Artykuł

Symulator Barbarzyńcy

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Symulator+Barbarzy%C5%84cy-76811
Komiks z przeraźliwym mięśniakiem na okładce, który ukazał się w polskich kioskach w 1993 roku, był portalem do odległego hyboryjskiego świata. I dowodem na to, że potencjał Conana Barbarzyńcy przerasta głupiutkie filmy z Dużym Arnoldem.

Wydawnictwo TM-SEMIC wydało zaledwie 9 zeszytów komiksu, będącego przedrukiem amerykańskiego "Conan the Barbarian". Szkoda, bo ta poboczna ścieżka wiodąca do kuszącego świata epoki hyboryjskiej jest chyba najlepszą z możliwych. Największy rozgłos przyniosło barbarzyńcy dwa i pół (!) filmu z Arnoldem Schwarzeneggerem z lat 80., ale jakkolwiek górnolotnie by to nie brzmiało – Conan jest bohaterem literackim. Narodził się pół wieku wcześniej, w epoce wielkiego kryzysu. Jego ojcem był twórca fantastycznego pulp fiction – Robert Ervin Howard. W zastępie literatów nie do końca zajmuje on miejsce między Tołstojem a Faulknerem, ale też nigdy nie stawał z nimi do konkursu.

Z pulp magazines podbijających amerykański rynek w pierwszej połowie XX wieku wywodziło się wielu szanowanych twórców, ale w atrakcyjną cenę tych wydawnictw (10 centów) wliczone były raczej nieskomplikowane atrakcje. Opowieści kryminalne i fantastyczne wypełniały zagadki, sensacje i trochę zawoalowanego seksu. "Weird Tales" (w którym zadebiutował Conan) i inne popularne tytuły były literackim odpowiednikiem i poprzednikiem exploitation movies. Podobnie jak w kinie, niektórzy twórcy zarabiali tu na chleb, by potem rozpłynąć się w mrokach dziejów, a inni przetrwali wydawnicze zjawisko. Howardowi się udało.

CONAN AVATAR

Wiedz o Książę, że wraz z pogrążeniem się Atlanti i jej wspaniałych miast w morskich odmętach, lecz przed pojawieniem się synów Aryasa, nastała niewyobrażalna epoka, jaśniejąca blaskiem bogactw potężnych imperiów rozsianych po świecie, jak po niebieskim firmamencie gwiazdy. Wtedy pojawił się Conan, Cimmeryjczyk, czarnowłosy o ponurym spojrzeniu, z mieczem w ręku, złodziej, rozbójnik, zabijaka, równie często wesoły, jak i zadumany, aby swą obutą w sandał stopą zmiażdżyć błyszczące klejnotami ziemskie królestwa...
"Kroniki Nemedyjskie"

Bibliografia Conana liczy pół setki samych tylko powieści, z których autor podpisał ledwie… jedną. Conan stał się samodzielną marką, pod którą wielu pisarzy i grafików tworzy do dziś spójny, fantastyczny świat. Ale to nigdy by się nie udało, gdyby Howard starannie tego świata sam nie zaplanował i nie umieścił w środku bohatera, zdolnego podźwignąć na swoich potężnych barkach poślednich literatów i krwiożerczy popkulturowy przemysł.
 
 

Czytelnik pierwszego numeru polskiego komiksowego "Conana" zostaje rzucony bez ceregieli w środek dżungli i przygody. Tak samo brutalnie zostaje z tego świata wyrzucony – ostatni wydany numer urywa historię w najbardziej dramatycznym momencie. Jeśli czytelnicy nie ponadziewali się z rozpaczy na własne miecze, to pewnie tylko dzięki, rozpoczynającemu każdą przygodę, cytatowi z "Kronik Nemedyjskich". Zdobny i podniosły fragment pozwalał zorientować się co do ogromnych rozmiarów fikcyjnego świata. Nawet jeśli pierwszy zeszyt – chudziutki jak jego statystyczny czytelnik – był tylko dziurką od klucza, przez którą można było ledwie rzucić na ten ogrom okiem, widać było, że jest to świat kompletny.

Howard zaproponował swoim czytelnikom ten sam rodzaj eskapistycznej atrakcji, który wkrótce miał przynieść popularność twórczości Tolkiena, a w przyszłości także George’a R. R. Martina (autora literackiego pierwowzoru serialowej "Gry o tron"). Jego bohater porusza się w przedhistorycznej przestrzeni. Można wyrysować na mapie tego świata trasę jego wędrówki, granice królestw i kierunki najważniejszych ofensyw. Poza jedną powieścią, dwudziestoma opowiadaniami i licznymi szkicami Howard napisał "instrukcję obsługi" do swojego uniwersum – w eseju "Epoka Hyboryjska" przedstawił jego chronologię, mity i geografię. Zarysował też całą biografię swojego bohatera. Dzięki temu zyskał nie tylko przekonujące tło, ale stworzył sobie cały warsztat pracy – oderwane opowiadania mogły stawać się częścią większej całości.


Howard uważany jest za prekursora low fantasy z podgatunku sword and sorcery. Wikłanie się w las definicji może być groźniejsze, niż zadzieranie z demonami, ale oznacza to świat, który w odróżnieniu od high fantasy (Tolkien) nie różni się tak bardzo od naszego. Magia pojawia się tu incydentalnie, a fantastyczne stworzenia zwykle znajdują się w cieniu ludzkich działań. To rzeczywistość możliwa, sprytnie wpasowana pomiędzy zbadane losy ludzkości i czasy, o których wiedzy praktycznie brak. Ciężko udowodnić, że 9 tysięcy lat przed założeniem Sparty, mieszkańcy Stygii nie składali ofiar na ołtarzu boga-węża Setha.
 
Popularność tego typu literatury w czasach depresji nie dziwi. Daje ona wyraz rozczarowaniu rzeczywistością, brakowi wiary w świetlaną przyszłość i oferuje wyprawę do świata, w którym uczciwy człowiek może obciąć głowę niegodziwcowi, zagrabić jego mienie i nie przejmować się przy tym prawem i globalną ekonomią. Zamiast na pojedynku między dobrem a złem i rozstrzyganiu losów świata, fabuła skupia się na indywidualnych aspiracjach bohatera. Pozwala na egoizm. Potężne ciało Conana jest jak mech z japońskiej mangi. Każdy może zasiąść wygodnie w środku tej góry mięśni, by przemierzyć niebezpieczny świat i poznać kilka jego tajemnic.

CONAN ZAGADKA

Conan jest emanacją brutalnego świata w którym żyje – gdyby było inaczej, nie dożyłby sędziwego wieku (i tak długiej bibliografii). "Złodziej, rozbójnik, zabijaka" to nie jest standardowy opis idola niewiniątek. Conan kradnie i nie rozdaje biednym. Zabija nie tylko w samoobronie. Idzie przez swoją epokę jak kombajn, próbując wycisnąć z niej wszystkie soki. Ale, choć zabija bez mrugnięcia okiem, nie czerpie przyjemności z cierpienia przeciwnika. Nie gwałci kobiet, bo nie musi. Lubi przetracić nieco grosza w towarzystwie prostytutek, ale w  barbarzyńskim świecie niewieście kolana same gną się często przed takim wcieleniem siły. Swoje robią też pewnie zimne stalowe oczy wystające spod błyszczącej czarnej grzywy, pewność siebie i mocny charakter.


Conan nie jest niewolnikiem moralności. Jeśli jakąś posiada, to jest ona jego fanaberią. Jeśli bywa wybawcą, to z kaprysu. Momentem definiującym jest z pewnością scena z opowiadania "Skarby Gwahlura". Dla wielkiego skarbu bez wahania naraża życie, ale gdy w przepaść lecą w tym samym momencie klejnoty i atrakcyjna kobieta (innych u Howarda raczej nie spotykamy), bez mrugnięcia żegna się z kosztownościami. To nie jest typ faceta, który przed obcięciem komuś głowy widowiskowo kręci mieczem dla szpanu. Jest praktyczny i zmierza najprostszą drogą do celu.

Poza "Conanem Barbarzyńcą" (1982) i "Conanem Niszczycielem" (1984) Schwarzenegger wcielił się w bohatera raz jeszcze w "Czerwonej Sonii". Prawdopodobnie z powodów licencyjnych występuje tu jednak pod imieniem Kalidora (to właśnie owa "połówka" filmu). Choć proza Howarda nie jest szczególnie wysokich lotów, ani nie niesie jakichś szczególnie wyszukanych treści, to jednak Conan w wykonaniu przyszłego gubernatora Kalifornii nie dorasta do książkowo-komiksowego pierwowzoru. Jest wprasowany w heroiczny hollywoodzki szablon, pozbawiony egoizmu i doskonale prostej refleksji, które czyniły go wyjątkowym. 


Trudno nazwać barbarzyńcę pasywnym – wikła się w historię, zostaje nawet królem. To awanturnik, a przede wszystkim – inteligentny świadek swojej epoki, której cuda potrafi przyjmować ze stoickim spokojem. Postać bynajmniej nie chwyciła od razu – Conan ma swoją "wersję beta" o imieniu Kull, nieco mniej chętnie machającą mieczem i bardziej skłonną do rozmyślań. Pierwsza opublikowana historia o Conanie to przepisana, odrzucona wcześniej opowieść o Kullu. Howard dodał więcej akcji, uszczuplił posępne rozmyślania bohatera, pozamieniał imiona i tak narodził się jego komercyjny sukces.

CONAN MYŚLICIEL

Conan nie jest może wielkim myślicielem, ale potrafi się "zadumać" nad kształtem świata. "Poznałem wielu bogów. Kto ich istnieniu przeczy, równie jest ślepy jak ten, co zbyt głęboko w nich wierzy" – mówi Conan w "Królowej Czarnego Wybrzeża". Wykrzykuje sporadycznie imię najpotężniejszego boga swego ludu – Cromma, ale nie w nadziei na jakąkolwiek pomoc. "Nie ma po co go wzywać, bo niewiele się troszczy, czy żyje człek, czy ginie. Lepiej gębę trzymać zawartą, by uwagi jego na się nie zwrócić, bo łacniej zagładę sprowadzi niż szczęście! Ponury jest i nieczuły, ale w chwili narodzin tchnie w duszę człeka siłę do walki i ubijania. Czegóż więcej od bogów można żądać?".

Przekłada się to na cymmeryjskie postrzeganie życia po śmierci. "W tym świecie daremnie walczy człek i cierpi, rozkosz najdując jeno w najczystszym bitewnym szale, gdy umiera, dusza jego wstępuje w szarą, mglistą krainę pełną chmur i mroźnych wiatrów, by tam bez pociechy po wieczność wędrować. (…) Nie wnikam, co mi śmierć przyniesie. Może ciemność tylko, (…) niechaj mędrcy, kapłani i filozofowie rozważają, co życiem jest, co ułudą. Ja wiem jedno: jeśli życie jest złudzeniem, tedy i ja złudzeniem jestem nie mniejszym i złudzenie jako rzeczywistość pojmuję. Żyję, płonę życiem, kocham, zabijam i jestem zadowolony". To powiedziawszy, barbarzyńca milczy już tylko tajemniczo, bo wylewność rzadko mu się przytrafia. Dość "mówi" o sobie swoim mieczem.

 
Jason Mamoa

W amerykańskich komiksach z lat 60. i 70. reklamodawcy kuszą rachitycznych chłopców reklamami o niezmiennym schemacie fabularnym: chudy chłopiec doznaje upokorzenia ze strony silniejszych kolegów, ale po tygodniu używania produktu (odżywki, treningu specjalnymi hantlami) zaczyna przypominać Conana, co umożliwia mu ośmieszenie oprawców i zdobycie serca dziewczyny. To projekcja tego samego marzenia, które z drobnego Steve’a Rogersa uczyniło potężnie zbudowanego Kapitana Amerykę. Uginające się pod ciężarem mięśni ze stali i ciał seksownych kobiet opowiadania Howarda wydają się jakimś rodzajem kompensacji. Rzeczywiście, doświadczył on w dzieciństwie nieco przemocy od silniejszych rówieśników, ale zamiast poczekać, aż poobcina im symbolicznie głowy w tekście, zabrał się do rzeczy w "męski" sposób. Intensywny trening (bokserski, zapaśniczy, ciężary) zapewnił mu dość szybko nietykalność.

Conan jest superbohaterem prehistorii. Najbardziej ze współczesnych przypomina Punishera (na potrzeby jednej historii ochrzczonego nawet "Barbarian with a gun"). Mimo okrucieństwa łatwo zdobywa sympatię czytelnika, bo świat, w którym funkcjonuje, wymaga zawieszenia zasad moralnych na kołku.

CONAN POGROBOWIEC

Jako zawodowy pisarz Howard nie stronił od chałtur, choćby pisanych pod pseudonimem pikantnych historyjek. Przez jego prace przebija gdzieniegdzie rasizm, zły smak literacki i obrazkowość. Era hyboryjska została stworzona do oglądania – dlatego szczególny blask zyskuje w komiksie. Kiczowate w tekście opisy na ilustracjach przesuwają się do wyższej kategorii. Twardziel przemierzający śnieżne szczyty w futrzanych gatkach czy odziana w stalowe bikini wojowniczka zamieniają się w zmaterializowaną fantazję. Absurd przeobraża się w konwencję i nie przeszkadza w uczestniczeniu w przygodzie. Przy wizjach graficznych Buscemy, Jusko czy Franzetty filmy z lat 80. wydają się ociężałe, pozbawione rozmachu. Nadchodzące widowisko Marcusa Nispela z pewnością poradzi sobie z podkręceniem akcji, ale czy ocali bohatera z jego okrutnym, nieco noirowym urokiem?


Robert Ervin Howard

Świat Howarda, w odróżnieniu od Śródziemia, nie miał całych dekad, by okrzepnąć literacko i filozoficznie. Pisarz zakończył życie strzałem w głowę, w wieku 30 lat, na wiadomość o krytycznym stanie zdrowia matki. Od dłuższego czasu przygotowywał się do przeskoczenia w świat "poważnej" literatury, ale depresja okazała się silniejsza od ambicji. Nie zdążył spełnić się jako literat, ale pośmiertnie udowodnił, jak inteligentnym był mistrzem opowieści.  Jego bohater zaczął żyć własnym życiem i przemierzać ścieżki, które jego twórca naprędce tylko naszkicował. Armia autorów zamieniła lakoniczne wzmianki w książki i komiksy. Inna (wroga?) armia próbowała przerobić Conana na seriale familijne, umoralniające kreskówki. Na marginesie powstały różnej jakości gry komputerowe i RPG.

Oryginalne opowiadania Howarda w pewnym okresie niemal całkowicie zniknęły z rynku, wyparte przez napisane po jego śmierci apokryfy, krótkie opowiadania rozwinięto do rozmiarów powieści. W innych przypadkach pozamieniano bohaterów i fakty tak, by móc włączyć je do barbarzyńskiego cyklu. Nie ma co rozpatrywać tego w kategoriach kradzieży – dziełu Howarda oddano w ten sposób przysługę.  Jak wielu pisarzy może o sobie powiedzieć, że są twórcami całej epoki?
Udostępnij: