Recenzja filmu

Jak najdalej stąd (2020)
Piotr Domalewski
Zofia Stafiej
Kinga Preis

Egzamin z życia

W "Jak najdalej stąd" – jak we wszystkich dobrych filmach drogi – podróż nabiera symbolicznego znaczenia.  Daje bohaterce okazję, by wykazać się hartem ducha, zrewidować poglądy, a także poznać ...
Egzamin z życia
Ja nigdy nie płaczę - deklaruje hardo na początku "Jak najdalej stąd" grana przez Zofię Stafiej nastoletnia Ola. W słowach dziewczyny kryje się obietnica złożona widzom przez reżysera i scenarzystę filmu, Piotra Domalewskiego. Twórca "Cichej nocy" daje do zrozumienia, że zwieńczeniem ekranowej podróży, w którą wyruszy młoda buntowniczka, będą łzy katharsis. Słone krople spłyną nie tylko po policzkach bohaterki. Chusteczki przydadzą się także publiczności.



Tak jak w głośnym debiucie reżyser ponownie kieruje kamerę na Polskę, o której Kękę rapował kiedyś w piosence "Nie mogło się udać": taka niższa klasa, niższa jak pół kraju. Mówią na to próg ubóstwa, tutaj ludzie se radzą. Zahukana matka Oli (Kinga Preis) zajmuje się domem i ciężko upośledzonym synem. Ojciec haruje w Irlandii jako pracownik fizyczny, aby jego bliscy mogli związać koniec z końcem. Pewnego dnia z Zielonej Wyspy dociera, niestety, tragiczna informacja: mężczyzna zginął w wypadku. Matka postanawia, że córka poleci zagranicę i sprowadzi ciało zmarłego do ojczyzny. Wyprawa stanie się szansą, by poznać lepiej rodzica, który przez lata był nieobecny w życiu bohaterki.

Choć punkt wyjścia najweselszy nie jest, Domalewski nie zamierza wpędzać widzów w grobowy nastrój. "Jak najdalej stąd" to przede wszystkim inspirująca opowieść inicjacyjna. Wrzucona na głęboką wodę Ola nie rozpacza, nie załamuje rąk, tylko dzielnie zmaga się z kolejnymi przeciwnościami losu: deficytem kasy, nieznajomością irlandzkich realiów oraz urzędniczym betonem. Do działania napędza ją potencjalna nagroda: ukryta gdzieś koperta z pieniędzmi, które ojciec odkładał dla córki na samochód. Własne cztery kółka są obietnicą wolności. Kuszą wizją ucieczki od szarego betonu, matki-dewotki oraz codziennych trosk.

W "Jak najdalej stąd" – jak we wszystkich dobrych filmach drogi – podróż nabiera symbolicznego znaczenia.  Daje bohaterce okazję, by wykazać się hartem ducha, zrewidować poglądy, a także poznać lepiej samą siebie. Słowem, dojrzeć. Domalewski portretuje wewnętrzną przemianę bohaterki z empatią i poczuciem humoru. Przy okazji kolejny raz daje popis świetnego warsztatu scenariopisarskiego: zręcznie konstruuje intrygę, wkłada w usta bohaterów brzmiące naturalnie, nierzadko zabawne dialogi, a także po mistrzowsku wykorzystuje detale do budowania postaci. W trakcie seansu zwróćcie chociażby uwagę na "odziedziczoną" po ojcu paczkę papierosów, która niespodziewanie wyrasta na symbol przeżywanej przez bohaterkę żałoby.



Najważniejszą supermocą Domalewskiego pozostaje talent do prowadzenia aktorów.  Pod okiem autora "60 kilo niczego" debiutująca na wielkim ekranie charyzmatyczna Stafiej tworzy jedną ciekawszych postaci kobiecych, jakie widziałem w polskim kinie w ostatnich latach. Na przemian zadziorna i krucha, bezczelna i pogubiona z łatwością zaskarbia sobie sympatię widowni. Doskonały jest również Arkadiusz Jakubik w roli pośrednika pracy, który niechętnie wchodzi w buty mentora i przewodnika Oli. To on wygłasza w filmie najważniejszą kwestię: przemowę na cześć ojca bohaterki oraz rzeszy podobnych mu imigrantów zarobkowych, którzy opuszczają Polskę, aby zapewnić byt swoim rodzinom. Zamiast oceniać, spróbuj docenić - zdaje się mówić Domalewski bohaterce i widzom. Warto wsłuchać się w jego słowa.
1 10
Moja ocena:
8
Łukasz Muszyński
Sekretarz redakcji Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się", twórca... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
97% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
Udostępnij: