Relacja

31. WFF: Hakerzy, Hel, umieranie i zakonnica

https://www.filmweb.pl/article/31.+WFF%3A+Hakerzy%2C+Hel%2C+umieranie+i+zakonnica-113971
Prosto z trwającego w stolicy 31. Warszawskiego Festiwalu Filmowego recenzujemy dla Was kolejne ciekawe filmy z programu. Jakub Popielecki dzieli się opinią na temat dokumentu "Deep Web" o założycielu strony Silk Road, oskarżonym o działalność przestępczą; Dorota Kostrzewa opowiada o horrorze rozgrywającym się na Helu, Marcin Pietrzyk analizuje argentyński "Truman" o śmierci i przyjaźni, a Michał Walkiewicz przygląda się filmowi Iwana Wyrypajewa.

***

Hakerzy i bohaterzy
(rec. "Deep Web")

Wyobraźcie sobie, że narratorem filmu dokumentalnego o szarej strefie Internetu jest Neo. Brzmi to jak marzenie – trudno przecież o większą popkulturową ikonę hakera niż główny bohater "Matriksa". Marzenia jednak czasem się spełniają: w "Deep Web" po meandrach cyberprzestrzeni oprowadza nas sam Keanu Reeves. O udziale gwiazdora przesądził zapewne fakt, że jest on kumplem reżysera, Aleksa Wintera (wspólnie zagrali w dwóch filmach o przygodach Billa i Teda). Mniejsza o zakulisowe sekrety. Ważne, że Reeves jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Bo emploi gwiazdora – w tym wspomnienie o postaci Neo – pozwala oswoić kontrowersyjny temat. A metafilmowe nawiązanie kojarzy się z praktykami samych hakerów, którzy chowają się przecież za awatarami popkulturowych herosów.

Jednym z takich herosów jest Straszny Pirat Roberts z komedii fantasy Roba Reinera "Narzeczona księcia". To pod jego imieniem ukrywał swoją tożsamość Ross Ulbricht – były skaut, absolwent fizyki, założyciel niedochodowego biznesu księgarskiego. Ross Ulbricht – sympatyczny dwudziestokilkulatek w typie Roberta Pattinsona. Ross Ulbricht – oskarżany bądź podejrzewany o pranie pieniędzy, handel narkotykami, hakerstwo i zlecanie morderstw. Ross Ulbricht – główny bohater i zarazem wielki nieobecny filmu Wintera.

Główny bohater – bo "Deep Web" to opowieść o losach założonej przez Ulbrichta strony Silk Road, internetowej giełdy, gdzie handlowano m.in. narkotykami.

Całą recenzję Kuby Popieleckiego znajdziecie TUTAJ.


Miasteczko Hel (rec. filmu "Hel")

Małe miasteczka na końcu świata mają to do siebie, że prędzej czy później stają się scenerią bardziej lub mniej krwawego horroru. Już samo życie w takim miejscu to koszmar, a gdy tylko porządek garstki nieszczęśników zakłóci obce ciało – tragedii nic już nie powstrzyma. Z tego niezawodnego kinowego schematu korzystają twórcy polskiego "Helu", i wywracają go do góry nogami. W tym odciętym od świata miejscu nic nie jest oczywiste.  

Trwa środek pozasezonu na Helu. Jest zimno, szaro i wietrznie. Do miasteczka przyjeżdża tajemniczy mężczyzna – Jack, scenarzysta, Amerykanin. Tej samej nocy dochodzi do morderstwa – ginie młoda dziewczyna, a dwoje towarzyszących jej przyjaciół znika bez śladu. W sprawę zamieszany jest Kail zarabiający na testowaniu prawdomówności turystów za pomocą wykrywacza kłamstw i tancerka erotyczna, której zależy na rozwiązaniu zagadki. Jest jeszcze prostytutka Esma, stary bar, biała skórzana kurtka, przyczepy campingowe i morze.

