Mamy wrzesień, początek nowego roku szkolnego, uczniowie wrócili z wakacji, a trzecioklasiści w szkołach średnich za kilka miesięcy zabierać się będą do czytania "Lalki" Aleksandra Głowackiego.
Mamy wrzesień, początek nowego roku szkolnego, uczniowie wrócili z wakacji, a trzecioklasiści w szkołach średnich za kilka miesięcy zabierać się będą do czytania "Lalki" Aleksandra Głowackiego. Umówmy się, większość z nich sięgnie chętniej do streszczeń lub filmów na podstawie lektury - ale niech lepiej nie oglądają w pierwszej kolejności nowego miniserialu Netflixa (później, jako "smaczek" jak najbardziej mogą to zrobić). Już po samych zapowiedziach widać było, że będzie on jedynie bazował na dziele Prusa - nie mam nic przeciwko temu, a wręcz kibicuję takim projektom i lubię oglądać takie zabawy materiałem źródłowym. Szczególnie, jeśli produkcja robi to w interesujący sposób - w tym wypadku udało się to nieźle.
Najmocniejszym punktem serialu jest to, jak wygląda od strony technicznej. A wygląda to wszystko na światowym poziomie (scenografia podoba mi się nawet bardziej niż to, co widziałem w zwiastunach filmowej wersji). Joanna Macha oraz Dorota Roqueplo zasługują na wielkie brawa. Nieco gorzej jest z montażem i zdjęciami, ale spowodowane jest to raczej scenariuszem lub decyzjami reżyserskimi.
Największym problemem tej produkcji jest zaś czas trwania oraz pewien, towarzyszący większości odcinkom, schemat: całkiem ciekawy początek, później kawał nudy i bardzo dobra druga połowa epizodu ze znakomitą końcówką. Taka zależność nie występuje w drugim oraz ostatnim odcinku, które uważam za najlepsze. Stwierdzam tak dlatego, że mają one najbardziej interesującą fabułę - a to ona musi stać się filarem tej produkcji, ponieważ kolejną bolączką serialu jest nierówne i niezbyt naturalne aktorstwo. Pozytywnie wyróżniłbym przede wszystkim Jacka Braciaka w roli Tomasza Łęckiego, który swoją ekspresją wyróżnia się na tle innych członków obsady. Dobrze wypada również Tomasz Schuchardt grający przez większość czasu bardzo poważnego i powściągliwego w okazywaniu emocji Wokulskiego, ale uwielbiam ten moment w którym nareszcie "odpala wrotki" wściekając się na postać Izabeli Łęckiej. Ta bohaterka pojawia się na ekranie chyba najwięcej razy, a przez Sandrę Drzymalską zagrana jest całkiem poprawnie (oprócz fragmentu w którym znajduje się pod wpływem alkoholu). Podobało mi się to, że była ona bardziej barwna niż w oryginale i "jakaś". Miłym zaskoczeniem jest sposób ukazania postaci Prezesowej Zasławskiej i znakomita Małgorzata Hajewska-Krzysztofik w tej roli. Najgorzej wypadają zdecydowanie Julia Wyszyńska (Florentyna) oraz Agnieszka Grochowska (Eliza Orzeszkowa). Ta różnorodna i nierówna gra aktorska może być spowodowana dialogami, do których wplątane zostały słowa potoczne (a nawet wulgarne), które z jednej strony niby nie pasują do tamtych czasów, a jednak są sprawdzonym sposobem na rozśmieszenie widza, co moim zdaniem tutaj także się udaje. Szkoda, że tego humoru jest stopniowo coraz mniej w następnych epizodach. Sandra Drzymalska, Tomasz Schuchardt
Netflix
Rafał Pałka
Pierwszy odcinek wprowadza nas w ten świat i przedstawia nam bohaterów oraz ich sytuacje (jest pod tym względem typowym pierwszym odcinkiem). Scenarzyści sprawnie wyrzucają do kosza wszystkie najgorsze wątki z książki, tylko, że w zamian nie potrafią zaoferować nic lepszego. Nie kupuję także koncepcji i sposobu realizacji wizji, snów, retrospekcji Izabeli oraz Stanisława (czy cokolwiek to było). Drugi epizod lepiej buduje napięcie, opowiada ciekawą historię i po prostu zwyczajnie wciąga. To w tym momencie dostajemy świetną scenę przy stole (po raz kolejny u Pawła Maślony) z Piotrem Adamczykiem kradnącym show. Trzeci, czwarty i piąty odcinek są lekko gorsze i o wiele nudniejsze od poprzednich, prowadzą wszystkie wątki powolutku do przodu. Ale wracamy na dobre tory (ha ha, tory - pociąg - Wokulski) w finałowym odcinku - lepiej późno niż wcale. Twórcy bawią się już wtedy po swojemu świetnie rozwijając pojawiającą się wcześniej intrygę oraz dobrze zamykając tegosezonowe wątki. Pomaga w tym także zmiana sposobu narracji.
Zatrzymam się jeszcze na moment przy postaci Ignacego Rzeczkiego (granego przez Dariusza Chojnackiego), która najbardziej różni się od swojego pierwowzoru (nielicząc tych postaci, które w ogóle się nie pojawiają). Było w niej na początku coś intrygującego - aż przez chwilę liczyłem na jakiś wystrzałowy oraz odważny plot twist, ale niestety się nie doczekałem. Zupełnie nie obchodził mnie jego wątek i o wiele lepiej sprawdzał się jako postać drugo- (a nawet trzecio-) planowa.
Cieszę się, że dostaniemy we wrześniu dwie zupełnie różne wersji "Lalki" - tę bardzo łatwo jest wyśmiać (bo odchodzi od oryginału), ciężej jest wskazać konkretne błędy i przyczepić się do czegoś, co stanowiłoby naprawdę poważny problem serialu. Serdecznie pozdrawiam wszystkie osoby, które wystawiły niską ocenę bez oglądania serialu lub po obejrzeniu fragmentu pierwszego odcinka - zachęcam sięgnąć po całość albo chociaż spróbować się przełamać - warto. Może nie wszystko tutaj zagrało (szczególnie aktorzy, czasami też scenariusz), ale mi jako fanowi lektury całkiem się podobało. Historycy generalnie "gnębili" "Kosa", poloniści pewnie będą robić to samo z "Lalką", ale ja i tak doceniam pracę Pana Maślony oraz Jego podejście do tworzenia kina.
PS. Nie gwarantuję, że fragment z torami nie został wycięty z tej produkcji, ale nie mogłem się powstrzymać przed tym "bardzo błyskotliwym i jakże zabawnym" żartem.
Ocena w skali Filmwebu: 6.5/10.
110
Moja ocena serialu:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Udostępnij
Facebook
X
Udostępnij
Skopiuj link
Obserwuj nas na Google News
Obserwuj nas na Google News
Dodaj Filmweb jako preferowane źródło w Google
Częściej zobaczysz nasze artykuły w wynikach wyszukiwania.