Relacja

BERLINALE 2012: Wściekła zawodniczka MMA i węgierscy Romowie

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2012%3A+W%C5%9Bciek%C5%82a+zawodniczka+MMA+i+w%C4%99gierscy+Romowie-82441
To już ostatnie dni pokazów na berlińskim festiwalu filmowym. Nasza koleżanka nie traci czasu i nieustannie recenzuje dla nas najważniejsze tytuły z repertuaru. Ostatnio obejrzała "Ściganą" Stevena Soderbergha, na którą na szczęście nie będziemy musieli długo czekać – film z kobiecą gwiazdą MMA, Giną Carano, trafi do naszych kin już w następny piątek, oraz "Just the Wind" węgierskiego reżysera Benedeka Fliegaufa, autora debiutującego u nas niedawno "Łona".


***

"Ścigana", reż. Steven Soderbergh

Rolę amerykańskiej agentki sił specjalnych w najnowszym filmie Stevena Soderbergha "Ścigana" zagrała Gina Carano – twarz kobiecego MMA. Dwudziestodziewięcioletnia zawodniczka mieszanych sztuk walki podobno zachwyciła reżysera "Traffic" jedną ze swoich przegranych walk. Można byłoby przyjąć, że podobnie jak w przypadku "The Girlfriend Experience" Soderbergh zachwycił się kolejną "ikoną". Kiedyś gwiazdą porno – Sashą Grey, teraz – prawdziwą wojowniczką.

Sama Gina Carano nie jest filmowym naturszczykiem. Przede wszystkim oswajała się z amerykańskimi mediami w różnych reality show. Zagrała w kilku filmach, m.in. "Ring Girls" czy "Blood and Bone". U Soderbergha jest profesjonalistką z krwi i kości. Zdradzona przez wroga z własnej agencji postanawia uratować swoje dobre imię. Mallory Kane (Carano) punkt po punkcie odtwarza przebieg ostatniej akcji w Barcelonie. Jest stuprocentowo przekonana, że został wydany na nią wyrok śmierci. Akcja w katalońskim mieście miała być bułką z masłem. Odbicie chińskiego dysydenta z rąk porywaczy i przewiezienie go w bezpieczne miejsce to dla Mallory chleb powszedni. Kłopoty zaczynają się w trakcie kolejnej misji, która była dość niespodziewaną ofertą związaną w pewien sposób z barcelońską akcją.

Rzeczywiście Mallory-Gina spuszcza po kolei srogi łomot wszystkim gwiazdom filmu Soderberga. Na samym początku dostaje Channing Tatum, który w "Ściganej" ma chyba pierwszy wyjątkowo znośny dla widza epizod aktorski w swojej karierze. Potem po kolei: Fassbender, McGregor i Banderas. W międzyczasie wykańcza kilku policjantów i innych agentów. Jeśli ktokolwiek spodziewa się w "Ściganej" efektownych pojedynków, będzie raczej zawiedziony. Gina Carano walczy w parterze, obija swoich przeciwników o ściany i nieustannie ich poddusza. Żadnych spektakularnych "lotów", skoków czy akrobacji.

"Ścigana" cierpi na chorobę braku dobrego scenariusza. Oglądając film Soderbergha, można odnieść wrażenie, że opowiadana historia miała być w zamyśle reżysera tylko punktem wyjścia do nakręcenia scen walki. Z drugiej strony pojawiają się "sceny z artystycznymi ambicjami". Mallory ścigająca terrorystę ulicami Barcelony biegnie w rytmie muzyki funky. Niby zwykła filmowa "kopanko-ściganka", a jednak tu i ówdzie widać aspiracje, żeby "Ścigana" była czymś więcej, szczególnie w sposobie prowadzenia kamery, nachalnego udziwniania ujęć i wykorzystywania ekscentrycznej wobec akcji muzyki.

