Recenzja filmu

Pachnidło: Historia mordercy (2006)
Tom Tykwer
Ben Whishaw
Alan Rickman

Film pachnący zbrodnią

Na ekranizację bestsellerowej powieści Patricka Süskinda fani tego pisarza musieli czekać bardzo długo. Od momentu pierwszego wydania książki do jej zekranizowania minęło nieco ponad dwadzieścia ...
Na ekranizację bestsellerowej powieści Patricka Süskinda fani tego pisarza musieli czekać bardzo długo. Od momentu pierwszego wydania książki do jej zekranizowania minęło nieco ponad dwadzieścia lat. Jednak cierpliwość się opłaciła, bo to, co zaprezentowali widzom twórcy "Pachnidła", naprawdę jest godne uwagi.

Myślę, że fabuła filmu jest wszystkim bardzo dobrze znana. Oto Jan Baptysta Grenouille, obdarzony fenomenalnym powonieniem, za życiowy cel obiera sobie stworzenie zapachu doskonałego. Morduje więc kolejne dziewczęta, aby z woni ich ciała stworzyć pachnidło doskonałe.

Konstruując fabułę w ten sposób, Süskind odarł swoje dzieło z pewnego istotnego czynnika - w książce nie czeka się z niecierpliwością na złapanie mordercy ani nie usiłuje się rozwikłać skomplikowanej intrygi, bowiem od samego początku wiadomo "kto", "gdzie", "kiedy" i "dlaczego". Jednak te podstawowe pytania, tak istotne dla wielu gatunków literackich, są zupełnie nieważne, jeśli chodzi o "Pachnidło". Wydaje mi się, że zamierzeniem autora nie było zaskakiwanie czytelnika, ale wprowadzenie go w niezwykły, wręcz magiczny świat zapachów oraz zapoznanie odbiorcy z historią życia i psychiką Grenouille'a. Jeśli przyjąć taki punkt widzenia, nie dziwi już tak bardzo, dlaczego na adaptację tej świetnej powieści przyszło nam czekać tak długo. Bo jak sprzedać film, w którym nie ma pogoni za sensacją, a pierwowzór w dużej mierze opiera się na opisaniu otaczających bohatera zapachów? Chyba w tym ostatnim tkwił największy problem - jak wiarygodnie pokazać woń. Na szczęście na horyzoncie pojawił się Tom Tykwer i zrobił z fenomenalnej książki mistrzowski film.

Tykwerowi należą się oklaski już za samo wybrnięcie z problemu ukazania zapachu. Zrobił to chyba najprostszym z możliwych sposobów - zastosował dynamiczny montaż, który świetnie odzwierciedla uczucia głównego bohatera. Szczególnie zwraca uwagę scena, w której Jean Baptiste po raz pierwszy poznaje zapachy centrum Paryża. Wonie wręcz go atakują, więc widz jest porażany obrazami, zmieniającymi się jak w kalejdoskopie. Daje to całkiem niezłe wyobrażenie o tym, co działo się w umyśle, a raczej nosie, Grenouille'a. Jednak moim zdaniem, umiejętne pokazanie zapachu to tylko połowa sukcesu. Süskind swoimi opisami stworzył niesamowitą atmosferę powieści, tak więc zrozumiałe jest, że Tykwer musiał znaleźć jakiś "zamiennik". Tym razem również odniósł sukces, powierzając skomponowanie muzyki dwóm świetnym kompozytorom. Ich kompozycje są momentami wręcz porażające, doskonale ilustrują akcję, są też pięknym dopełnieniem pejzaży. Tego, czego nie dało się pokazać ani powiedzieć twórcy, wyrazili dźwiękami, i filmowi wyszło to tylko na dobre. Nie wyobrażam sobie, aby opisy Süskinda były przytaczane zza kadru, mogłoby to wpłynąć bardzo negatywnie na odbiór całego obrazu. Chociaż w filmie występuje narrator, nie przeszkadza zbytnio. Od czasu do czasu przytoczy pewien niezbędny cytat i jego obecność jest raczej dobrym pomysłem, szczególnie, że Tykwer postanowił wiernie przytoczyć zakończenie "Pachnidła". Jednak mimo tych niezaprzeczalnych plusów film nadal mógł być klęską z powodu złych decyzji obsadowych. Na szczęście producenci i tym razem mieli nosa, zatrudniając starych mistrzów, jak i aktorów mniej znanych, co stworzyło idealną mieszankę świeżej krwi, doświadczenia i, co najważniejsze, talentu.

Jedne z najlepszych fragmentów filmu to te z udziałem Dustina Hoffmana. Jego sklepikarz Baldini to najlepsza rola aktora od dobrych kilku lat. Postać perfumiarza oszusta miała w sobie ogromny potencjał, a kreacja Hoffmana to prawdziwa perełka. Nieco ekstrawagancki i komiczny Baldini to chyba najlepsza postać drugoplanowa. Rola Hoffmana to też pewnego rodzaju dysonans do roli Rickmana, którego Antoni Richis to chłodny i wyważony dżentelmen, zatem świetnie kontrastuje z nieobliczalnym Baldinim. Zaryzykowałabym nawet tezę, że Hoffman przyćmił odtwórcę głównej roli, Bena Whishawa. Kiedy widz ogląda sceny z Grenouillem i Baldinim cała uwaga skupia się na tym drugim. Nie oznacza to, że Whishaw gra źle; wręcz przeciwnie, jest bardzo dobry, ale brakuje mu jeszcze trochę do doświadczenia i ogromnego talentu starszego kolegi. Jednak jak na pierwszą dużą rolę, radzi sobie wręcz fenomenalnie. Whishaw bardzo dobrze oddał samotność i wyalienowanie Grenouille'a. Potrafił też być mroczny i przerażający, co spotęgowało u mnie uczucie, że nie obcuję z istotą do końca ludzką. I chyba o wyzucie tej postaci z wszelkich cech ludzkich, uczynienie z niej pewnego rodzaju potwora, mam jedyną pretensję do twórców. Podczas czytania powieści, Grenouille budził czasami moje współczucie, był przecież okropnie samotny i pozbawiony miłości, nikt nie nauczył go, jak kochać i postępować we właściwy sposób. W filmie jego postać została potraktowana zbyt jednowymiarowo, nie widziałam w nim potrzeby uczucia i akceptacji. Co prawda w jednej z ostatnich scen można dostrzec, że drzemały w nim ludzkie cechy, jednak odebrałam to bardziej jako dziwaczną próbę usprawiedliwienia jego zbrodni, a nie przedstawienie widzowi, bądź co bądź, dualistycznej natury Grenouille'a.

Film trwa 147 minut, co dla niektórych może być poważnym minusem. Zapewniam jednak, że żadna z tych minut nie będzie zmarnowana i wyjdziecie z kina w pełni usatysfakcjonowani.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
80% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij:
Jean-Baptiste Grenouille to jedna z zarazem najbardziej fascynujących i niepokojących postaci literackich, z jednej strony przyciągając swoimi niezwykłymi zdolnościami ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 94%
Przyznam szczerze, że nie wierzyłem w ten film. W momencie, gdy zagłębiałem się w powieść, wiedziałem, że planowana jest jej ekranizacja. Pomysł, by wykorzystać książkę ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 83%