Recenzja filmu

Mr. Nobody (2009)
Jaco Van Dormael
Jared Leto
Sarah Polley

Wszystko i nikt

Jaco Van Dormael postanowił stworzyć Dzieło. A jak wiadomo Dzieło nie może dawać prostych odpowiedzi. Za to musi zawierać w sobie wszystko.
Kim jest tytułowy bohater filmu? Nemo Nobody, podwójnie "Pan Nikt" przede wszystkim stanowi dowód nieograniczonych możliwości materii filmowej. Dowód, że jeśli budżet ani wyobraźnia nie ograniczają twórcy, to może on przenosić się dowolnie w czasie, przestrzeni, z rzeczywistości przechodzić płynnie w sen, mieszać wszelkie możliwe porządki. A nawet zmieniać logikę przedstawianego świata.  

Nemo poznamy w różnych wymiarach czasowo-przestrzennych: jako dziecko zmuszone do wyboru pomiędzy wyjazdem z mamą a mieszkaniem z tatą; nastolatka przeżywającego pierwszą miłość (przystojny Toby Regbo); trzydziestoparoletniego faceta tracącego powoli radość istnienia (niemniej przystojny Jared Leto); starca, ostatniego śmiertelnego człowieka w futurystycznym świecie (w tym wcieleniu również Leto, tylko już nie tak przystojny). Co więcej, każdy z tych etapów życia zostanie nam przedstawiony w kilku alternatywnych (równouprawnionych) wersjach. W sumie powstanie więc cała sieć możliwości, paraboli i pojemnych metafor. Ba, ale to nie wszystko: prócz tego realność każdego z życiorysów Nemo zostanie podważona. Jak? Tutaj twórca też dostarczy nam rozmaitych odpowiedzi-zagadek: na przykład pojawi się sugestia, że wytwarza je zdradliwa pamięć, albo okaże się, że wszystko jest książką pisaną przez dziewięciolatka. Czy ma to nas prowadzić do wniosku, że czas jest złudzeniem, zwykłą funkcją naszych niedoskonałych umysłów? Na to pytanie widz musi odpowiedzieć samodzielnie.

Jaco Van Dormael, który na koncie ma między innymi piękny, kameralny "Ósmy dzień", tym razem postanowił stworzyć Dzieło. A jak wiadomo Dzieło nie może dawać prostych odpowiedzi. Za to musi zawierać w sobie wszystko. I w "Mr. Nobody" udało się to zmieścić: od filozoficznych zagadnień o naturze człowieka, po teorię Wielkiego Wybuchu, strun i kilka innych mądrych rzeczy, które lepiej wykształceni ode mnie na pewno będą potrafili wyłapać. Poza tym reżyser odwołuje się do najlepszych wzorców filmowych: z jednej strony przypomina nam dzieła, które też podważały linearność czasu ("Przypadek" Kieślowskiego), z drugiej – klasykę w różnych wariantach ("2001: Odyseja kosmiczna", "Matrix", a nawet "Siódmą pieczęć"). Ten zabieg został przeprowadzony bardzo starannie: nie tylko wypada imponująco w warstwie wizualnej (zbliżenie na kroplę spadającą z kosmosu, ciała zahibernowane na statku kosmicznym), ale również muzycznej. Usłyszymy tu klasyczne hity z lat 50., 60., 70. oraz utwór Hansa Zimmera. Motyw przewodni skomponował Pierre Van Dormael.  

I tak meandrujemy wraz z Nemo od gatunku do gatunku, od przeszłości do przyszłości (z których oczywiście żadna nie istnieje). Dla niektórych widzów może się to okazać zbytnio new age'owe podejście, dla innych film będzie fascynującą podróżą, pozwalającą dotrzeć do wnętrza. Odkryć tajemnicę. Poruszyć najgłębsze pragnienia. A potem wrócić do rzeczywistości. Jeśli w jej istnienie jeszcze wierzymy.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
68% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (529 głosów).
Udostępnij:
Jeśli szukacie odpowiedzi na pytanie, o czym jest  "Mr. Nobody", to ostrzegam – nie dowiecie się, póki go nie zobaczycie. Dzieło belgijskiego reżysera, to zestaw pięknie ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 87%
Początkowo trudna do sprecyzowania wizja Belga, idealnie odsłania jego inspiracje podobnymi dziełami. Historia utkana na podstawie wspomnień Nemo nosi w sobie jakąś tam ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 50%