W pierwszych scenach dowiadujemy się, że film zainspirowała historia, która miała miejsce w 1991 roku. Ale – jak się okazuje z biegiem wydarzeń – nie o prawdę w "Helu" chodzi. Debiutujący Katarzyna Priwieziencew i Paweł Tarasiewicz grają z oczekiwaniami widza i jego przyzwyczajeniem do jednoznacznych rozwiązań. Przewodnim tematem ich filmu jest prawda i fałsz oraz to, co je od siebie odróżnia.

Całą recenzję Doroty Kostrzewy przeczytacie TUTAJ.


Śmierć przyjaciela (rec. filmu "Truman")

Umieranie jest jednym z najpopularniejszych tematów filmowych. Jako doświadczenie wspólne wszystkim ludziom korzystanie z niego może wydawać się twórcom prostym zadaniem. Jednak mnogość filmów o śmierci sprawia, że coraz trudniej jest wymyślić ciekawe podejście. Kręcąc "Trumana", Cesc Gay sporo ryzykował. Na szczęście miał dwa asy w rękawie: Ricardo Darína i Javiera Cámarę. Dzięki nim banalna opowieść przekształciła się w pełną ciepła i wzruszeń historię o męskiej przyjaźni i pożegnaniach.

Cámara wciela się w Hiszpana imieniem Tomas. Od lat mieszka w Kanadzie. Teraz wraca, by spotkać się ze swoim przyjacielem. Julian jest aktorem z Argentyny, który wiele lat temu przyjechał do Hiszpanii i tam już pozostał. Właśnie przygotowuje się jednak do porzucenia przybranej ojczyzny. Ma bowiem raka. Przerzuty zagnieździły się w całym jego ciele. Szanse na przeżycie zmalały do zera. Mężczyzna zrezygnował więc z dalszego leczenia i postanowił, że odejdzie na własnych warunkach. Tomas przyjeżdża z zamiarem wyperswadowania mu tego planu. Ale cztery dni spędzą na wspominaniu przeszłości, rozliczaniu się z teraźniejszością i godzeniu się z przyszłością.

"Trumanem" Gay zamknął narracyjny krąg, który rozpoczął 15 lat temu filmem "Krámpack". Oba filmy łączy tematyczne powinowactwo. W obu fabuła koncentruje się na przełomowych etapach w życiu każdego człowieka.

Całą recenzję Marcina Pietrzyka przeczytacie TUTAJ.


Zbawiona w podróży (rec. filmu "Zbawienie")

Podróż do Tybetu może być naprawdę długa – zwłaszcza dla kogoś, kto uważa montaż i elipsy za przesadną ekstrawagancję. Widzimy więc drogę bohaterki na lotnisko, odprawę, oczekiwanie na lot, słodki sen w samolocie, lądowanie, drugie lotnisko, podróż autobusem, wreszcie, gdy już sami czujemy się jak po paru transoceanicznych wojażach – zakwaterowanie w hotelu. Niestety, okazuje się, że "Zbawienie" nie jest tylko filmem o znoju podróży. Jest filmem o znoju podróży duchowej.

Wytrwała kobieta to siostra Anna – polska zakonnica, która jedzie na posługę do Tybetu. Na miejscu okazuje się, że droga do kościoła jest tymczasowo nieprzejezdna, a bohaterka musi zostać w hotelu. Modlitwa i lektura pisma świętego szybko przegrywają z obezwładniającą nudą, a kiepskie samopoczucie spowodowane rozrzedzonym powietrzem wydaje się nie do zniesienia – Anna wyrusza do pobliskiego miasteczka. Zwiedza, podgląda lokalny folklor, kupuje buty i czapkę. W końcu zrzuca habit, wkłada wygodniejszy sweter i adidasy, a Wyrypajew wali nas młotkiem po głowie – oho, coś się w bohaterce zmienia, w końcu większość życia spędziła za murami klasztoru. Wygląda na to, że bezrefleksyjnie przyjmująca katolickie dogmaty kobieta zaczyna na nowo uczyć się świata.

Całą recenzję Michała Walkiewicza przeczytacie TUTAJ
Udostępnij: