Recenzja filmu Coco Chanel (2009)
Anne Fontaine

Mdły zapach Chanel

Biografię jednej z ikon XX wieku zamknięto tu w feerii pięknych, ale banalnych obrazów. Tajemnica sukcesu i osobowości Coco Chanel pozostaje nietknięta.
Filmweb sp. z o.o.
Biografię jednej z ikon XX wieku zamknięto tu w feerii pięknych, ale banalnych obrazów. Tajemnica sukcesu i osobowości Coco Chanel pozostaje nietknięta. Może to i dobrze, tylko w takim razie po co ten film?

Z filmowymi biografiami wielkich postaci jest za każdy razem podobnie. Osuwają się w bezwstydną hagiografię ("Che" Soderbergha) lub dla odmiany obrazoburstwo (twórczość Kena Russela). Niezależnie od tych skrajności najważniejsze jednak, by film był "jakiś", wzbudzał zainteresowanie bohaterem, tłumaczył, dlaczego postać jest nietuzinkowa itp. Najgorzej, gdy nie potrafi tego uczynić, jest nijaki, czego smutnym dowodem jest wchodząca na nasze ekrany "Coco Chanel". A przecież materiału nie brakowało, słynna projektantka mody to postać wystarczająco barwna, zagadkowa i kontrowersyjna, by zrobić z tego kawał świetnego kina.

Urodzona w biednej rodzinie w 1883 roku jako Gabrielle Bonheur Chanel, wychowywana przez zakonnice, następnie próbująca robić karierę jako piosenkarka (od tytułu śpiewanej przez nią piosenki "Gdzie jest Coco?" przybrała swój słynny pseudonim), żona i kochanka milionerów, których fortuny pomogły jej w drodze do sławy. Przyjaciółka największych artystów epoki (m.in. Picassa, Marilyn Monroe), której karierę pokrzyżował epizod kolaboracji z nazistami, tylko po to, by spektakularnie odrodziła się w latach 50., gdy o jej kreacje znów zabiegali najwięksi. Ale przede wszystkim ikona mody XX wieku, która wyznaczyła nowy styl kobiecego sposobu bycia. Jej surowe, proste kreacje, luźne i jednocześnie eleganckie, stały się synonimem szyku i luksusu obowiązujących po dziś dzień. Coco stała się uniwersalnym symbolem kobiecej niezależności i ekspresji.

Trudno uwierzyć, ale z tego życiorysu Anne Fontaine zrobiła letni dramacik, jak ognia unikając wszelkich kontrowersji, za to nie wstydząc się banalnych rozwiązań i niepotrzebnych dopowiedzeń. Wyszła jej bajka o kopciuszku, który dzielnie przebija się do świata glamour. Kolejne etapy z jej życia odhaczane są bez większego zaangażowania czy prób niuansowania. Chanel wykorzystywała mężczyzn, by pomogli jej zdobyć upragnioną pozycję. Traktowała ich instrumentalnie, cel uświęcał środki. Fontaine zupełnie to rozwadnia, wpisując biografię projektantki w ramy miłosnego melodramatu, gdzie siłą i motorem działań CC jest nie tyle ambicja, co miłość. Oczywiście nie ma w tym nic złego, z tym że wytłumaczenie fenomenu tak ciekawej osobowości tym, że robiła to dla ukochanego mężczyzny (wątek romansu z Arthurem Boyem), jest chyba troszkę przesadnym ułatwianiem sobie zadania.

Nie zawodzi za to strona estetyczna. Film jest przepięknie sfotografowany, przedstawiony w przytłumionych barwach świat świetnie koresponduje z twórczością CC. Jest szykowny, ale oszczędny, wysmakowany i jednocześnie prosty. Operator Christophe Beaucarne ("Niebo nad Paryżem") ładnie bawi się obrazem, pokazując np. sekwencje z młodości Coco oraz późniejsze z okresu narodzin gwiazdy w skrajnie różnej estetyce. Nie zawodzi też piękna jak zawsze Audrey Tautou, która świetnie łączy wrażliwość zranionej dziewczynki z bezwzględnością pewnie dążącej do celu kobiety. Ta dwoistość zauważalna jest w niej przez cały film, szkoda, że scenarzysta nie potrafił odzwierciedlić tego fabułą. Coco Chanel nie bała się wypowiedzieć wojny konwenansom i stereotypom epoki, i wygrała. Szkoda, że choć części tej odwagi zabrakło twórcom jej filmowej biografii.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 91% uznało tę recenzję za pomocną (142 głosy).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)