Recenzja filmu

Byliśmy żołnierzami (2002)
Randall Wallace
Mel Gibson
Madeleine Stowe

Co Ty wiesz o zabijaniu?

Długo szukałem okazji, aby zobaczyć ten film. Minąłem się z nim w Stanach, później ponownie w Stanach miałem go w zasięgu ręki na DVD, teraz mogłem go zobaczyć w polskiej wersji dłuższy czas po ...
Długo szukałem okazji, aby zobaczyć ten film. Minąłem się z nim w Stanach, później ponownie w Stanach miałem go w zasięgu ręki na DVD, teraz mogłem go zobaczyć w polskiej wersji dłuższy czas po premierze kinowej. Mogłem, zrobiłem to i nie żałuję. Dawno żaden obraz nie wywołał we mnie tak wielu emocji, tak wielkiego wzruszenia, takiej dawki łez.

Nie ma znaczenia, czy jest to średniowieczna Szkocja, desant w Normandii, interwencja zbrojna w Mogadiszu czy też wojna w Wietnamie. Wszędzie tam ginęli ludzie, wszędzie tam walczono o to, aby przetrwać, choć nie wszystkie walki były sobie równe i nie każda miała te same intencje. Jednak, jeśli mówi się o wojnie, trzeba wiedzieć, jak to zrobić.

Twórcy filmu "Byliśmy żołnierzami" swoje filmowe rzemiosło potraktowali bardzo poważnie, podeszli do tematu, do pierwszej, bardzo krwawej bitwy wojny wietnamskiej z wielkim szacunkiem. Nie zrobili z niej widowiska w stylu "Rambo", pokazali historię w sposób mądry, przemyślany, inteligentny, pokazali inny wymiar wojny, która jeszcze wtedy nie była wojną, lecz było do niej bardzo blisko.

Jest w tym filmie równie wielka siła jak w "Braveheart", łączy je zarówno postać głównego bohatera, w obu przypadkach zagrana perfekcyjnie, jak też osoba scenarzysty, który tu był również reżyserem. Mel Gibson każdej z obu postaci, zarówno przywódcy Szkotów, jak i pułkownikowi 7. Dywizji Kawalerii Powietrznej, dał całego siebie, z każdą w sposób pełny się zintegrował, w każdą się wczuł, co można bez wątpienia zobaczyć.

Co ty wiesz o zabijaniu? Ja nic, i nigdy nie chciałbym się nic dowiedzieć, choć karabin miałem w ręku. Jednak nie oto chodzi, film wojenny ma tylko wtedy sens, gdy naprawdę ma w sobie przesłanie, kiedy opowiada o czymś w sposób mądry, kiedy oglądając desant w Normandii w "Szeregowcu Ryanie" nie wiedziałem, czy jestem w kinie, czy też na tej zimnej, upiornej, niesamowicie zmasakrowanej plaży. To jest sztuka, pokazać również ból w oczach żony, czy matki, która dostaje korespondencję i którą musi wręczyć swoim przyjaciółkom.

Taki był wymiar tej wojny, poprzednich i następnych. Taki również kształt miał film, dwa fronty, pola walki i ludzkich serc. W każdym z nich rozgrywały się niesamowite dramaty, każdy z nich... Zresztą to trzeba zobaczyć, poczuć, zrozumieć, dopiero wtedy dotrze do nas sens tego, co nas otacza, a czego nie doceniamy.
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
62% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (37 głosów).
Udostępnij:
Widzieliśmy już kilka, jak nie kilkanaście filmów, których tematem była wojna w Wietnamie. Od Forda Coppoli ("Czas Apokalipsy") po Briana De Palmę ("Ofiary wojny"). Co ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 53%