Niekończąca się opowieść

"Klątwa Ju-on: Początek" prezentowana jest jako sześcioodcinkowy serial. Lepiej jednak jest potraktować go jako dwuipółgodzinny film i obejrzeć wszystkie odcinki jednym ciągiem. Dzięki temu ...
Niekończąca się opowieść
Czy cykl horrorów wchodzący w trzecią dekadę swego istnienia może jeszcze zaskoczyć czymś świeżym i interesującym? Osoby mające w pamięci niedawny film Nicolasa Pesce'ego "The Grudge: Klątwa" zdecydowanie odpowiedzą "nie". I w sumie trudno się dziwić. Film ten zdawał się wyraźnie pokazywać, że formuła zaraźliwej klątwy wyczerpała się, a jej kurczowe trzymanie się prowadzić może jedynie do groteskowej parodii. A jednak odpowiedź na zadane powyżej pytanie brzmi: "zdecydowanie tak". Dowodu na to dostarcza serial "Klątwa Ju-on: Początek".

Jak to często bywa rozwiązanie, które pozwoliło tchnąć w skostniałą konstrukcję narracyjną nowe życie, było banalnie proste. Reżyser Shô Miyake oraz scenarzyści Hiroshi Takahashi i Takashige Ichise po prostu zainspirowali się cyklem stworzonym przez Takashiego Shimizu, lecz nie stali się niewolnikami dotychczasowej mitologii. "Początek" w tytule serialu nie jest przypadkowy. Takiej wersji historii klątwy ju-on jeszcze nie znaliście.



Fanom dotychczasowego cyklu, szczególnie pierwszych japońskich filmów, ta zmiana może wydawać się kontrowersyjna. W serialu odnajdą zaledwie dalekie echo tego, do czego się przyzwyczaili. Niby wszystkie elementy znane z filmów Shimizu pojawiają się, lecz ich konfiguracja jest inna, przez co znaczenie i rola w całej opowieści mocno się zmienia. Twórcy dość gładko to wyjaśniają już w pierwszym odcinku, kiedy to widzowie usłyszą, że dotychczas znali filmową (czytaj: fikcyjną) wersję klątwy ju-on, a teraz przyszedł czas poznać prawdę.

A jest to prawda przerażająco ponura. "Klątwa Ju-on: Początek" ma niezwykle nihilistyczny charakter. Tytułowa klątwa zdaje się być swoistą egzystencjalną dziurą, która chwyta w pułapkę okrucieństwa i cierpienia nie tylko żywych, ale i zmarłych. Zjawa, która w wielu filmach cyklu stanowiła najbardziej przerażający element fabularny, tu jest tylko jednym z aspektów znacznie większego mechanizmu. I to wcale nie najbardziej przerażającym. Choć serial opowiada rzekomo o początku, to jednak tajemnica klątwy, mechanizmów jej działania i praw nią rządzących nigdy nie poznamy. Ta niewiadoma oraz pozorna przypadkowość, z której wyziera mrożący krew w żyłach determinizm i nieuchronność cierpienia, sprawiają, że serial jest tak ponurym i przygnębiającym widowiskiem.



Potęguje to dodatkowo świetnie wykorzystany motyw czasu. To on w dużej mierze jest pułapką, skazując nieszczęsne ofiary na nieustanne powtarzanie tej samej tragedii. Mamy więc do czynienia ze swoistą niekończącą się opowieścią, która nie oszczędza nikogo. Co więcej, czas w serialu nie ma wcale charakteru linearnego. Przypomina raczej wstęgę Moebiusa, przez co postaci z różnych okresów mogą stanowić elementy tej samej ponurej opowieści.

Oglądając "Klątwę Ju-on: Początek" można popaść w depresję również dlatego, że ów przeklęty dom zdaje się być niczym więcej, jak po prostu wersją naszej rzeczywistości w skali mikro. Wystarczy, że widzowie wsłuchają się w lecące w tle wiadomości telewizyjne, a zorientują się, że życie pełne jest okrucieństwa i bezsensownej śmierci nawet bez niewyjaśnionych zjawisk paranormalnych. Informacje bombardują nas wspomnieniami Czarnobyla, ataku z użyciem sarinu, mordów dzieci. Obraz świata, jaki wyłania się z tego serialu, malowany jest jedynie różnymi odcieniami czerni.



O tym, że ta wizja świata działa na widza, zdecydował sposób opowiadania całej historii. Twórcy położyli nacisk na budowanie klimatu. Stąd kolejne przykłady działania klątwy są widzom dawkowane. Reżyser i scenarzyści postanowili nie skupiać się na eksploatowaniu przemocy i brutalności. Wolą sugerować lub stopniować napięcie. Dzięki temu widzów osnuwa coraz grubsza warstwa toksycznego przygnębienia. Podobnie jak bohaterowie zaczynamy czuć się schwytani w pułapkę, z której nie ma wyjścia. Są tylko różne stopnie cierpienia.

Nie znaczy to wcale, że twórcy zupełnie zrezygnowali z typowych dla japońskich horrorów elementów. W serialu znalazło się kilka makabrycznych pomysłów, za sprawą których osoby mniej zaznajomione z japońską kinematografią mogą uznać "Klątwę Ju-on: Początek" za dzieło chorych ludzi. Nie ma ich jednak zbyt dużo, przez co nie dominują nad pozostałymi elementami serialu. Miyake, Takahashi i Ichise niczym mistrzowie kuchni zbalansowali poszczególne składniki tworząc danie sycące, w którym różne smaki nie walczą ze sobą o uwagę odbiorcy, lecz wzajemnie się uzupełniają.



I na koniec jeszcze jedna uwaga. "Klątwa Ju-on: Początek" prezentowana jest jako sześcioodcinkowy serial. Lepiej jednak jest potraktować go jako dwuipółgodzinny film i obejrzeć wszystkie odcinki jednym ciągiem. Dzięki temu klimat opowieści uzyska największą intensywność, silniej wpływając na odbiór i ocenę całości. Po zakończonym seansie poczujecie się tak, jakbyście obejrzeli coś naprawdę nowego, a nie odgrzewany, mający 20 lat kotlet.
1 10
Moja ocena sezonu 1:
7
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
70% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (23 głosy).
Udostępnij: