Relacja

BERLINALE 2013: Chodzenie i mówienie

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2013%3A+Chodzenie+i+m%C3%B3wienie-93084
Pokazany poza berlińskim konkursem kolejny film o spacerujących i rozmawiających Ethanie Hawke’u i Julie Delpy po raz kolejny dowodzi, że w tandemie z Richardem Linklaterem potrafią tworzyć filmowe cuda. Tymczasem rumuńskie "Child’s Pose" wyrasta na – przynajmniej na razie – jeden z lepszych filmów w Konkursie Głównym.

Dwoje na drodze


Napięcie w "Przed wschodem…" i "Przed zachodem słońca" Richarda Linklatera budowane było przez tykający zegar. Świadomość czającego się gdzieś na horyzoncie pociągu czy samolotu nadawała dramaturgii czemuś zgoła niepozornemu – zwykłej rozmowie dwojga zauroczonych sobą ludzi. Perspektywa rychłego rozstania bohaterów jeszcze tylko podkręcała świdrujące nasze głowy pytanie: czy Celine i Jesse będą razem? W "Przed północą" nie ma takiego ścisłego deadline’u. Minęło kolejne 10 lat i nasi znajomi dojrzeli, dojrzał też ich związek. Świadectwem tego jest właśnie fakt, że nie ma tu jakichś arbitralnych punktów krytycznych, odgórnie wyznaczonych terminów rozłąki. Wspólne życie dwojga ludzi co krok generuje punkty zapalne, a katastrofa czai się za każdym rogiem. Tym czujniej śledzimy niuanse relacji między parą – w obawie przed tym, czy nie słuchamy właśnie łabędziego śpiewu zakochanych.

 

Okazuje się, że Jesse (Ethan Hawke) nie dotarł na pamiętny samolot i od tego czasu wciąż jest z Celine (Julie Delpy). Doczekali się nawet wspólnego potomstwa – pary uroczych bliźniaczek – z którymi spędzają właśnie wakacje w Grecji. Czas płynie im na leniuchowaniu, zwiedzaniu zabytków i rozmowach z przyjaciółmi. W przeciwieństwie do poprzednich części cyklu w "Przed północą" do głosu dochodzi dużo więcej postaci. Jak widać, z wiekiem obrasta się nie tylko w tłuszcz, ale i kolejne relacje międzyludzkie oraz zobowiązania. Od prozaicznych pogadanek o logistyce codziennej egzystencji bohaterowie płynnie przechodzą do dyskusji o literaturze, przemijaniu i… seksie przyszłości.

Pierwsza połowa filmu jednak zaledwie przygotowuje grunt pod to, co ma nadejść potem. Jesse i Celine wyruszają wówczas na spacer do hotelu, gdzie planują spędzić wspólnie noc. To powrót do konwencji "chodzenia i mówienia" z poprzednich odsłon serii, ale temperatura rozmowy jest tu momentami dużo wyższa niż bywało przedtem. Wieczór, który czeka Jesse i Celine, może okazać się kluczowy dla dalszego rozwoju ich wspólnej historii – albo jej zakończenia.


Intrygujący projekt Richarda Linklatera, Ethana Hawke’a i Julie Delpy z czasem staje się  jeszcze ciekawszy. To, co było na początku uroczym filmem o romantycznej przygodzie pary młodych ludzi, przekształca się na naszych oczach w coraz bardziej pogłębioną analizę relacji międzyludzkich. Pokazywane już wcześniej w kinie, rozpisane na przestrzeni lat relacje dwojga bliskich sobie ludzi ("Dwoje na drodze" z Audrey Hepburn i Albertem Finneyem, "Sceny z życia małżeńskiego" Bergmana, "5x2 pięć razy we dwoje" Ozona), ale nigdy z podobną wnikliwością i wiarygodnością. Hawke i Delpy są współautorami scenariusza i użyczają bohaterom wiele z siebie, sprawiając, że Jesse i Celine wydają się nam postaciami z krwi i kości. Mamy wrażenie, że pomiędzy naszymi kolejnymi wizytami faktycznie żyją sobie gdzieś poza ekranem.

To przede wszystkim bardzo subtelny film. Linklater z niezwykłą wrażliwością przeprowadza nas przez kolejne punkty dynamiki związku: wzajemne pretensje, poczucie winy, różnice charakterów. Wielką frajdą jest patrzeć na inteligentnych bohaterów, których dyskusja nie więźnie w meandrach gatunkowych klisz. I na aktorów odważnie obnażających się w scenach kłótni, ale niezmiennie uroczych, gdy przekomarzają się i, niczym świeżo zakochani, prowokują wzajemny śmiech. Do zobaczenia za kolejne 10 lat?

Matka i syn

Wielkim talentem rumuńskich reżyserów jest umiejętność splatania prywatnych dramatów ze społecznym kontekstem, opowiadania o własnym kraju przez pryzmat indywidualnych tragedii. Nie inaczej jest w "Child’s Pose" Calina Petera Netzera, w którym niezdrowa relacja matki z synem służy za punkt wyjścia do prześwietlenia sumienia narodu.

Cornelia (Luminita Gheorghiu) jest architektem, kobietą z wyższych sfer, która obraca się w lokalnym "środowisku". Wie, że w dobrym tonie jest pojawić się w operze czy wręczyć komuś w prezencie książkę Herty Müller. Jej życie rodzinne nie wygląda jednak tak różowo. Choć mąż jest całkowicie spacyfikowany, syn wciąż nie spełnia oczekiwań matki. Ale gdy pewnego razu młody mężczyzna przekroczy dozwoloną prędkość i ze skutkiem śmiertelnym potrąci chłopca, Cornelia stanie w obronie ukochanego dziecka.

 

Kobieta usiłuje za wszelką cenę złagodzić upadek chłopaka, któremu grozi więzienie. Nie czuje oporów przed wykorzystaniem swojego uprzywilejowanego statusu: negocjuje z policjantami, stara się przekupić świadków, odwiedza nawet krewnych ofiary. Zza rodzinnej tragedii wyłania się obraz rozwarstwionego społeczeństwa, gdzie nierówności czynią biednych podatnymi na manipulację ze strony bogatych.

Mimo zarysowania tła społeczności, w której pieniądz otwiera wszystkie drzwi, Netzera interesuje przede wszystkim bohaterka. Determinacja Cristiny, jej bezkompromisowe parcie przed siebie każe zastanowić się, czyje szczęście usiłuje ona tak naprawdę kupić: swoje czy syna? Dla odsuniętej na boczny tor matki ta tragedia wydaje się niemal szczęśliwym zbiegiem okoliczności, szansą zabetonowania ich relacji na stałe w układzie permanentnej zależności i wdzięczności.

Jak w szczytowych dokonaniach najnowszego rumuńskiego kina ("4 miesiące, 3 tygodnie i 2 dni" czy "Wtorek, po świętach"), o sukcesie filmu stanowi reżysersko-aktorskie rzemiosło. Dominują tu rozbudowane sekwencje kręcone w długich ujęciach kamerą z ręki. Daje to efekt paradokumentalny, wrażeniowy, odpowiednio przygotowując filmową scenę pod kreację Gheorghiu. Aktorka z pasją odmalowuje kolejne przejawy matczynej miłości – a to w gniewnej tyradzie zawiedzionej swoim synem rodzicielki, a to w scenie, gdy rozkleja się w obliczu rodziny zabitego chłopca. Pokazując bohaterkę w chwilach największej słabości – nie tylko psychicznej, ale i etycznej – Gheorghiu nie zapomina, by uczynić ją emocjonalnie przekonującą.