Artykuł

Oswoić staruszka

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Oswoi%C4%87+staruszka-86201
Podobno na starość wszystkie wady i zalety osoby się wyostrzają, a na jaw wychodzi prawdziwa natura człowieka. A jak jest w kinie? Czy niezrównana w utrwalaniu stereotypów X Muza potrafi w ogóle opowiadać o starości?

Dostojny mędrzec, chętnie dzielący się swoim życiowym doświadczeniem lub ślamazarny, zgorzkniały staruszek. Gdzieś pomiędzy tymi skrajnościami – dobrotliwa babcia, piekąca wnuczętom słodkie babeczki. Czy kino w ogóle potrafi opowiadać o starości?

 
"Odlot"

Twórcy  animowanego filmu "Odlot opowiadają o wdowcu, który przeglądając stary album pełen niespełnionych marzeń, postanawia wyruszyć w podróż. W rozrastającym się nowym osiedlu, dosłownie wchodzącym mu na podwórko, Carl czuje się, delikatnie mówiąc, niezbyt komfortowo. Nie tylko bierze własny tyłek w troki, ale również decyduje się uchronić stary dom przed armią warczących buldożerów. W trakcie wyprawy, zmuszony do obcowania z nieznośnym, nierozgarniętym  harcerzykiem, odkryje w sobie całe pokłady życiowej energii i zaradności, które – zdawałoby się – zginęły wraz ze zmarłą małżonką. Obraz Pixara, powstały w odpowiedzi na nieustanne podważanie przez młode pokolenie autorytetu starszych, odniósł niespodziewany sukces. Dlaczego jednak osobom, które dziecięce igraszki mają już dawno za sobą, także należy przypominać, że straszy człowiek to przedstawiciel tego samego gatunku?

Teraz albo nigdy

Hasło "Lepiej późno niż nigdy" w kinie sprzedaje się znakomicie. "Genialny klan" i "Schmidt" łączy determinacja głównego bohatera, pragnącego pojednać się ze swoją rodziną. Zmarszczki i siwe włosy przypominają coraz boleśniej, że nie zawsze był on człowiekiem godnym naśladowania, a niedługo może być za późno, aby to zmienić. Choć obie historie mają zabawny ton, na gorzkie epizody również nie zabrakło w nich miejsca. Schmidt w listach do afrykańskiego chłopca, którego zaocznie adoptował, tworzy narrację upiększającą własny portret, bo niby jak przyznać się przed kimś, że choć samemu jest się starym i zgrzybiałym, to w ostatnich latach życia żony odczuwało się do niej fizyczny wstręt. Motyw przykrego zapachu starości powraca we wspomnieniach bohatera jak zły omen.

 
"Genialny klan"

Przyjemniejsze pojednanie z ukochaną osobą czeka na Florentino Arizę ("Miłość w czasach zarazy"), który po latach westchnień i odrzucenia na starość połączy się z Ferminą. W płaskim jak naleśnik filmie Mike’a Newella zupełnie umknęło to, co w powieści Marqueza było najbardziej godne uwagi – cel warty zachodu uświęca całe życie. Zdanie Florentina, wypowiedziane pod koniec książki, że zawsze żył tak, jak tego pragnął, czyli wypełniony miłością, w filmie nigdy nie pada, a szkoda, bo to jeden z lepszych obrazów, ukazujących paradoks szczęścia.

Miłość nie tyle odnaleziona zbyt późno, co poniewczasie pojęta, może być źródłem niekończących się żartów, jak w "Lepiej późno niż później", w którym mocno już nadgryziony, a właściwie rozmemłany bezzębną szczęką czasu bohater niezmiennie trwa w  roli podrywacza młodych dziewcząt. Ma niesamowite szczęście, bo bardziej od pracy producenta wytwórni płytowej młódkom imponuje jego wdzięk i poczucie humoru. Jednak najlepsze dopiero przed nim. Okaże się bowiem, że prawdziwego szczęścia można zaznać jedynie z kimś w swoim wieku.


"Debiutanci"

Bardziej jeszcze od Hary’ego Sanborna zbłądził ojciec Oliviera, który całe życie udawał heteroseksualnego mężczyznę, wmawiając sobie i innym, że jest szczęśliwym mężem i ojcem ("Debiutanci").  Śmierć żony przeobraża Hala w wulkan energii – zaczyna umawiać się na randki, odwiedzać miejscowe kluby i angażować w gejowskie pikiety, a nawet odnajduje prawdziwą miłość. To odrodzenie zawstydzi jego syna – melancholijnego trzydziestolatka, nie mogącego zadomowić się w życiu. Skłoni go do małego kroczku w przód i okaże się katalizatorem zmian skuteczniejszym niż najpiękniejsza dziewczyna.

Morituri te salutant

Na antypodach słodko-gorzkich historii o wyzwoleniu znajdują się historie o bytach ludzkich ciążących ku śmierci. To w nich pojawiają się pytania, których wolelibyśmy nigdy nie zadawać – gdzie leży granica człowieczeństwa i kiedy człowiek przestaje być sobą. Bohater "Daleko od niej" zadaje sobie te pytania za każdym razem, gdy przemierza korytarz domu starców, gdzie jego dotknięta Alzheimerem żona romansuje z innym, a jego samego już nie poznaje. Czy utrata pamięci wystarczy, by stać się kimś innym, i czy świadomość tego faktu sprawia, że ta mentalna rozłąka mniej boli?

 
"Rodzina Savage"

Dom starców wywołuje przykre skojarzenia, dlatego wielu ludzi woli nazywać owe placówki "domem spokojnej starości". Wendy i Jon ("Rodzina Savage") stosują odmienne nomenklatury, co w trakcie przeprowadzki ojca uwolni demony z przeszłości. W małych docinkach i wielkich kłótniach jak wachlarz rozwija się cała gama uczuć, związanych z przekonaniem, że gra w życie nieuchronnie kończy się hasłem "Game over". Ale, że nie każdy rozumie je w ten sam sposób, pokazuje dokument "Wszyscy święci" – kilka dni z życia pewnego domu starców ujawnia, że staruszek, choć niedołężny i pozbawiony samodzielności, może zachować tożsamość. "Na starość wszystkie wady i zalety osoby się wyostrzają, starość ujawnia prawdziwą naturę człowieka" – przekonuje jeden z twórców filmu. W "Rodzinie Savage" Wendy to mistrzyni samooszustwa,  przeprowadzka ojca to dla niej ulga, dlatego łatwo daje się zmanipulować pięknym reklamom "przystani seniora" i sprzedawanym przez nie marzeniom o spokoju i życzliwości. Jon nie ma wątpliwości, że starość to kał, pieluchy i obfite ślinienie się w trakcie jedzenia, ale żadne z nich nie oswaja śmierci, ani własnego nieszczęśliwego życia, które ją poprzedza.

... i odpuść nam nasze winy

Stykanie się ze starością powoduje często etyczną schizofrenię – z jednej strony chciałoby się wybaczyć wszystko ludziom, których zegar życia nieubłaganie tyka, z drugiej – pojawia się wątpliwość, czy wybaczanie z takiego powodu nie jest w jakiś sposób odbieraniem godności, lekceważeniem? Bohaterowie filmów "Z dystansu" i "Sekret" skłaniają się ku pierwszej opcji, choć mają ku temu różne motywacje. Ich ojców łączy wina nie do zmazania, ale pierwszy z nich musiałby zdradzić życiową filozofię, aby pozwolić sobie na brak wybaczenia, a drugi na samotność, zamkniętą w ciele geja-transwestyty, nieakceptowanego przez otoczenie, łaknącego każdego okrucha miłości.

 
"Z dystansu"
 
Drugą drogę wybiera Christian ("Festen"), który choć przez lata ukrywał mroczny sekret ojca, postanawia zniszczyć patriarchę w trakcie sielankowego jubileuszu. Zemsta bywa najdobitniejszym wyrazem szacunku, a jej rozmiar jest wprost proporcjonalny do skumulowanej wściekłości.

Nigdy nie poznajemy przewinień bezimiennego ojca bohatera "Lasu", ale też nie są one istotne, tutaj emocjonalne rozterki towarzyszące trudnemu współżyciu dziecka z zawziętym, ale już niedołężnym ojcem zostają obrane do kości, rzucone w symboliczną, mroczną przestrzeń. Bardziej od słów wymowne są tu codzienne gesty, spożywanie posiłków, zabiegi higieniczne i reminiscencje wspólnych wędrówek leśnym szlakiem.

Tematem wielkich upadłych zajął się Aleksander Sokurow w swojej trylogii ("Moloch", "Cielec", "Słońce"). Rosyjskiego reżysera bardziej niż historia ludzkości interesuje historia człowieka. Bezwzględni dyktatorzy  – Hitler, Stalin i cesarz Hirohito u kresu swych dni, opuszczeni i schorowani, budzą raczej litość niż trwogę.

Dopóki oddycham, żyję

Życie starca kojarzy się jednoznacznie z  nieprzystosowaniem do nowych czasów, z chęcią zwinięcia żagli. Taki jest szeryf Bell w "To nie jest kraj dla starych ludzi" – wszyscy wokół rozumieją, dlaczego kradzież bydła jest już zdecydowanie passe, a nowy trend to sprzedawanie narkotyków. Tylko Bell wciąż ubolewa, że kiedyś nauczyciele narzekali na żucie gumy przez uczniów, teraz na porządku dziennym są samobójstwa, gwałty i podpalenia.


