Artykuł

Nie wierz nigdy kobiecie

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Nie+wierz+nigdy+kobiecie-82659
Niezastąpieni amerykańscy naukowcy z jednego z tamtejszych uniwersytetów przeprowadzili badania nad zbiorowym portretem bohaterek współczesnych filmów akcji. Wniosek wysnuli jeden – nawet i te dziewczyny, które zdolne są skopać tyłek dwumetrowemu drabowi z łapami jak bochny chleba, nadal są przez kino dyskryminowane i pozostają obiektem seksistowskiej optyki.

Konkluzja ta jest na pierwszy rzut oka nieco zadziwiająca. Wydaje się bowiem, że dzisiaj, w czasach gdy polityczna poprawność nierzadko determinuje kontekst i zawartość filmu, Kobieta-Kot równa będzie Batmanowi, a Lara Croft poradzi sobie z trudnościami nie gorzej niż Indiana Jones. I tak czasem bywa, ale nawet w filmach, w których pierwsze skrzypce gra twarda babka, ta rzadko kiedy potrafi sobie poradzić bez męskiego partnera, a scenarzysta mimochodem podrzuca jej pod nos jakiegoś przystojniaka.

Bohaterskie niewiasty nadal funkcjonują wewnątrz społeczno-kulturowych norm płciowych, do jakich przyzwyczajona jest publiczność docelowa podobnych filmów, często nastoletnia. Podczas "konstruowania" bohaterki zostają zastosowane podobne zasady co przy kreowaniu wiodącej postaci męskiej – na przykład podkreślenie czynników stanowiących o czysto fizycznej odrębności płci – ale w przypadku kobiet prowadzi to jedynie do wyeksponowania walorów erotycznych ponętnych ciał. Przekłada się to często na zaakcentowanie kobiecej przedmiotowości, gdy w przypadku mężczyzn mówimy raczej o kulcie macho. Innymi słowy: Johnowi Rambo wypada zedrzeć z siebie koszulkę i naprężyć mięśnie, Alice z "Resident Evil" już mniej. Do takich skrajności oczywiście nie dochodzi, lecz nieprzypadkowo przecież większość bohaterek odziewa się albo w zwiewne szatki, albo obcisły lateks, vide wampirzyca Selena z serii "Underworld". Ma to oczywiście związek z konkretnym odbiorcą, do którego podobne filmy są kierowane, a który ma mocno sprecyzowane oczekiwania – pragnie ujrzeć silną, młodą dziewczynę, zdolną jedną ręką powalić szwadron żywych trupów, a przy okazji zarzucić włosem i podnieść wysoko nóżkę.

Miejsce kobiety jest na polu bitwy

Czarna Mamba chciała się ustatkować, powić dziecko i osiąść z mężem z dala od ścigającej ją przeszłości; Selena pewnie oddałaby kły za święty spokój u boku swego hybrydowego mężczyzny; Niewidzialna Kobieta z Fantastycznej Czwórki dopiero po ślubie osiąga pełnię szczęścia; nawet nastoletnia Hit-Girl w końcu trafia na szkolny korytarz. Czyżby i te heroiny, które na każdym kroku zostawiają za sobą sterty trupów, marzyły o stabilizacji i spokojnym kącie obok ukochanego? To pytanie retoryczne, bo który z herosów kina akcji nie marzył o tym samym. John Matrix szukał przecież spokoju, zaszywając się z córką w górskiej chacie, Rambo nade wszystko cenił sobie harmonię ducha, a Rocky Balboa grzał ręce nie w bokserskich rękawicach, ale przy domowym ognisku. Ba, niektórym z dzisiejszych bohaterek bliżej do kowbojów odchodzących w siną dal, w blasku zachodzącego słońca. Taka Czarna Mamba czy Selena sprawiają, że każdy stojący przy nich facet wygląda na płaczliwego maminsynka, to one wiodą prym i pociągają za sznurki. A jednocześnie wiedzą, jak zadbać o delikatną stronę swojej kobiecej natury w tym brutalnym, paternalistycznym świecie, do którego dostosowują się dzięki językowi przemocy. Ich komunikat jest jasny: nie zbliżaj się.

 
Hit Girl z "Kick-Ass"

To ona załatwiła Freddy'ego Kruegera

Hardy duch może jednak skryć się w znacznie bardziej kruchym ciele. Od czasu Fay Wray, pierwszej wielkiej królowej krzyku, sporo się w kinie zmieniło. I choć publika pokochała owe damy w opałach, często pełniły one jedynie rolę dekoracyjną, stanowiły tło dla odważnego męskiego bohatera ratującego je z opresji, uatrakcyjniały audialne doznania odrobiną wystudiowanego wrzasku. Co ciekawe, to właśnie horror, gatunek bodaj najczęściej oskarżany o mizoginizm, wyodrębnił specyficzny rodzaj bohaterki będącej nieco twardszą i bardziej zdeterminowaną wersją królowej krzyku. Mowa tutaj o tak zwanych final girl, czyli tych niepozornych dziewczętach, które w ostatnich sekundach naszych ulubionych slasherów biją psychopatycznego mordercę po łbie i generalnie fundują mu bolesny koniec. Próbowało dokonać tego wielu facetów, mało któremu się udało, bo potrzeba kobiecej ręki, aby zniszczyć niezniszczalne. To poniekąd blaga, zasłona dymna i kokieteria mówiąca, że my, reżyserzy horrorów, nie traktujemy kobiet przedmiotowo. Bo przecież jedna bohaterska niewiasta wiosny nie czyni – można mieć pewność, że zastęp jej koleżanek będzie świecić pośladkami na nocnym spacerze brzegiem mrocznego jeziora lub poczuje nagłą potrzebę wzięcia kąpieli pod rozlatującym się prysznicem. Powracamy więc do punktu wyjścia – ktoś musi pokazać, co chowa pod bluzką, taka praca. Ponadto, jak twierdzą niektórzy analitycy filmu, final girl może pokonać zbira, jedynie sięgając po symbol falliczny – nóż, kij, metalowy pręt – więc na poziomie podświadomości nasz mózg rejestruje tylko sadystyczne nieprzyzwoitości.


Selena z "Underworld"

Kobiety, które (niekoniecznie) nienawidzą mężczyzn

Istnieją też heroiny, którym scenarzyści kazali tłumić swoją seksualność i gonić męskim "modelem", ale nic z tego nie wyszło. Na przykład Ellen Ripley z cyklu "Obcy", postać niezaprzeczalnie fascynująca. Nosi się w przybrudzonych podkoszulkach i luźnych spodniach, a kiedy w jednym z ujęć kamera łapie ją w bieliźnie, widz ma ochotę z bojaźnią odwrócić wzrok, aby przypadkiem nie ściągnąć na siebie jej gniewu. Przy tym Ripley nie jest żadnym babochłopem, to stuprocentowa kobieta, muza wszystkich bohaterek kina akcji.

Echa roli Sigourney Weaver pobrzmiewają we wchodzącej właśnie do kin "Ściganej" Stevena Soderbergha. Tam główna rola przypadła Ginie Carano, profesjonalnej zawodniczce MMA, która wali po łbie Channinga Tatuma i Michaela Fassbendera aż miło. Kto pamięta jeszcze Cynthię Rothrock, gwiazdę akcyjniaków z drugiej połowy lat osiemdziesiątych i pierwszej dziewięćdziesiątych, ten wie, o czym mowa. Zresztą pani Rothrock to przypadek ciekawy, bowiem jako jedna z nielicznych kobiet pochodzenia nieazjatyckiego zrobiła karierę w Hong Kongu, a potem w USA, gdzie grała w filmach klasy B, radząc sobie wcale nie gorzej niż Jean Claude Van Damme i jemu podobni. Tysiące nieświadomych graczy zasiadających do partyjki w "Mortal Kombat" jako Sonya Blade oddawały niemy hołd Cynthii Rothrock, która była bezpośrednią inspiracją dla tej popularnej postaci z gry komputerowej.


"Death Proof"

Dziewczyny z "Sucker Punch", Czerwona Sonia, Michelle Rodriguez w "Zbuntowanej", mściwe laski z "Death Proof" – wszystkie udowadniają, że kobiece kino akcji kompleksów mieć nie musi, gdyż panie radzą sobie z pistoletem, nożem i pięścią równie dobrze co panowie. I wbrew temu, co mówią amerykańscy naukowcy, płeć piękna nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Wszak i Evelyn "Salt" też kiedyś była facetem, póki Tom Cruise nie wycofał się z projektu, a scenariusza nie przepisano pod Angelinę Jolie.
Udostępnij: