Relacja

WENECJA 2017: Królowie życia

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/WENECJA+2017%3A+Kr%C3%B3lowie+%C5%BCycia-124738
W niedzielę na Lido Piotr Czerkawski obejrzał ubiegający się o Złotego Lwa komediodramat Paolo Virziego "The Leisure Seeker". Z kolei Łukasz Muszyński wybrał się na nowe dzieło Stephena Frearsa "Powiernik królowej".

***

W fajnej służbie Jej Królewskiej Mości (rec. filmu "Powiernik królowej")

Nim Harrison Ford ruszy w pogoń za replikantami w "Blade Runner 2049", a Mark Hamill odzyska miecz świetlny w"Ostatnim Jedi", widzowie będą świadkami jeszcze jednego ważnego powrotu do roli po latach. Dwie dekady od premiery "Jej wysokości pani BrownJudi Dench ponownie złoży audiencję w kinach jako królowa Wiktoria. Gdy brytyjska gwiazda po raz pierwszy przywdziała przed kamerą koronę imperium, do jej kieszeni wpadły m.in. nominacja do Oscara, Złoty Glob oraz BAFTA. Nic nie wskazuje na to, by i tym razem szacowne gremia miały przeoczyć występ legendy. Zwłaszcza że za kamerą "Powiernika królowejstanął Stephen Frears, którego każda współpraca z Denchkończyła się dotąd wizytą na gali Akademii. W 2006 i 2014 roku złota statuetka przeszła aktorce obok nosa. Do trzech razy sztuka? 


"Panią Brown" oraz "Powiernika" łączą nie tylko główna bohaterka oraz wcielająca się w nią gwiazda. Oba filmy opowiadają również podobną historię: oto monarchini nawiązuje bliską relację z człowiekiem z gminu, czym bulwersuje otoczenie. W dziele Johna Maddena chodziło o szkockiego służącego, który pomógł Wiktorii otrząsnąć się po śmierci męża. W rozgrywającym się blisko ćwierć wieku później komediodramacie Frearsa królowa obdarza względami przybysza z Indii. Abdul Karim (Ali Fazal) zjawia się na brytyjskim dworze, aby z okazji jubileuszu wręczyć władczyni podarek od swojego narodu. Sympatyczny młodzieniec ma spędzić w Europie zaledwie kilka dni. Zostaje na ponad dekadę. Wiktoria czyni go swoim "Munshi" – duchowym przewodnikiem oraz najbardziej zaufaną osobą. Jak można się domyślić, świta władczyni nie jest zadowolona z takiego obrotu spraw. Czyżby niedołężniejąca królowa do reszty zbzikowała? A może na stare lata dała się podejść i uległa wdziękom smagłego przystojniaka? Zaniepokojone utratą wpływów towarzystwo na czele z następcą tronu, księciem Albertem, rozpoczyna wojnę podjazdową z "Ali Babą". 
 
Wielka polityka i małe tęsknoty. Rozliczenie z kolonialną przeszłością Królestwa oraz słodko-gorzka opowieść o mankamentach życia na świeczniku. Zderzenie dwóch światów i refleksja (jakże aktualna!) nad stosunkiem zachodniej Europy do islamu.

Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego można przeczytać TUTAJ

***

Tak trzeba żyć (rec. filmu "The Leisure Seeker")


To było do przewidzenia. Po serii sukcesów odniesionych w Europie Paolo Virzi przystał na propozycję hollywoodzkich macherów i przystąpił do realizacji anglojęzycznego debiutu. W przypadku Włocha nie sposób mówić jednak o jakiejkolwiek zdradzie ideałów. Już filmy realizowane przez twórcę "Zwariować ze szczęściaw ojczyźnie flirtowały przecież z kinem gatunków i miały w sobie iście amerykańską lekkość snucia opowieści. W "The Leisure Seeker"reżyser umie jednocześnie podnieść te właściwości do kwadratu i nie zatracić – przypisywanej stereotypowo włoskiemu kinu – zdolności do łączenia humoru z sentymentalizmem.


Gdyby koniecznie chcieć wskazać jakiegoś patronującego najnowszemu filmowi Virziego klasyka, trzeba by postawić na Milosa Formana z czasów "Odlotu". Obu twórców zdaje się łączyć pozornie absurdalne przekonanie, zgodnie z którym starsi Amerykanie mają w sobie znacznie więcej finezji niż ich dzieci. Twórca "The Leisure Seeker" nie waha się przedstawić potomków głównych bohaterów jako nudziarzy prowadzących przewidywalne i jałowe życie. Szczególnie antypatyczne wrażenie robi Will – zmanierowany bogacz, który z wyraźnym obrzydzeniem opowiada siostrze o dniu, gdy przyłapał swoich, bardzo dojrzałych już, rodziców na uprawianiu seksu. 

Nawet jeśli brzmi to jak sytuacja mogąca przydarzyć się każdemu, niesforni bohaterowie już wkrótce znajdują znacznie bardziej spektakularny sposób na zszokowanie swych latorośli. Pewnego pięknego dnia oboje, choć pozostają ciężko chorzy, uruchamiają swego wysłużonego kampera i bez słowa pożegnania wyruszają w sentymentalną podróż po USA. Filmowana przez włoskiego reżysera odyseja sprawdza się jednakowo jako ilustracja popularnego sloganu "Tak trzeba żyć" i ciekawa wariacja na temat konwencji kina drogi. Pod pewnymi względami "The Leisure Seeker" podejmuje polemikę z prawidłami gatunku skupiającego się zwykle na celebrowaniu młodości i piękna. Z drugiej jednak strony, film Virziego powiela, obecny w klasycznych road movies, a także w dowolnym poradniku motywacyjnym, przekaz mówiący, że każdy moment jest dobry na wzięcie życia w swoje ręce.


Całą recenzję Piotra Czerkawskiego można przeczytać TUTAJ