"Królowa"

W podobne tony uderza koronowana głowa ("Królowa"). Gdy śmierć księżnej Diany powoduje falę precedensów, dla Elżbiety I oznacza to gwałt na tradycji i tożsamości Brytyjczyków. Jednak po wielu spotkaniach five’o’clock z premierem Blairem zaczyna rozumieć, że paradoksalnie to elastyczność, a nie skostnienie chroni tradycję, której jest wierna.

Żadnych tego typu rozterek nie ma za to Agnes Varda – w swoim autobiograficznym eseju "Plaże Agnes" prezentuje się jak Ulisses, wciąż gotowy do podjęcia nowej wyprawy, którą mogłaby udaremnić tylko śmierć. W stanie gotowości utrzymuje ją zainteresowanie światem i ludźmi, którzy ją otaczają i wciąż inspirują.

 
"Hotel Marigold"

Choć bohaterka filmu "Pora umierać" nie jest uznaną artystką, imponuje uporem i niesłabnącym buntem przeciwko traktowaniu jej jak niemodnej już pary rękawiczek.  To łączy ją z postaciami z krwi i kości, których losy przedstawiają dokumenty "Dzisiaj tak jak wczoraj" oraz "Jiro śni o sushi". Ich receptą na długowieczność jest całkowite pomieszanie pracy z pasją – pierwszy niemal codziennie gra koncerty, drugi – pracuje nieprzerwanie od ukończenia dziesiątego roku życia, nie lubi wakacji, dogląda absolutnie wszystkiego w swojej restauracji. Obaj panowie, przedstawiciele dla nas nieco egzotycznych kultur, drwią sobie z Europejczyków marzących o wcześniejszej emeryturze.  Być może dlatego bohaterowie "Hotelu Marigold" postanawiają swoje wakacje w Indiach przemienić w przygodę na resztę życia i nigdy już nie wrócić.

Życie seksualne dzikich

Ludzie na ogół są w stanie zaakceptować staruszka pod warunkiem, że zachowuje się godnie, jest posłuszny ludziom sprawującym nad nim opiekę lub chociaż utwierdza opiekunów w ich wyobrażeniach dotyczących starości. Najchętniej widzielibyśmy emerytów tak jak reżyserzy "Kolejnego roku" i "Obiadu w środku sierpnia". Choć są to doskonałe i ważne filmy, zainteresowane posiwiałym człowiekiem jak każdym innym bohaterem filmowym, podtrzymują one obraz pogodnego staruszka. W bardziej zadziornych  filmach  szczególne tabu stanowi "erotyka starego człowieka". Na tym polu ludzie starzy są większą egzotyką niż kobiety na polu golfowym w XIX wieku (nota bene – dopiero kilkanaście lat temu z jednego z pól w USA zniknęła tabliczka "Kobietom i psom wstęp wzbroniony"). Zresztą kobiety w starszym wieku mają dużo gorszy PR od mężczyzn, w kinie nie znajdziemy zbyt dużo filmów podobnych "Haroldowi i Maude". W "Dziewczynach z kalendarza" cała farsa bierze się ze stereotypu, że kobieta po pięćdziesiątce, a może nawet krótko po czterdziestce, jest erotycznie upośledzona, a babcia to nie tyle osoba nie-sexy, co po prostu bezpłciowa. Widok starszego mężczyzny z młodą kobietą u boku na ogół traktuje się z większym pobłażaniem niż sytuację odwrotną. Psycholodzy ewolucyjni mają na to swoje wytłumaczenie, ale zostawmy je w spokoju. Warto jednak zauważyć, że kino i literatura utrwalają tę asymetrię.

 
"Męski erotyk"

Dla wychowanych na "Zwrotnikach" Henry’ego Millera i "Konających zwierzętach" Philipha Rotha (powieść zekranizowana pt. "Elegia") seks w połączeniu ze starością wydaje się czymś niewyobrażalnym. O tym świadczą chociażby potępieńcze głosy wobec "Męskiego erotyku" Jorgena Letha – obraz okrzyknięto szowinistycznym i po europejsku opresyjnym, bo traktuje młode kobiety z innych kontynentów wyłącznie jako obiekty seksualne (czy jednak ten głos oburzenia jest zgodny z ideą kulturowego relatywizmu? czy nie upupia kobiet, których rzekomo broni?). Tymczasem Leth odnajduje w kobiecym pięknie ślady przebrzmiewającego życia, świata, do którego ma dostęp poprzez coraz mniejszą ilość zmysłów. Jak narrator powieści Prousta poszukuje swej magdalenki, która przywraca pamięć minionych chwil, albo bohater powieści "Śpiące piękności" Kawabaty (przewrotnie zekranizowanej jako "Sleeping beauty") – mężczyzna, który pragnie się obudzić, zanim na zawsze zamknie oczy.
Udostępnij: