Relacja

BERLINALE 2020: Widzieliśmy "Szarlatana" Agnieszki Holland

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/BERLINALE+2020%3A+Widzieli%C5%9Bmy+%22Szarlatana%22+Agnieszki+Holland-136753
Berlińska impreza powoli dobija do mety, już w sobotę poznamy jej triumfatorów. Adam Kruk tymczasem nie podnosi nogi z gazu - obejrzał i zrecenzował dla Was najnowszy film Agnieszki Holland - "Szarlatana". Jak mu się podobało?


Otwarte usta, mężczyzna ciężko oddycha Nie chrapie - dosłownie wyziewa ducha. To prezydent Czechosłowacji, Antonín Zápotocký, który za chwilę umrze. Niezła zmyłka - to nie stary komunista będzie bohaterem filmu, a grany przez jednego z najpopularniejszych czeskich aktorów, Ivana Trojana, Jan Mikolášek. Tytułowy szarlatan to postać autentyczna, znana niegdyś w całej Czechosłowacji - zielarz i znachor, który uleczyć miał ponad pięć milionów ludzi. Jego, zapomnianą dziś sylwetkę, "odkopał" wzięty literat Marek Epstein, który podesłał Agnieszce Holland scenariusz filmu. Okazał się on na tyle ciekawy, że reżyserka, która zjadła zęby na rozliczeniach z koszmarami XX wieku, bardziej optymistyczne tematy znowu musiała odłożyć na później. Podobnie więc, jak w zeszłorocznym "Obywatelu Jonesie" i tym razem będzie mrocznie - zarówno w obrazie historycznego czasu, jak i ludzkiej natury.

Śmierć Zápotockiego jest o tyle ważna, że okaże się on byłym pacjentem lub, jak kto woli, klientem Mikoláška, który lubi podkreślać, że lekarzem nie jest. Właśnie wtedy, w 1957 roku, zwija się nad nim parasol ochronny i służby specjalne energicznie zabierają się za jego sprawę. Bo szerzy zabobon wśród ludu, do leczenia używa liści i badyli, a diagnozy stawia na podstawie obserwacji moczu (namiętnie przygląda się tej cieczy kamera Martina Štrba, z którym Hollandpracowała wcześniej przy "Gorejącym krzewie" i "Janosiku"). Do tego Jan usposobiony jest religijnie: cytuje Biblię, pokutuje pod krzyżem. Co najgorsze zaś - to prywaciarz, który na gusłach zbił niezły majątek: mieszka w rezydencji ze swoim asystentem, jeździ amerykańskim autem, pija szampana Czechosłowacka Republika Ludowa nie może sobie na takie ekstrawagancje pozwolić. Znachor staje przed sądem pod zarzutem trucicielstwa, za co grozi mu kara śmierci.

Dowody zostają oczywiście spreparowane - wiemy, że dla totalitaryzmów fakty mają najmniejsze znaczenie. Ale spokojnie, "Szarlatan" to nie tylko opowieść o niszczeniu jednostki przez system - takich widzieliśmy już wiele. Prócz sekwencji więzienno-sądowych, w serii retrospekcji poznajemy życie czeskiego self-made mana, który odnalazł w sobie dar, pozwalający mu nieść pomoc innym, a przy okazji nieźle się urządzić. Holland nie kwestionuje jego uzdrowicielskich właściwości, które ograniczają się zresztą do leczenia niektórych tylko przypadłości, a niekiedy jedyne, co Jan potrafi, to przepowiedzieć śmierć. Opowieść ta siłą rzeczy związana jest z historią polityczną regionu: traumą pierwszej wojny światowej, niemiecką okupacją, nastaniem pojałtańskich porządków. Bohater zawsze potrafił się w tych realiach odnaleźć, najpierw dbając o zdrowie oficjeli hitlerowskich, a następnie komunistycznych, szczycąc się donacjami na rzecz walki Korei Północnej z imperializmem. 

Całą recenzję przeczytasz TUTAJ
Udostępnij: