Artykuł

Piotruś Pan się starzeje

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Piotru%C5%9B+Pan+si%C4%99+starzeje-61921
KIDULTS – STRACONE POKOLENIE?

Dzieciorosły, Piotruś Pan, kidult – różne określenia, ten sam człowiek. Znacie go dobrze. Jest waszym kumplem, bratem, czasem patrzycie na niego w lustrze. Filmy takie jak "Jutro będzie futro" i "Dziewczyna z ekstraklasy" przysparzają mu popularności. 

Współczesne amerykańskie komedie przekonują, że od dumnej dorosłości fajniejsza jest  wieczna młodość. Ich męscy bohaterowie trwają w stanie permanentnego chłopięctwa. To, co najlepsze w ich życiu, dawno się wydarzyło. To, na co czekają, nie jest warte wysiłku. Kumple zastępują im żonę, dzieci i psa, praca wydaje się podróżą do jądra ciemności. Jeśli wiernym jest Piotruś Pan, jego religią musi być popkultura. "Co zrobiłby w mojej sytuacji Han Solo?" – pytają. Han pewnie dałby nogę z takiej galaktyki, ale oni ze swojego życia uciec nie mogą. Zanim umownie wejdą w wiek dojrzały, na własnej skórze odczują, jak destrukcyjna może być egzystencja w przedłużającym się okresie bezdecyzyjnym. Anglosascy socjologowie nazwali ich "kidults" (połączenie słów "dzieci" i "dorośli", po "polskiemu" – dzieciorośli). Znajdziecie ich na ulicy, poznacie w pracy, czasem zobaczycie w lustrze, najczęściej spotkacie w kinie – po jednej i po drugiej stronie ekranu.

Bohaterowie "Jutro będzie futro" lamentują nad utraconą młodością tak głośno, że Najwyższy bierze sprawy w swoje ręce. Zasilana mieszanką wiewiórczej sierści, rosyjskiego napoju energetyzującego i wódki balia z rozgrzaną wodą przenosi ich w czasie, prosto w pstrokate lata osiemdziesiąte. Styrani, apatyczni, podtatusiali znowu przeżyją pewien wieczór, podczas którego skierowali swoje losy na takie, a nie inne tory. Czy zdołają odwrócić bieg przyszłości? Czy będzie warto?


Odpowiedź na powyższe pytania musi być twierdząca. Wszak moralizatorsko ukierunkowane kino rozrywkowe co rusz przekonuje, że przypadki wieku szczenięcego rozumiemy dopiero z perspektywy wieku dojrzałego. Świadczą o tym nie tylko metryki reżyserów, ale i sposoby konstruowania fabuł. W filmie Steve’a Pinka występuje dość konwencjonalny, choć niepozbawiony funkcjonalności, zabieg fabularny – świat widzi bohaterów młodymi, ci jednak zachowują swoją "trzydziestoparoletnią" świadomość. Mają więc szansę dostrzec, gdzie dokładnie popełnili błąd, który w konsekwencji zamknął im furtkę do szczęścia (podobna sytuacja miała miejsce w "17 again", w którym mężczyzna w średnim wieku na powrót stał się gwiazdą koszykówki z liceum). Bohaterowie większości utworów tego przywileju jednak nie posiadają. Nie mogą ocenić swojej młodości, rozpoznać jej atrybutów, poczuć "oszałamiającego stanu nieważkości", o którym pisał Tadeusz Konwicki w "Pamflecie na siebie". Tkwią w przeszłości, będąc jednocześnie dorosłymi – nie potrafią "opuścić" swojego ciała, więc nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Taka jest para przyjaciół ze świetnych "Wyrolowanych" Davida Waina (w Polsce tylko na DVD), tacy są protagoniści Judda Apatowa (reżysera, ale i producenta) – Ben z "Wpadki" oraz Peter z "Chłopaki też płaczą" Nicholasa Stollera.

Wspominany Apatow jest ojcem chrzestnym filmowych kidultsów. Nie tylko zdołał zgromadzić wokół siebie grupę aktorów kojarzonych z podobnym emploi (jak Jason Segel, Seth Rogen, James Franco, Paul Rudd), ale i zaproponował specyficzny typ fabuły,  w którym postawa "dzieciorosłych" musi być skonfrontowana z oczekiwaniami społeczeństwa. Schemat przedstawia błogie życie bohatera, polegające głównie na pracy w domu, zbijaniu bąków, spotkań z kumplami i okazyjnych wyprawach do nocnych klubów. Status quo zostaje zaburzony za sprawą impulsu z zewnątrz. Impuls ten najczęściej ma długie nogi i ładnie pachnie, jednak w uporządkowane życie mężczyzny wprowadza chaos. Zderzony z innym modelem funkcjonowania w społeczeństwie i najczęściej zakochany kidult zaczyna trudną i żmudną pracę nad sobą. Jednocześnie jego przemiana musi wynikać z odczucia słuszności moralnej racji, określającej daną społeczność. Innymi słowy, bohater musi przekonać się o tym, że nie robi nic wbrew swojemu sumieniu, a nowa droga jest dla niego dobra. Kiedy mu się to uda, w naturalny sposób odrzuci dziecięcą perspektywę.



Realizację tego motywu widać najlepiej w filmie "Chłopaki też płaczą". Oto Petera, pierdołowatego kompozytora muzyki do policyjnego serialu, rzuca dziewczyna, gwiazdka Sarah Marshall. Jej nowy facet, Aldous Snow, uosabia to, czego zazdrosny i niepewny siebie mężczyzna-dziecko boi się jak ognia. Gra rocka, ma długie ciemne włosy, potrafi uprawiać seks tantryczny, a na scenie symuluje ruchy frykcyjne. Pech chce, że Aldous wraz z Sarą spotykają Petera w kurorcie na Hawajach. Liżący rany bohater będzie miał więc sporo czasu, żeby podumać o zaszłych wypadkach, za co scenarzyści sowicie go nagrodzą. Peter zakocha się ponownie w pięknej recepcjonistce i ze zdziwieniem odkryje, że Sarah wcale nie jest głupią zołzą, zaś Aldous to naprawdę równy gość. Mało tego, uświadomi sobie, że sam ponosi odpowiedzialność za rozstanie – w końcu kto chciałby wegetować w związku z osobą pozbawioną ambicji, bezustannie tłumiącą swoje marzenia. Dla Apatowa dojrzałość jest pojęciem płynnym. Nie jest umowną cezurą, nie zaczyna się wraz z pierwszym kredytem i pierwszą kołyską. W jego najlepszym i najbardziej niedocenionym filmie, "Funny People", niedojrzałość trwa dosłownie sekundę. To zły ruch, jeden kiepski wybór, zdrada, która uniemożliwia szczęście z ukochaną osobą. Coś, czemu można zapobiec.


"Łaknąc bliskości i lękając się porzucenia, zacząłem się zastanawiać, czy seks nie jest dla mnie wyłącznie pretekstem, by spojrzeć w oczy innego człowieka" – mówi narrator kanonicznego "Pokolenia X. Opowieści na czas przyspieszającej kultury" Douglasa Couplanda.  W pewnej mierze współcześni kidultsi odziedziczyli opisywany przez autora gen X. Zupełnie jak poprzedników, zagubionych wśród kreowanych przez modę, ekonomię i popkulturę wzorców, charakteryzuje ich abnegacja, poczucie niespełnienia i żal do świata, który tego spełnienia zagwarantować nie może. Jednak w przeciwieństwie do ekranowych slackerów, wyrażających niepokoje Generacji X, filmowi kidultsi ubóstwiają tę część "przyspieszającej" kultury, która umożliwia im eskapizm, ucieczkę w alternatywny świat. "Kultura popularna", rozumiana jako pewien konstrukt scenariuszowy, "zbudowana" jest w filmach o wiecznych dzieciakach trójpoziomowo: proste cytaty (czyli np. kontekstowe żarty na temat jakiegoś tekstu kultury) składają się na motyw fabularny, organizujący działania bohaterów (np. pomysł na stronę internetową, archiwizującą nagie gwiazdy kina we "Wpadce"), który w końcu zostaje nacechowany symbolicznie (w "40-letnim prawiczku" Apatowa bohater sprzedaje gromadzone przez wiele lat superbohaterskie figurki na znak rozbratu z przeszłością).


Konieczność "lekkiej" refleksji nad poważnymi sprawami tłumaczy, dlaczego wątek "dzieciorosłości" tak chętnie ogrywają twórcy komedii. Najzabawniej przyczyny tej cywilizacyjnej przypadłości diagnozuje brytyjski komik Richard Herring na stronach "Sunday Times". "Jeśli wydaje ci się, że każda osoba nosząca garnitur musi być starsza od ciebie, jeśli za wszelką cenę starasz się używać słów popularnych wśród "dzieciaków" na "ulicy", jeśli twoi znajomi są o połowę młodsi, a w twoim wózku w supermarkecie nie znajduje się nic poza alkoholem i słodyczami, przykro mi – jesteś dzieciorosły". Dobra wiadomość jest taka, że twoje życie to materiał na całkiem niezłe kino.
Udostępnij: