczną Anglię z perspektywy zakochanej, młodej, lecz niezwykle dojrzałej dziewczyny, która staje się partnerką, przyjaciółką, Muzą, a w końcu rozpaczającą narzeczoną, świadomą nieuchronnego końca ich irracjonalnej miłości. Campion pokazuje mieszczańskie realia Hampstead (północnej dzielnicy Londynu) inaczej niż są one zwykle prezentowane w popularnych adaptacjach filmowych Jane Austen. Bariery klasowe, konwenanse, różnice obyczajowe, role społeczne wyznaczające z góry określone miejsce w ultrakonserwatywnym, przedwiktoriańskim świecie niespecjalnie się tu liczą.

Dbając o zachowanie wierności historycznym faktom, reżyserka ustawia "Bright Star" ponad doraźnością. To nie konieczność przestrzegania zasad i rytuałów stanowi przeszkodę w spełnieniu romantycznych uczuć. Autorka koncentruje się na intensywnej emocjonalności, dąży do utożsamienia poezji z obrazem. Tak, aby widz mógł się raczej domyślać znaczeń, aniżeli znajdował potwierdzenie w postaci słownych komunikatów. W podobny sposób starali się wyrazić duchowość prerafaelici, zainspirowani twórczością Keatsa.

Niewątpliwie jest to najbardziej udane przedsięwzięcie Campion od czasu wejścia na ekrany "Fortepianu". Zaproponowany przez nią minimalizm dobrze służy kontemplacji tragicznej gry miłosnej, toczącej się w cieniu wyrafinowanych fraz obficie cytowanych w filmie (również w formie napisów). Niemniej – co warto podkreślić – trudno uznać "Bright Star" za artystyczną rewelację. To bardzo udane, lecz wcale nie powalające na kolana zmysłowe kino, dające się porównać do najambitniejszych spektakli BBC. Piękne, lecz nie arcydzieło.
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię