Recenzja filmu Dżungla (2017)
Greg McLean

Gra w zielone

Operator wydobywa z zielonego piekła grozę i piękno, montażysta dba o to, byśmy nie wpadli w objęcia Morfeusza, zaś Radcliffe dwoi się i troi, by pokazać, że droga Yossiego to przede wszystkim ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Dżungla (2017)
Jeżeli chociaż raz w życiu zgubiliście się w lesie, "Dżungla" może otworzyć w Waszym sercu odpowiednią przegródkę. Nie ma w końcu nic bardziej przerażającego niż labirynt pełen śmiertelnych pułapek wzniesiony przez samą Matką Naturę. Reszta pochyli się raczej nad zgubną brawurą głównego bohatera, weźmie jego gehennę za bezlitosną karę, zaś sam film - za wygłoszoną z kamienną twarzą przestrogę. 


Obraz Grega McLeana powstał na kanwie prawdziwej historii izraelskiego podróżnika Yossiego Ghinsberga, który przez trzy tygodnie błąkał się samotnie po amazońskiej dżungli, zaś bolesne doświadczenia obrócił na przestrzeni kolejnej dekady w imponującą pracę u podstaw na rzecz boliwijskiej ludności. Filmowy Ghinsberg (Daniel Radcliffe) to trochę buntownik bez powodu, porzucający wygody na rzecz przygody, a trochę błękitny ptak zafascynowany międzynarodówką wagabundów. Skuszony perspektywą odkrycia zaginionego indiańskiego plemienia, zapuszcza się w dzikie ostępy wraz z trzema kompanami. A im dalej w las, tym więcej przyczajonych tygrysów, ukrytych węży i zarażonych gangreną kończyn.   


Początkowe partie filmu to całkiem bezpretensjonalny pean na cześć prawdziwej męskiej przygody - nie brakuje tu nocnych rozmów przy ognisku, mało finezyjnych deklaracji przyjaźni oraz dyskretnego rozgrywania konfliktów wewnątrz grupy. Później, kiedy spięcia zaczynają się nasilać, bohaterowie zostają rozdzieleni, a Yossi kończy jako rozbitek w nieznanej części amazońskiej głuszy, w tkankę narracyjną wkrada się groza. Dla McLeana, specjalisty od horrorów i faceta, który potrafi odnaleźć się zarówno w klaustrofobicznej przestrzeni nowoczesnego biurowca ("The Belko Experiment"), jak i na jałowych, australijskich bezdrożach ("Wolf Creek"), podobna sceneria to manna z nieba - "Dżungla" jest jednocześnie epicka i kameralna. Strategię reżyserską też przyjmuje słuszną: podążając krok w krok za Yossim, stara się pokazać zarówno rozpad ciała, jak i umysłu. 


To pierwsze wychodzi mu zdecydowanie lepiej. Bez względu na to, czy Yossi wycina akurat glistę z narośli na czole, czy opatruje swoją przegniłą stopę, jego odyseja to przede wszystkim cielesna mordęga. Dzięki niezłej charakteryzacji oraz fizycznemu poświęceniu Daniela Radcliffe’a, całość ogląda się momentami na krawędzi fotela. Niestety, kiedy przychodzi do pejzażu świadomości bohatera, reżyser jest już mniej pewny siebie. Yossi wspomina dawne życie, śni o dziewczynie, która poczęstowała go halucynogenną substancją, majaczy o Indiance, która staje się symbolem ukojenia, słowem - cały czas błąka się na granicy życia i śmierci. Tyle, że za sprawą marnej realizacji i cokolwiek kiczowatej estetyki tych odlotów, trudno brać je za integralną część opowieści. Siła filmu leży raczej w surowej formule kina przygodowego, a nie w podobnych, transgresywnych zabiegach. Próżno szukać tutaj również jakiegoś ciekawego formalnego ekwiwalentu stanu wyczerpania oraz krańcowej bezsilności, co było chociażby domeną świetnych "127 godzin"


Operator wydobywa z zielonego piekła grozę i piękno, montażysta dba o to, byśmy nie wpadli w objęcia Morfeusza, zaś Radcliffe dwoi się i troi, by pokazać, że droga Yossiego to przede wszystkim podróż wewnętrzna. McLean tymczasem miota się pomiędzy thrillerem i kinem akcji, filmem o dziarskich gościach oraz surowym zapisem walki o życie. I choć momentami uderza w odpowiednie struny, to z tej dżungli sam nie potrafi znaleźć wyjścia.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 79% uznało tę recenzję za pomocną (47 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły