Relacja

WFF 2012: Na piłkarskiej murawie i planie filmu porno

autor: , /
https://www.filmweb.pl/article/WFF+2012%3A+Na+pi%C5%82karskiej+murawie+i+planie+filmu+porno-89972
W piątek na Warszawskim Festiwalu Filmowym mieliśmy okazję obejrzeć dokument o Christo Stoiczkowie oraz komediodramat "Gwiazdeczka".

Boski Christo

"Bóg wciąż jest Bułgarem, ale sędzia niestety Francuzem" - mówił Christo Stoiczkow po przegranym na mundialu w Stanach Zjednoczonych półfinałowym meczu z Włochami. Arbitrowi oberwało się za niepodyktowanie jedenastki w drugiej części spotkania, jednak religijna retoryka nie jest niczym zaskakującym w przypadku genialnego napastnika. Poświęcony mu dokument Borysława Kolewa potwierdza, że podobnie jak wielu wybitnych piłkarzy (vide Maradona i jego "boska" ręka), Bułgar lubi traktować swoje sukcesy w kategoriach świętego planu.

Stoiczkow jest nie tylko najwybitniejszym sportowcem w historii swojego kraju, ale i piłkarzem, bez którego futbol lat 90. nie byłby taki sam. Szybki, silny, nieustępliwy, z niesamowitym snajperskim instynktem, siał postrach wśród obrońców rywali zarówno podczas gry w CSKA Sofia, jak i w Barcelonie, Parmie, kilku egzotycznych klubach w rodzaju japońskiego Kashiwa Reysol i saudyjskiego Al-Nassr, a także reprezentacji narodowej. Na boisku był liderem i egzekutorem, poza nim – bezwzględnym i wygadanym szydercą, do którego przydomek "wulgarny Bułgar" pasował jak ulał. Stoiczkow nie przebierał w słowach i nie kłaniał się kulom: otwarcie krytykował sędziów, pogardzał publicznie madryckim Realem, dawał wyraz nacjonalistycznej identyfikacji z Katalonią, a własnego "ojca", czyli odkrywcę jego talentu, Dimitra Penewa, wywłaszczył z sukcesu odniesionego w Stanach Zjednoczonych (kadra Bułgarii, po sromotnej klęsce 4:0 ze Szwecją, zajęła wówczas czwarte miejsce na mundialu). Bezkrytyczny był tylko wobec Johana Cruyffa. "Nauczył mnie wszystkiego" - przekonywał. W ustach Stoiczkowa to niemal miłosna deklaracja.

Trudno nie pisać o Stoiczkowie w czasie przeszłym, skoro właśnie taką optykę narzuca cierpliwie dłutujący pomnik swojego idola Kolew. Wspominający własne dzieje piłkarz to w jego filmie rubaszny mędrzec i czarujący aforysta, który swoje przeżył i wie już, jak ten świat jest poukładany. Aż chciałoby się, żeby reżyser go uszczypnął, zadał parę kłopotliwych pytań, przesunął akcent na słabo zasygnalizowany wątek batalii o niepodległość Katalonii, nadał ironiczny sens przewijającemu się na ścieżce dźwiękowej klasykowi "Nessun Dorma" w wykonaniu Jose Carrerasa. Jeśli jednak szukacie w kinie przekory, trafiliście pod zły adres: począwszy od dzieciństwa, poprzez okres nastoletni i konflikt z komunistycznymi władzami, po wielką karierę w Hiszpanii, dokument Kolewa to zapisany na celuloidzie hołd dla niezłomnego ducha. Tego akurat nie można było Stoiczkowowi odmówić – na boisku gryzł trawę. "Przygotowywał się do każdego meczu tak jak ludzie przygotowują się do wesela" - wspomina jego kolega z CSKA Sofia.

Opatrzone komentarzem Bułgara oraz jego przyjaciół piłkarskie pocztówki jak zwykle okazują się sednem podobnego kina. Bramki, asysty i dryblingi nie dostarczają już takich emocji jak przed laty, ale wciąż przypominają o poezji ruchu – esencji zarówno kina, jak i sportu.

Gwiazdeczki z amerykańskiej flagi

Ameryka z  "Gwiazdeczki" Seana Bakera to świat przedmieść z jednopiętrowymi domkami i centrami handlowymi skąpanymi w letnich, pastelowych barwach.

Prześwietlone kadry opisują przestrzeń pełną trawników i żywopłotów, gdzie staruszkowie co weekend grają w bingo a nastolatki marnotrawią czas, spędzając swoje nieustające wakacje. Ale rozleniwione terytorium opina pajęczyna przewodów elektrycznych, górują nad nim słupy wysokiego napięcia - niczym zła wróżba, niepokojący omen. Wśród niepozornych uliczek żyją też hazardziści, dealerzy narkotyków, gwiazdeczki porno.

Główna bohaterka, Jane (Dree Hemingway), mieszka w okolicy - razem z parą przyjaciół wynajmuje duży dom. Czas płynie im na imprezach i grze w gry komputerowe. Wydają się być paczką beztroskich dzieciaków na wakacyjnej przerwie od jakiegoś innego, prawdziwszego życia. Jane, przemierzając sąsiedztwo w poszukiwaniu zakupowych okazji na domowych wyprzedażach,  trafia na pewną opryskliwą staruszkę, Sadie (Besedka Johnson). W kupionym od niej starym termosie bohaterka znajduje ukrytą pokaźną sumę pieniędzy. Niepewna, czy zwrócić znalezisko nieświadomej jego istnienia właścicielce, czy raczej zachować je dla siebie, dziewczyna odwiedza ponownie starszą kobietę. Mimo początkowych zgrzytów nawiązuje się między nimi nić porozumienia.

"Gwiazdeczka" jest opowieścią o niespodziewanej przyjaźni dwóch kobiet, które pozornie dzieli wszystko. Na pierwszy rzut oka Jane to zblazowana  próżniaczka, a Sadie – zgorzkniała zrzęda - i najpierw obie widzą w sobie jedynie wady. Wbrew własnym (nie do końca czystym) intencjom bohaterka odkrywa jednak, że przebywanie ze staruszką sprawia jej przyjemność. Staje się odskocznią od brudnej podszewki rzeczywistości, z jaką styka się na co dzień w swojej pracy. Postacie kobiet ożywają na naszych oczach w bardzo dobrych kreacjach aktorskich. Dree Hemingway (córka aktorki Mariel Hemingway, prawnuczka Ernesta Hemingwaya) jest tu prawdziwym odkryciem, ale partnerująca jej Besedka Johnson również intryguje. Bez szarżowania, trzymając się letniej emocjonalnej tonacji, aktorki są w stanie odsłonić przed nami swoje postacie – z odwagą w obnażeniu cielesności, ale i z wnikliwością w portretowaniu emocji.   

Cały film jest opowiedziany w bardzo spokojny, trochę odrealniony sposób, z niewymuszonym humorem. Choć Ameryka jest tu krajem, gdzie pod nieskazitelną powierzchnią buzują demony i każdy ma w szafie jakiegoś trupa, brakuje lamentów i krzyków wznoszonych nad życiowymi dramatami. Taka jest codzienność - zdaje się wskazywać autor - herbatka w ogródku i plan filmu pornograficznego są jej równoprawnymi składowymi. Reżyserska powściągliwość Seana Bakera budzi szacunek i nadzieje na przyszłość.