Recenzja serialu

Mrs. America (2020)
Ryan Fleck
Anna Boden
Cate Blanchett
Rose Byrne

Pani Ameryka poszła na wojnę

"Mrs. America" jest serialem bardzo politycznym. Kolejne wydarzenia to przede wszystkim partyjne konwencje, głosowania, debaty, negocjacje, budowanie sojuszy i gaszenie buntów oraz ...
"Mrs. America" to doskonale zrealizowany i fantastycznie zagrany serial polityczny. Opowiada o sporze kobiecych środowisk skupionych w organizacjach feministycznych i konserwatywnych.
 
Początkiem lat 70 centralne władze USA przyjęły do konstytucji poprawkę ERA, mającą na celu wykluczenie możliwości dyskryminacji kobiet ze względu na ich płeć. Aby przepisy weszły w życie, musiały zostać ratyfikowane przez władze co najmniej 38 stanów. Ponieważ poprawkę popierały obydwie główne partie polityczne oraz ówczesny prezydent Richard Nixon (oraz wiceprezydent Gerald Ford, który wkrótce przejął stanowisko głowy państwa) jej akceptacja wydawała się formalnością. Nieoczekiwanie konserwatywna aktywistka z Illinois, Phyllis Schlafly, organizuje front sprzeciwu wobec poprawki, który zablokował ją na długie lata. Serial "Mrs. America" opowiada o rozgrywającej się wtedy walce między feministkami, a zwolenniczkami tradycyjnej roli kobiet w rodzinie.




"Mrs. America" jest serialem bardzo politycznym. Kolejne wydarzenia to przede wszystkim partyjne konwencje, głosowania, debaty, negocjacje, budowanie sojuszy i gaszenie buntów oraz marginalizowanie radykałów w organizacjach feministek i konserwatystek. To produkcja głównie o kobietach i tym jakie widzą dla siebie miejsce w społeczeństwie.


Główna bohaterka "Mrs. America" Phyllis Schlafly to wzorowa żona i matka sześciorga dzieci. Jednocześnie próbuje swoich sił w wyborach (bez sukcesów) oraz zajmuje się publicystyką w kwestiach związanych z obronnością kraju. Jest charyzmatyczną liderką oraz doskonałą organizatorką. W opozycji do niej stoi Gloria Steinem, redaktorka naczelna feministycznego magazynu Ms. oraz liberalna aktywistka, której życie osobiste jest dość dalekie od tradycyjnego modelu rodziny.




Serial mocno osadzono w historycznych realiach USA. Jeżeli nie znamy podstaw tamtejszego ustroju, mechanizmów władzy, historii i kontekstu społecznego, to momentami możemy czuć się zagubieni. Widzimy tu głównie spotkania, wiece, demonstracje, dyskusje ale duży nacisk kładzie też na pokazanie życia osobistego najważniejszych postaci. Produkcja podnosi kwestie cały czas obecne w debacie publicznej, też w naszym kraju, jak prawa kobiet i mniejszości seksualnych czy aborcję.


Tytuły kolejnych odcinków to (w większości) imiona bohaterek, o których szerzej opowiada dany epizod. Dzięki temu postaciom drugoplanowym też nadano głębie i poznajemy ich motywacje oraz sytuację życiową lub przemianę, którą przechodzą.




Chociaż twórcy otwarcie przyznają, że sprzyjają w pokazanym sporze liberalnym feministkom, to trzeba im oddać iż produkcja dość uczciwie pokazuje racje obydwu stron. Przez większą część serii sposób narracji nie faworyzuje żadnej z grup konfliktu i ogranicza się do jego relacji. Nikt nie jest tu kryształowy, każdy ma swoje wady i zalety. Z kolejnymi odcinkami zauważalne jest przechylenie wahadła sympatii twórców. O ile środowiska feministek pokazano jako budowane przez często skonfliktowane ale jednocześnie niebywale inteligentne i pewne siebie kobiety, to konserwatystki to raczej panie proste, zdominowane przez mężów i podporządkowane liderce Phyllis Schlafly, której postać z czasem nabiera cech dyktatorskich.


 Doskonale oddano realia epoki. Świetna jest scenografia, kostiumy czy charakteryzacja (te fryzury!). Niebywałą uwagę przywiązano do szczegółów jak np. sprzęty codziennego użytku w domach bohaterów czy samochody.




 Rewelacyjnie spisała się w tytułowej roli Cate Blanchett. Ta wybitna aktorka (laureatka dwóch Oscarów) świetnie czuje tą postać, a jej obecność na ekranie to jeden wielki popis. Każdy jej grymas, skinięcie czy wystudiowany uśmiech robią wrażenie i podkreślają charakter Phyllis Schlafly.


Wadą "Mrs. America" jest monotonia, która co prawda nie przekracza granicy nudy ale daje się ją odczuć. Serial nie używa charakterystycznych dla tego typu produkcji chwytów jak np. cliffhangery czy twisty fabularne. Nie ma tu jakiejś specjalnej dramaturgii czy emocji. Swoją konstrukcją nie zachęca do tego aby zarwać noc aby obejrzeć wszystkie 9 odcinków na raz. Jeżeli ktoś spodziewa się po "Mrs. America" tempa, dynamiki i zwrotów akcji jak w "House of Cards" to bardzo się zawiedzie. Oczywiście produkcję mocno oparto na faktach i scenarzyści nie mogli sobie pozwolić na zbyt wielkie odstępstwa od nich. Wiele lepiej poradzono sobie jednak z narracją w też wiernie trzymającym się historii, politycznym "Show Me a Hero", gdzie treść była bardziej skompresowana, do 6 epizodów.


"Mrs. America" to serial bardzo dobry pod względem technicznym i aktorskim, dość uczciwie ale z wskazaniem na jedną ze stron, relacjonujący spór między kobiecymi środowiskami z lat 70. Ogląda się go przyjemnie, ale jednocześnie nie porywa widza. Solidna produkcja, godna polecenia głównie osobom zainteresowanym historią i nie oczekującym mocnych wrażeń.
1 10
Moja ocena serialu:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
100% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).