Relacja

AFF 2012: Seks, gorzała i kasety wideo

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/AFF+2012%3A+Seks%2C+gorza%C5%82a+i+kasety+wideo-90786
W sobotę widzowie American Film Festival mieli okazję obejrzeć m.in. horror "V/H/S", "Wielką powódź" z wykonywaną na żywo wspaniałą muzyką Billa Frisella (relacja wideo do obejrzenia TUTAJ) oraz przedpremierowo "Gangstera" z Tomem Hardym i Shią LaBeoufem w rolach głównych.

"V/H/S" mógłby stanowić koronny dowód w procesie, który zwolennicy tradycyjnego kina i starej, dobrej taśmy filmowej wytoczyliby wynalazcom techniki wideo. Nowelowy horror udowadnia, że tania metoda zapisu obrazu w równym stopniu przyczyniła się do demokratyzacji jak i  drastycznego obniżenia poziomu najważniejszej ze sztuk. Wszyscy mogą teraz nakręcić film za piątaka, ale czy naprawdę każdy musi to robić?

Z potoku nieostrych, niechlujnie zmontowanych kadrów da się wyłowić zaledwie ochłap fabuły: paru obwiesi dostaje zlecenie, by włamać się do czyjegoś domu i wykraść z niego tajemniczą kasetę wideo. Na miejscu drobne cwaniaczki znajdują jednak trupa właściciela oraz stertę vhs-ów zawierających makabryczne nagrania. Seans grozy szybko zamienia się spektakl hucpy: tam, gdzie powinien być suspens, jest trzęsąca się jak chory na Parkinsona kamera, zamiast zwrotów akcji i puent dostajemy zazwyczaj nagłe, bezsensowne wybuchy przemocy, zaś wzięci z ulicy aktorzy mogliby popracować nad warsztatem na planie "Pamiętników z wakacji". Nie wspominając o tym, że twórcy próbują nas straszyć przy pomocy wyświechtanych, wyciągniętych z najgłębszych zakamarków rupieciarni kina grozy klisz.

Spośród pięciu opowieści z krypty w całości broni się tylko pierwsza: ma fajny pomysł i dobrze obsadzoną kluczową rolę żeńską (te oczy!). Całkiem nieźle wypada też twist w historii kumpli, którzy trafiają w Halloween do nawiedzonego domiszcza. Dla całej reszty dobrze byłoby, gdyby magnetowid wciągnął taśmę i zniszczył dowody zbrodni na rzemiośle horroru.

Jako hołd dla złotej epoki wideo, gdy dla dobrej jatki i paru obnażonych biustów można było przymknąć oko na fabularne bądź realizacyjne niedostatki, "V/H/S" jest zbyt nudny i niezgrabny. Jako próba odświeżenia konwencji found footage trąci amatorką. Może planowany sequel będzie lepszy?

O "Gangsterze" pisze Marcin Pietrzyk: Jeśli znacie poezję bądź muzykę Nicka Cave'a albo jeśli widzieliście "Propozycję", to znaczy, że jesteście dobrze przygotowani do odbioru "Gangstera". Jeśli jednak twórczość Australijczyka jest Wam obca, film ze wschodzącymi gwiazdami Hollywood w obsadzie może być dla Was sporym zaskoczeniem. To nie jest bowiem typowe kino gangsterskie. Daleko mu też do zwyczajowych produkcji wielkich wytwórni. Zamiast efektów specjalnych jest w nim skrzętnie budowany klimat, zamiast czarno-białych bohaterów – fascynujące postaci rodem z mitycznej przypowieści, a zamiast bezmyślnej akcji – poezja obrazów.

Podstawą fabuły są prawdziwe wydarzenia opisane w książce "The Wettest County in the World". Film opowiada o trzech braciach z Wirginii, którzy w czasach prohibicji stworzyli znakomicie prosperujący bimbrowniczy interes. Są uparci i kiedy władza federalna w osobie agenta specjalnego Charliego Rakesa spróbuje przejąć nad ich biznesem kontrolę, będą walczyć o swoje. Tak rozpocznie się podjazdowa wojna, która czasami przybierać będzie bardzo brutalny obrót, a niektórzy nie dotrwają do jej końca żywi.

Oglądając "Gangstera", szybko przekonacie się, że fabuła ma w filmie drugorzędne znaczenie. O wiele istotniejszy jest sposób opowiadania tej historii. Podobnie jak wcześniej uczynił to Andrew Dominik w filmie "Zabójstwo Jesse'ego Jamesa przez tchórzliwego Roberta Forda", tak i tu John Hillcoat do spółki z Cave'em odwołują się do tradycji oralnych opowieści. Są niczym bardowie z mistrzowską zręcznością wyczarowujący przed oczami widzów odległe krainy i niezwykłych bohaterów.
"Gangstera" jest niczym liryczna ballada; rozwija się nieśpiesznie, hipnotyzując nas swoim pięknem. Choć historia momentami przypomina naciągane powiastki komiksowe (wrażenie, które wzmacnia jeszcze ostro przerysowana postać czarnego charakteru grana przez Guya Pearce'a), jest w niej coś fascynującego, co nie pozwala widzom się od niej oderwać. Tym czymś jest właśnie kunszt narracyjny twórców. Całą recenzję znajdziecie TUTAJ.