 

Największą zagadką  "Ściganej" jest postać Mallory. Gina Carano to bardzo dobrze zbudowana kobieta, która w porównaniu do większości swoich filmowych przeciwników ma naprawdę potężną masę mięśniową. Soderbergh kreuje jej postać w scenach walki, ustawiając ją w pozycji mężczyzny. Gina odgrywa rolę faceta spektakularnie i bez zarzutu. Jednocześnie w scenach "domowych" przypomina pastereczkę z chusteczką na głowie, która tylko czasami pręży się niczym klasyczne pin-up girls. Ze skrajności w skrajność. Od bezwzględnej komandoski w obcisłych kostiumach, do szaroburej myszki.

W "Ściganej"  Soderbergh nie przekracza stereotypu kobiety-filmowej wojowniczki. Jego Mallory to wybitna agentka, która zawsze kopiuje swoich męskich przeciwników. Jeśli choć na moment wychodzi z tej roli, to tylko po to, aby było na co popatrzeć... Nie ma się w sumie czemu dziwić, w końcu najważniejszym mężczyzną w życiu wojowniczki jest w końcu facet – jej własny ukochany tatuś.

***

"Just the Wind", reż. Benedek Fliegauf

Konkurs główny tegorocznego festiwalu w Berlinie zbliża się powoli do końca. W przedostatnim dniu pokazów odbyły się projekcje aż trzech filmów konkursowych. Jednym z nich był węgierski "Just The Wind" w reżyserii Benedeka Fliegaufa, którego poprzedni film "Łono" był niedawno dystrybuowany w Polsce.

Tym razem Benedek Fliegauf odwołuje się do prawdziwej historii, która wydarzyła się na przełomie 2008 i 2009 roku na Węgrzech. Grupa nieznanych sprawców zaatakowała kilkanaście romskich domów i przeprowadziła regularną egzekucję. Prawdopodobnie do dnia dzisiejszego prowadzone są śledztwa mające ustalić, kto był odpowiedzialny za atak.

 

W "Just The Wind" jednorazowa napaść na romskie rodziny to dopiero początek koszmaru. Codziennie giną ludzie. Lokalna, romska społeczność próbuje zapobiegać atakom. Nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał. Romowie, którzy jeszcze żyją, próbują zachować spokój i wykonywać swoje codzienne czynności. Matka wstaje wcześnie rano do pracy, córka idzie do szkoły, a syn tradycyjnie wagaruje. Wszystko tak, jakby nic nigdy się nie wydarzyło. W międzyczasie policja bada miejsce zbrodni. Wszyscy wiedzą doskonale, że przemoc wywołuje nienawiść rasową, ale nikt nie jest w stanie zareagować i powstrzymać kolejnych morderstw.

Romscy bohaterowie w filmie Fliegaufa to przede wszystkim prości ludzie. Część z nich za wszelką cenę próbuje wiązać koniec z końcem i utrzymywać rodzinę. Inni wpisują się doskonale w stereotyp "Cygana", który kradnie i niszczy swoje otoczenie. Podobne rozróżnienie stosują współmieszkańcy, którzy na co dzień przebywają z romską mniejszością. W scenie rozmowy policjantów na miejscu zbrodni pada stwierdzenie, że rzeczywiście rzezie nie powinny mieć miejsca, ale jeśli nie ma wyboru, to warto byłoby spytać władzy, kto nadaje się na ofiarę...


Wobec tych faktów w "Just The Wind" nie ma nadziei na zmianę. Wszyscy praktycznie bezczynnie oczekują nocy, kiedy dochodzi do ataków. Bierność bohaterów w filmie Fliegaufa ma wynikać z przyzwyczajenia do poniżania. Szkolna sprzątaczka jest wściekła, kiedy jej pracodawca pozwala sobie na rasistowskie uwagi, ale koniec końców spuszcza głowę i odchodzi. Romowie żyjący obok lokalnej społeczności wegetują, nie wtrącają się w sprawy innych, pozostają w cieniu. Kiedy w szkolnej szatni chłopcy napastują koleżankę, romska uczennica opuszcza pomieszczenie. Wie doskonale, że w takiej sytuacji nie ma prawa zrobić nic.
Udostępnij: