Artykuł

Ojcem być

autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Ojcem+by%C4%87-96045
W twórczości Dereka Cianfrance'a, autora "Drugiego oblicza" i "Blue Valentine", obsesyjnie powraca pytanie, jak odnieść sukces na polu ojcostwa.

W piątek na ekrany polskich kin weszło "Drugie oblicze" Dereka Cianfrance'a – ponad dwugodzinna saga ojcowska, w której śledzimy poczynania dwóch głównych bohaterów i ich dzieci. Luke (Ryan Gosling) jest rzezimieszkiem, brutalem, człowiekiem z półświatka, niepozbawionym jednocześnie pewnego wdzięku i charyzmy. Jest także ojcem dziecka Rominy (Eva Mendes), która zważając na jego wybuchowe usposobienie i sposób zarobkowania, skłania się ku bardziej odpowiedzialnemu Kofiemu (Mahershala Ali). To z nim postanawia wychować syna, Jasona. Życie tej ubogiej rodziny odmieni spotkanie Luke'a z Averym (świetna rola Bradleya Coopera) – ścigającym go policjantem. Avery też ma syna, zwanego AJ, którego jednak – z powodu, którego nie wypada zdradzać przed seansem – odtrąca. Obaj chłopcy są jeszcze maleńcy, ale to, co przydarzy się podczas zetknięcia się ich ojców, odbije się na całym ich życiu – w warstwie ekonomicznej, społecznej, a przede wszystkim emocjonalnej. Nawet jeśli nie będą oni pamiętać potyczki swoich rodziców, zawisną nad nimi porażki i skłonności ojców, ich miłość i chłód, cała ciemna przeszłość.

"Drugie oblicze"

Warstwa sensacyjna związana z wyskokami Luke'a oraz część moralitetowa przypisana dylematom Avery'ego tylko delikatnie pokrywają trzon "Drugiego oblicza". Jest nim problem roli ojca w życiu dziecka i pytanie, jak dobrze ją wypełnić. Jeżeli traktować film właśnie jako swoisty traktat ojcowski, zadziwia sposób, w jaki Cianfrance marginalizuje ojca adopcyjnego, którego wpływ na dziecko wydaje się mniejszy niż geny i poczucie braku po Luke'u. Czyżby reżyser faktycznie bardziej wierzył w determinizm biologiczny niż społeczny? A przecież jeszcze w swoim poprzednim obrazie, znakomitym "Blue Valentine", postąpił odwrotnie. Wykluczył tam ojca biologicznego, którego miejsce zajął Dean. Mimo że grany przez Ryana Goslinga bohater kochał dziecko, i on został w końcu odtrącony przez jego matkę Cindy (Michelle Williams). Problemy z ojcostwem stają się głównym tematem twórczości reżysera – co jednak tak naprawdę mówi nam Cianfrance o ojcostwie? Jakie trzeba według niego spełnić warunki, by odnieść na tym polu sukces?

Z "Drugiego oblicza" wynika, że trzeba przede wszystkim być dobrym wobec dziecka. Luke, nawet wylegując się w łóżku po seksie z Rominą, mówi do niej: opowiedz mi o nim. Ma bzika na punkcie nowo narodzonego syna, obsesyjnie chce wykazać się jako ojciec, być bliżej niego, zapewnić mu godną przyszłość. Robi to jednak za pomocą jedynego znanego sobie sposobu – występku. Przykładny stróż prawa Avery działa odwrotnie. Wydawałoby się dojrzalszy społecznie, do roli ojca nie dorasta. Sam jest jak dziecko: ulega wpływom kolegów, uwielbia być chwalony, w sytuacji kryzysowej schronienia szuka u własnego ojca, potwierdzając niejako własną niedojrzałość. Bez względu na pozycję społeczną czy tryb życia – zdaje się mówić Cianfrance – kluczowe jest okazywanie miłości i poświęcanie czasu. Jakimkolwiek byłoby się oprychem czy rycerzem, właśnie to jest podstawowym zadaniem ojca. Luke to potrafi i jego syn, nawet jeśli wychowa się u boku ojczyma, będzie to czuł. Syn Avery'ego niedostatek ojca zamieni w pasywną agresję.

"Drugie oblicze"

Cianfrance nie jest przy tym naiwny. Pokazuje równocześnie, że miłość i dobro okazywane dziecku są tylko jednym z potrzebnych elementów na drodze do wychowawczego sukcesu. Istotną część stanowią także pieniądze, które pozwalają na to, aby AJ wychodził z opresji bez szwanku, a Jason zawsze miał pod górkę. Przenikaniu się dwóch rodzin towarzyszy bowiem wspinaczka Avery'ego po drabinie społecznej, okupiona ugrzęźnięciem w biedzie rodziny Luke'a. Ostatecznie synowie muszą zaakceptować dziedzictwo swoich ojców; czy będzie nim życie w błysku reflektorów czy motocyklowa pasja. Tak jak w "Królu Lwie" Simba przyjąć musiał swoją królewską schedę, a w "Ojcu chrzestnym" grany przez Ala Pacino Michael Corleone – brzemię mafijne. Oczywiście z obciążeniami uczuciowymi czy ekonomicznymi też można zawalczyć. W "Drzewie życia" Terrence'a Malicka przybiera to formę niemal mitycznej potyczki. W arcydziele Paola i Vittoria Tavianich "We władzy ojca" – ekranizacji autobiografii włoskiego lingwisty Gavina Ledy, która w 1977 roku zdobyła Złotą Palmę w Cannes – bohater, by zacząć żyć po swojemu, musi przeciwstawić się ojcu (Omero Antonutti). Czyni to jednak, uznając pewne jego warunki (nie może migrować do Niemiec, dostaje pozwolenie jedynie na wstąpienie do armii), ale i to wystarczy, by wyzwolić się spod jego wszechwładzy. Ojciec kocha syna i w swoim pojęciu jest wobec niego dobry, przystosowując go do roli sardyńskiego pasterza – nawet gdy go bije i upokarza, zabrania chodzić do szkoły i czyni zeń niemal niewolnika, robi to w dobrej wierze. Ale dobra intencja  nie wystarcza. Trzeba uzgodnić ją i z dzieckiem, i ze społeczeństwem. Innymi słowy, trzeba być dobrym wobec świata. I w oczach świata.

"Drzewo życia"

Cóż to właściwie oznacza? Czasem choćby przestrzeganie prawa. Luke z "Drugiego oblicza", kochając swojego malucha, myśląc o jego potrzebach i życiowych perspektywach, krzywdzi jednocześnie otoczenie. W efekcie nie jest w stanie roli ojca wypełnić, traci dziecko w skutek popadnięcia w konflikt z prawem. Avery'emu z kolei ambicja granicząca z cwaniactwem z jednej strony pozwala awansować i wydobywać syna z tarapatów, z drugiej jednak strony te same cechy – w wersji zdegenerowanej – przechodzą na syna. I podobnie jak niedostatki ojcowskiej miłości demoralizują go. Czasem więc bycie dobrym wobec świata oznacza zaledwie uczciwość. Różnie może się ona manifestować. W uroczych "Debiutantach" Mike'a Millsa oznacza ona choćby "wyjście z szafy" sędziwego Hala (nagrodzony za tę rolę Oscarem Christopher Plummer), który po śmierci żony postanawia celebrować swoją (homo)seksualność. Paradoksalnie, zbliża go to do syna (Ewan McGregor), który czerpie z uczciwości ojca i sam zaczyna wieść życie bardziej zgodne ze swoimi marzeniami, otwiera się na ludzi i miłość, śmiało zaczyna spoglądać światu w twarz.

Szczególnie uważać trzeba, by być dobrym dla matki dziecka. Nawet jeśli straci się jej miłość lub przestanie się ją kochać, najważniejsze, by ustanowić z nią przynajmniej poprawne relacje. By móc dziecko widywać, by konflikt nie promieniował na nie. Luke zawalił relację z Rominą i nie jest w stanie już jej naprawić. Nie układa się też małżeństwo Avery'ego – dzieci to czują. Czasem na atrofię uczuć nie ma rady – taką sytuację pokazywał Cianfrance w "Blue Valentine", kiedy narastania wstrętu Cindy wobec partnera nie dało się już zatrzymać, a wszystkie nieudolne próby podejmowane przez Deana tylko ją dławiły i odsuwały od niego jeszcze bardziej. Najgorzej, gdy całkowicie zniknie możliwość komunikowania się i jedynym miejscem dialogu stanie się sala sądowa – jak w "Sprawie Kramerów" Roberta Bentona czy w "Tato" Macieja Ślesickiego, pokazującym problem jednostronności wyroków wydawanych przez sądy rodzinne, parcelujących możliwość sprawdzenia się jako ojciec. I w praktyce często ją blokujących.

"Tato"

Bo ponad wszystko trzeba po prostu być obecnym. Konsekwencje absencji mogą być dramatyczne – w obsypanym nagrodami dokumencie Lidii Dudy "Uwikłani" pedofil twierdzi, że o jego skłonnościach zadecydowało właśnie porzucenie przez ojca. Ile jest w tym samousprawiedliwiania się i zrzucania winy na innych, trudno ocenić. Każdy przecież sam odpowiada za swoje czyny – ale czy za skłonności też? "Uwikłani", "Tato"...  Trudno pozbyć się wrażenia, że "Drugie oblicze" mogłoby powstać i w Polsce na którymś z blokowisk, przedmieść czy małych miasteczek. Inaczej bowiem niż rozłożone na głosy żeński i męski "Blue Valentine" przypomina – w szlachetnej wersji – praktykę polskiego kina.

Wielu publicystów zwracało już uwagę na to, że nasi filmowcy mają nieustanną potrzebę przepracowywania relacji z ojcem, zamieniającą się niemal w obsesję. Według krytykującej tę tendencję Ewy Mazierskiej ("Kino" nr 06/2011) dla polskiego kina ojciec jest tak ważny albo dlatego że jest o niebo lepszy od matki – jak Edi z filmu Trzaskalskiego (2002) albo tato z "Taty" Ślesickiego – albo dlatego, że go nie ma i dzieci stają na głowie, by go odzyskać. W "Placu Zbawiciela" (2006) chowają ojcu buty, by zapobiec spotkaniom z kochanką; w "Sztuczkach" (2007) Andrzeja Jakimowskiego wymyślają magiczne sztuczki, by zmienić ojcu drogę do pracy i przywrócić na łono pierwszej rodziny. Nie zdarza się natomiast, by dzieci karały ojca za to, że się nie spisał. Jedyny film, który przynajmniej rozważa taką możliwość, to "Dzień świra", którego bohater przyznaje, że matka zawsze mu nadskakiwała, ale on i tak wolał ojca-nieudacznika, co poniekąd potwierdza kolejny odcinek sagi o Miałczyńskich, "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (2006). Przykłady Mazierskiej można zamienić na inne – "Pręgi" Magdaleny Piekorz, "Mój rower" Piotra Trzaskalskiego, "Lęk wysokości" Bartosza Konopki, "Erratum" Marka Lechkiego, "Pomału" Tomasza Wolskiego... We wszystkich nich świat praktycznie zredukowany został, jak w najnowszym filmie Cianfrance'a, do mężczyzn, a relacje rodzicielskie – do ojcowskich.

"Dzień świra"

Jason z "Drugiego oblicza" poszukuje prawdy o swojej przeszłości, by ją przewalczyć, wreszcie się od niej wyzwolić i ruszyć naprzód. Cianfrance stwierdził w rozmowie z  Edwardem Douglasem, że "Drugie oblicze" to film o ewolucji, darwinizmie i o tym, jak sprawić, by było lepiej. Następny jego film, "Metalhead", ma już być zupełnie o czym innym. Zabicie symbolicznego ojca jest niezbędnym warunkiem rozwoju. Może czas wreszcie z jego cieniem się uporać – także w polskim kinie, od dwóch dekad mocującym się z ojcem, panem i stwórcą. Przekroczyć uosabianą przez niego zasadę realności ("musisz być odpowiedzialny") i pójść w stronę związanej z figurą matki zasady przyjemności ("chcę, żebyś był szczęśliwy"). Czy nie byłaby to dla naszej kinematografii odświeżająca odmiana?
Udostępnij: