9 1/2 tygodnia
10 minut do północy
3:15 - godzina kobry
KLIMAT LAT 80 w kinie ⏪🌴🏍️👠🎹🎸🏖️👓🌆📼👱🏻‍♀️🚘🕹️👖⏩
Lista klasyczna 100 tytułów
Ejtisowcy wszystkich krajów łączcie się !
100 filmów ociekających vibem lat 80. Miniówy, legginsy, tapiry, skóry, boomboxy. Młodzieżówki, komedie, horrory, filmy muzyczne, taneczne, fantastyka i masa kiczu. Sensacje, kryminały, nastrojowe wieczorne ujęcia i piękne dziewczyny. Punki, uliczne gangi, kozackie fryzy, guma do żucia i włoskie ciuchy. No i przede wszystkim obłędne ścieżki dźwiękowe tak ejtisowe jak tylko się da. Elektronika, synthpop, pop rock, glam, rap, punk ale i sporo hard rocka.
Wielkie hity, filmy mniej znane, klasa B i tandety.
Fabuła nie ważna, ważny KLIMAT :)
P.S.
Zdaję sobie sprawę, że takich ejtisów z atmosferą znajdzie się więcej. Ja proponuję symboliczną setkę.
W niektórych kręgach film kultowy. Obiektywnie to dość przeciętne widowisko, ale z ładnie podanymi scenami erotycznymi i kilkoma fajnymi piosenkami w tle. Lata 80 w pełni.
Typowy ejtisowy akcyjniak Bronsona, tu ze świetną muzą w tle i wieloma nocnymi ujęciami. Wieczorny thriller wchodzi pięknie, zwłaszcza oglądany w nocy ;)
Skóry, ćwieki, łańcuchy czyli młodzieżowa szkolno uliczna gangsterka w stricte ejtisowym wydaniu. U nas śmigał kiedyś pod tytułem "Łańcuchy 2". Wbrew pozorom jest tu więcej dramy niż akcji, ale klimacik klasy B jest jak trzeba.
Kwintesencja polskiego ejtisu. Środowiska studenckie, śliczna Marysia Probosz, imprezy, ulice nocą, dramat, narkotyki i muzyka Romualda Lipki. W tle słyszymy też Urszulę. Smutek i nostalgia zarazem.
Nie odrazu lata 80-te zbudowano. Dużo filmów z 1980 roku, a nawet niektóre z 1981, miały jeszcze w sobie sporo aury lat 70. "Żigolak" był z tych, które kładły mocne podwaliny już pod nową dekadę. Sposób kręcenia, nastrojowe ujęcia, modernistyczny bohater, muzyka synth Giorgio Morodera. Jazda obowiązkowa dla fanów ejtisowych klimatów, choć to dopiero ich początki.
Arena
1989
Totalny ejtisowy kicz. Połączenie Krwawego sportu i Babylonu 5. Kapitalny klimacik, scenografia, akcja, a w bonusie dostajemy sexy kiczowatą i na wskroś ejtisową Shari Shattuck (szkoda, że nie miała większej roli).
Czołowy kasetowy thriller lat 80. Z częściowo wieczornym klimatem, psychodelicznym Hauerem, cudowną młodziutką Jennifer Jason Leigh i doskonałą oprawą muzyczną Marka Ishama.
Jeden z tych ejtisów, w którym wystąpiło sporo zdolnych, młodych aktorów, z ówczesnego pokolenia. Większość filmu to taki trochę teledysk z imprezy. Nie każdemu podejdzie, ale dla wielbicieli 80, jazda obowiązkowa.
Czołowe włoskie post apo klasy B/C. Wbrew pozorom, ogląda się nawet nie najgorzej jak na tandetę. Ma swój urok i świetną muzykę Claudio Simonettiego. Zastanawiałem się czy w to miejsce nie dać Mad Maxa, ale tego wszyscy znają, a Barbarzyńcy są od lat w cieniu.
Azjatyckie rozpierduchy z laskami. Bez tego nie ma kina klasy B lat 80. Najbardziej znane to oczywiście trylogia "Żelaznych Aniołów", ale były też dwie części "Brygady specjalnej" i właśnie "Błękitne Anioły". Są trochę w cieniu tych pierwszych, a niesłusznie. W rolach głównych Mona Lee i Gordon Liu. Mona dodatkowo ma hot scenę śpiewanego występu. Nie przepadałem nigdy za Moną, ale ten kawałek jest super.
Noc, noc, wampiry i noc. A do tego muzyka Tangerine Dream. Fabuła nieśpieszna, atmosfera mroczna i gęsta jak krew z żyły.
Taniec, aerobik, striptiz. Ejstisy w pełnej krasie. Na soundtracku min. Bonnie Pointer, The Sparks, Boys Brigade czy The Tubes.
Dość przeciętny film, właściwie będący jedną wielką reklamówką breaka. Muza nie daje wytchnienia. Luz, zabawa, taniec.
Kolejna ejtisowa komedia sensacyjna z Azji. Laski, muza, akcja. Zero przestojów. Scena wokalno taneczna w klubie wrotkarskim - miodziuś.
Kolejna młodzieżówka z wielu wspaniałych lat 80. Kumple, rozterki i cała masa świetnych piosenek w tle.
Kolejny nasz ejtisowy szlagier, tym razem dla nieco młodszych. Podróbka klimatu zza oceanu wyszła całkiem nieźle. Soundtrack też się broni.
Ostatnie podrygi dobrego klimatycznego post apo klasy B. Potem już było gorzej. Ralf Moeller i Vincent Klyn, to byli przeciwnicy jak się patrzy.
Już sam wstęp, gdy Douglas śmiga na motorze do genialnej piosenki Gregga Allmana zwiastuje mega klimat. Dalej jest tak samo dobrze. Ostatni taki wzorcowy ejtisowy film sensacyjny z obłędną ścieżką dźwiękową.
Wieczorny vibe udziela się mocno. Cudowny kryminał z cudowną muzyką synth. Michael Mann w pełnej krasie. Klimacik aż wylewa się z ekranu.
Set lista utworów to majstersztyk tamtych czasów, a do tego tematy muzyczne Giorgio Morodera. Kawałki na wieczór, na plażę, na wszystko. Klimacik a'la Miami. A do tego świetne kreacje aktorskie. To się nigdy nie znudzi.
Kolejna kultowa włoszczyzna. Najlepszy italski shasher lat 80, znakomicie napompowany muzyką Simona Boswella i Stefano Mainettiego. Epilog jak dla mnie słabiutki, ale wcześniej ogląda się to świetnie.
Żar lat 80 aż bucha. Desing, charakteryzacja, efekty, akcja, bohaterowie. Kapitalna muza z kilkoma świetnymi kawałkami. Motley Crue, Billy Idol, Pretty Maids, Accept, Saxon. Wystarczy ? A i tak najlepszy muzyczny moment to jak gangsterka śmiga wieczorem bryką po mieście do The Adventures - Send My Heart. Sztos klimacisko.
Deskorolka, kolejny atrybut lat 80. Czemu nie zrobić o tym filmu ? Fabuła na drugim planie. Ważne popisy na deskach, świetny soundtrack i śliczna młodziutka Pamela Gidley. Dla ejtisowców, jazda obowiązkowa.
Kolejny flagowy tytuł teen movies. Kto nie oglądał i nie nucił O.M.D., niech się wstydzi ;)
Nie tak znany jak poprzednia pozycja, ale na pewno warta uwagi. Młodzi Cage i Foreman, trochę komedii, trochę podrywanka i set lista za długa by ją całą opisać. Klasa B, ale dla klimatu spokojnie można.
Cóż tu napisać ? Tytuł mówi sam za siebie. Dziewczyny chcą się bawić więc się bawią. Tańczą, kombinują i znów tańczą. Jakiś koleś do pary też się znajdzie więc spokojnie. Muza, zabawa, jest wesoło, jest romatycznie.
Linda, twarda laska kopie tyłki. Przemierza wieczorami ulice z kumpelami. Niestety znajdą się i ci źli co lubią krzywdzić. Uliczno punkowy klimat rewelacja. Na drugim planie sama Linnea Quigley, w dość nietypowej dla siebie roli. Koniecznie.
Trzy totalnie ejtisowe laski (Zuniga, Madsen, Gibb), a każda w innej stylówie (!) + jeden koleś + jedna wielka impreza. Fabuła znów kuleje, ale ogląda i słucha się przednio.
Zakochany komputer. Czyżby pierwowzór dzisiejszych filmów o AI ? Synthopowy wakacyjny klimat. Mogli dać ciekawszego głównego aktora no ale trudno.
Cudowny kicz naładowany świetnymi popowymi piosenkami. Trzeba przymknąć oko na kilka rzeczy i po prostu się bawić. Zaczyna się od wielkiego szlagieru Mike'a Brady "Victory" a kończy wielką groteskową rozpierduchą.
Z biegiem czasu nabrał kultowości. Uroczo tandetny i absurdalnie głupi, ale wspaniale podłożył podwaliny pod cały ejtisowy kicz. Syntezatorowo-gitarowa muzyka Queen wielkim dodatkowym atutem.
Klasyk. Przeboje, taniec i teatralna atmosfera. Ejtisowa aura na każdym kroku. Cynthia Rhodes na drugim planie, jako Tina Tech wymiata.
Tutaj niewiele da się napisać. Muzyczno taneczne arcydzieło lat 80. I to bez kiczu i tandety. To naprawdę świetny film.
Młodzież, rozterki, gangsterka i muzyka. Następna żelazna pozycja ze Spaderem. A Kim Richards to kolejna ejtisowa żyleta.
Wzór konspekt familijnej przygodówki. Kino nowej przygody w pełni.
Cudowne, frywolne, dekadenckie, psychodeliczne, humorystyczne. Stara szkoła animacji i komiksu. W tle Blue Öyster Cult, Stevie Nicks, Cheap Trick, Nazareth, Black Sabbath, Devo i kilku innych.
To jakby kontynuacja klimatu z "Krwawego sportu". Znów kapitalna muza Paula Hertzoga i kapitalne łzawe przeboje Stana Busha. Tyle, że akcja z Hongkongu przenosi się do ejtisowej Tajlandii. Tylko chłonąć.
Kolejny z wielu ejtisowych slasherów, ale tym razem z małym wątkiem demonicznym. Sporo lasek, dobra akcja. Niby dlaczego warto akurat tego spróbować ? Nie musicie wałkować całego jak widzieliście już wiele slasherów, ale koniecznie trzeba zarzucić sobie teledyskowy prolog z hard rockowym występem White Sister i małą rólką Danielle Kiraly (kolejnej mega ejtiski). Ten prolog to kwintesencja komercyjnej strony lat 80. Niemal pachnie Jacksonem.
Jeśli chodzi o ejtisowe ekranowe wybryki Madonny, to z pewnością większy sukces odniósł "Rozpaczliwie poszukając Susan", ale jest to komedia dość konwencjonalna z raczej zbalansowanym klimatem. "Who's That Girl" już przechyla się w stronę kiczowatej groteski. Soundtrack też jakby lepszy.
"I am the future" Alice Coopera na początek, a potem zaczyna się jazda. Punkowe wyrzutki znów w roli tych złych. Absolutny klasyk o szkolnej przemocy.
Film miał premierę w 1990, ale całkowicie osadzony jest jeszcze w klimacie lat 80. Młodzieżowe gangi kontra szkolne cyborgi. Rewelacyjny design, muzyka i akcja. Soundtrack zamyka kapitalny utwór Midge'a Ure'a. Hit jakich mało.
Typowy przebój kinowy z kapitalnym wakacyjnym klimatem. Chyba ostatni film Cruise'a z tym charakterystycznym vibem 80s. Później już przerzucił się na nieco poważniejsze rzeczy.
Kiczowata ramotka z obłędnie durną fabułą. Ale klimacik nie odpuszcza ani na chwilę. Pia Zadora śpiewa i tańczy. Absolutny klasyk "złych filmów".
Wszystkie części 1-5 to absolutna kwintesencja ejtisowego pop horroru. Dałem przykład czwórki, bo jest tam świetna, trochę niedoceniona muza Craiga Safana, jednego z tych kultowych twórców synthu dla kina klasy B (Remo, Legenda o Billie Jean, Ostatni gwiezdny wojownik, Koszmary, Zamroczenie).
Kolejny młodzieżowy zapomniany dramat. Rozterki przy dźwiękach muzyki Safana i piosenek Divynyls, Pat Benatar, Billy Idola czy Wendy O. Williams.
Snujący się klimatyczny horror dramat z piękną Nastasją i muzyką Giorgio Morodera.
Taka tam luźna szpiegowska historyjka klasy B. Ale tym razem ejtisy po europejsku. Berlin lat 80. A w tle Nik Kershaw, Hubert Kah czy Bronski Beat. Młoda Linda Fiorentino i klimatyczny romansik.
Kolejny mocny fundament pod lata 80. Tym razem thriller, slasher z kilkoma mocnymi scenami, nocną grozą, świetnym Spinellim i muzyką synth Jaya Chattawaya (speca od sugestywnej wieczornej muzy).
Jak w tytule. Mocny ejtisowy klimat amerykańskiego Hard & Heavy. Kultowy horrorek wielbicieli tego gatunku.
Uliczna gangsterka. Śpiewają, tańczą, biją. Cały ten gangsterski blichtr nieco disneyowski jak z teledysków Jacksona, ale ejtisowo jest aż dusznie. Grają min. Shannon, Kurtis Blow, The Fat Boys, Michael Sterling, The Press. Dla wielbicieli funku, r&b, dance, rapu.
Kolejne muzyczo nastolatkowe dziełko. Taka sobie komedyjka ale ogląda się i słucha świetnie. W tle piękne dziewczyny i soundtrack wyładowany ejtisowym popem.
I tym razem trochę poważniej. W obsadzie, plejada młodych gwiazdek w nostalgiczo, dramatyczno, kryminalnym daniu podlanym klimatycznym muzycznym sosem autorstwa Thomasa Newmana (Rozpaczliwie poszukując Susan, Dziewczyny chcą się bawić, Światłość dnia, Straceni chłopcy). Dodatkowa atrakcja, konkurs pod tytułem "Znajdź Brada Pitta".
Wielka rozbuchana zwizualizowana płyta "Bad". Jacko jak to Jacko. Grać nie umiał. Ale reszta jego popisów, petarda. Zwłaszcza cały motyw z królikiem. Sam film trąci kiczem i kiepską fabułą, ale czy to aż takie ważne ?
Taneczno, wokalno, rewiowa bomba. Chaos goni chaos. Jedna wielka balanga, a muza zapieprza aż miło. Szczerze mówiąc sam już nie pamiętam o co tam chodziło. Ale pamiętam wokalny numer Malcolma McDowella, jako lidera glamowo hard rockowej kapeli. To jest tak złe, że aż bardzo dobre. Takie rzeczy tylko w latach 80.
Dziecięce fantasy opatrzone rewelacyjną ścieżką dźwiękową autorstwa super duetu Giorgio Morodera i Klausa Doldingera. Absolutny przebój kinowy i piękne staroświeckie ejtisowe efekty.
Prosta historyjka z jak zawsze zbuntowanym Shefferem i ładną Madsen (następna ejtisowa żyleta). Jest słodko romantycznie, słodko dramatycznie. 100% 80 vibe.
To już nie tyle film młodzieżowy, co film o młodych ludziach, pierwszym pokoleniu ejtisowego hedonizmu i modernizmu, które weszło w dorosłość. Obraz kultowy, choć w gruncie rzeczy scenariusz do wybitnych nie należy. To kolejny film, który ogląda się dla sentymentu, klimatu, obsady i prostej miłości do lat 80.
Kultowy pastisz biografii fikcyjnego zespołu heavy metalowego. Jest metalowo, jest glamowo, jest inteligentnie zabawnie. Gitarowe lata 80.
Absolutny klasyk kaset VHS prosto od Sergio Martino, króla dobrej włoskiej klasy B śmigający jako "Paco, maszyna do zabijania". Nieźle zrobiona tandeta z kolejną kapitalą ejtisową muzyką Claudio Simonettiego (Świt żywych trupów, Barbarzyńcy roku 2019, Zginiesz o północy, Opera).
Nie ma lat 80 bez "Piątku". Dlaczego akurat ta część ? Bo jest kapitala, najlepsza od czasu 1 i 2, choć tu już mniej dramatu, a więcej typowego ejtisowego pop horroru. Dynamiczna jazda, żadnych przestojów, wkurzony Jason, śliczna Jennifer Cooke + jej koleżanki, muzyka Mistrza Manfrediniego a na koniec sam Alice Cooper w rewelacyjnym flagowym utworze serii "He's Back".
Muzyczny trójkąt, w tym dziewczyna która zamierza zrobić karierę. Dylan, rzecz jasna ma sceny śpiewane. Do tego młody Everett i fura dobrej muzy.
Horor komedia. Szczerze mówiąc taka sobie, ale ma kilka niezłych momentów. Ejtisowa szkoła i obowiązkowy bal. A scena tańca Jima i Karen, mistrzostwo.
Absolutnie topowa komedia lat 80. Doborowy zestaw czołowych komików tamtych czasów, fajny scenariusz, trochę kiczu, no i muza.
Nieco zakręcona (czy też pokręcona) komedia z młodymi Keanu i Lori. Patrzy się na nich świetnie ( nie tylko w scenie tańca). Sporo wieczornego klimatu, ale mniej nostalgicznego a bardziej jajcarskiego. Muza jak trzeba. Po prostu dobry film ze starym vibem.
Kolejny młodzieżowy horror, który doczekał się statusu kultowego. Ciut się ciągnie, ale klimacik zwłaszcza w wieczornych scenach kapitalny. A do tego młoda Marcy (czyli Amanda Bearse) i kapitalny jak zawsze, anachroniczny Roddy McDowall, odnajdujący się w ejtisowym świecie.
Cóż tu napisać. Wielki przebój. Kwintesencja młodzieżowego Kina Nowej Przygody. Poziom dla dzisiejszego kina nieosiągalny.
Przekrój ejtisowej nowofalowej mody młodzieżowej. Świetne lokacje, śliczne dziewczyny, wartka akcja i zombie. Rewelka soundtrack z obłędnym "Tonight (We'll Make Love Until We Die)" na czele. Rok 1985 był kopalnią niesamowitych popowych horrorów.
Popłuczyny po "Gorączce sobotniej nocy". Zderzenie 70 i 80 wypada dość przeciętnie, ale na tańczącego Travoltę zawsze można popatrzeć. Wprawdzie jest tu i Bee Gees w tle, ale już wyraźnie flirtujący ze stylistyką lat 80. Dominują przeboje w stylu "Far from Over" Franka Stallone. Jego brat Sylvester Stallone wyreżyserował film i nie odmówił sobie występu cameo. Ale w tym przypadku nie trudno go znaleźć.
Soundtrack wyładowany piosenkami (zaplątali się tu nawet The Beatles i Frank Sinatra). Po za tym flagowe dzieło duetu Feldman - Haim i totalny ejtisowy luz.
Wariacka durnowata komedyjka wprawdzie z 1990, ale również mocno osadzona w poprzedniej dekadzie (choć momentami kładzie już deski pod klimat 90). R&B, rap, new jack swing, funky, czyli tym razem czarne klimaty. Kto lubi niech wbija na imprezę.
Kapitalne dzieło rodem z Australii. Niedaleka przyszłość, obłędne stylówy, punkowy klimacik i bohater, który przypadkiem wpadł w kłopoty. A wieczór w kinie samochodowym, z dziewczyną, zapowiadał się tak fajnie. Kto nie widział, a kocha 80s niech czym prędzej zapieprza do kina, razem z bohaterem.
Słaby film z wielkim hitem. Dla fanów Prince'a, ale i dla tych którym podobał się album "Purple Rain". Śpiewają też inni artyści ze stajni Prince'a.
Film nie tylko dla fanów Die Ärzte. Mamy tu krótki przekrój, punkowo / nowofalowo / NDW, niemieckiego klimatu połowy lat 80. Jest absurdalnie, jest wesoło, jest głośno. W tle pojawia się też Nena z zespołem.
Muzyczna jazda z Jonem Miki Thorem (THOR) w roli głównej. Heavy / Power / Glam dudnią z głośników. Po za tym to typowy "zły film", który zyskał sporo kultowości. Niezły vibe ejtisowego złego smaku. Jest beka.
W odróżnieniu od części 1 i 2 wykutych gdzieś w melodramatyczności lat 70, części 3 i 4 to już typowa popowa jazda rodem z 80s. Jest płytko, ale i szalenie efektownie. Muza zawsze była atutem wszystkich czterech części, a w tej jest jeszcze ikoniczna postać Ivana Drago. Kwintesencja kasetowego przeboju.
Szczerze mówiąc, nie jestem fanem tego tytułu. Ale fakt jest taki, że zyskał on status flagowej młodzieżowej produkcji pierwszej połowy lat 80 i sprawił, że zaczęto pisać o Cruizie. Na plus na pewno Tangerine Dream i trochę ujęć. Gdzieś czytałem, że podobno wcześniejsze nastolatkowe filmy zbyt przypominały jeszcze mentalnie lata 70. "Risky Business" i inne kształtowały już nowy archetyp i popkulturę lat 80. Krótko mówiąc, młode pokolenie krzyczało: "Teraz My !"
Salsa
1988
Tym razem duszny ejtisowy hot klimat latino. Uboga siostra "Dirty Dancing" i "Footloose", od twórcy "Lodów na patyku". Koszmarne aktorstwo, zwłaszcza chłopięcej części obsady. Czy w ogóle warto obejrzeć ? Wielbicieli latino przekonywać nie trzeba. Piosenki i taniec całkiem w porządku. Więc można się przemęczyć .
Nie moglo zabraknąć Zalmana Kinga, mistrza dusznego, gorącego klimatu. Z reguły ceni się wyżej jego następny film "Dzika orchidea". Ja wolę "Spotkanie". Klimat można kroić siekierą, zwłaszcza ujęcia nocne, podrasowane świetną muzyką Jonathana Eliasa. Trochę to taka kiczowata bajka, ale z niesamowitym vibem. No i młodziutka Sherylin Fenn.
Kolejny klimatyczny horror. Sporo wieczornej aury. Rewelacyjny soundtrack. Dobre role młodych aktorów. Seans obowiązkowy.
Trochę to taki wyrób z MTV 18+. Fabuła przaśna i nieważna. Właściwie to jeden wielki długi muzyczny teledysk promujący striptizowe kluby. Nadający się do oglądania jednym okiem podczas jakiejś roboty przy kompie.
Typowa ejtisowa atmosfera wakacyjna. Muza, laski, podrywanko, zakłady kto lepszy itd... Niby nic wielkiego, a się ogląda.
Zmiana klimatu na plażowo, wieczorny neo noir. Momentami jest gorąco. Muzyka Pino Donaggio, a w śroku efektownie wpleciony "Relax" Frankie Goes to Hollywood. Szkoda, że De Palma później przestał kręcić w tym stylu i gatunku.
Puszczany w TVP i na kasetach pod pamiętnym tytułem "Wielki skok". W sumie powstało 5 części, z czego 1-4 to absolutna klasyka azjatyckiej komedii akcji. Dobra muza, dobre tempo, humor, kapitalni bohaterowie. Po prostu trzeba. Jak to mówi poeta: teraz już takich nie robią.
Ejtisowy klimat aż wylewa się z ekranu. Ten bardziej ponury, wieczorny, momentami nostalgiczy. Brad Fiedel wspiął się tu na wyżyny. Moment w którym Sarah wchodzi do hard rockowej knajpy, grzeje muza, a ona schyla się nieświadomie unikając wzroku 101 i za chwilę zauważa Reesa, po prostu Arcymistrzostwo i sztandarowy przykład kręcenia symbolicznych scen w latach 80. Rzecz jasna nie wszyscy osiągnęli podobny poziom, ale sporo fajnych ujęć powstało.
Kolejny, niestety nieliczny przykład z Polski. Atmosfera rockowo-jarocińska. Trochę kulis, letnia fabuła, po prostu fajny bezpretensjonalny zapis muzycznego klimatu w Polsce lat 80. W tle widzimy min. Lady Pank, Oddział Zamknięty, Dezertera czy brytyjską gwiazdę Classix Nouveaux. Grażyna Trela to jedna z tych aktorek, która też doskonale kojarzy się z polskim ejtisem.
Przebój kina klasy C. Flagowy projekt wytwórni Troma. Tandeta nie dla każdego, ale warto spróbować.
Kumple, samoloty, kobieta, motor, lotnicze kurtki, wieczór i "Danger Zone" z głośnika. Klimacisko wymiata. Chyba każdy oglądał, ale nie wypada nie wspomnieć.
Tym razem ejtisowy klimat futurystyczny. Przerysowany, idiotyczny, komiksowy. Dobra przaśna zabawa z fajną obsadą i muzyką Harolda Faltermeyera.
Film mocno ejtisowy, a jednocześnie design przypomina raczej lata 50. Tak czy owak Walter Hill nakręcił małe arcydziełko akcji, okraszone świetną muzą, świetnymi postaciami i mnóstwem zabawy.
Następna tandeta lat 80, tym razem od Mistrza klasy B/C, Alberta Pyuna. Nie tak kultowa jak "Flash Gordon" czy "Kosmici grają rocka", ani tak znana jak późniejsze produkcje Pyuna. Ale jest trochę beki przy dobrej muzie. Polecam odpornym na kiczowate gnioty.
Widmo
1986
Kultowy teen movie z elementem SF. Ładne dziewczyny, młodociane męty w niezłych stylówach, warkot silników i soundtrack naszpikowany gwiazdami.
Jezusicku, istne ejtisowe szaleństwo. Czego tu nie ma. Komedia, akcja, chińskie demony, kung fu, świetna muza Carpentera, Kurt Russell w najlepszej formie i młoda Kim Cattrall. Jeden z moich ulubionych filmów. Jeszcze w PRL, zdążyłem być na nim trzy razy w kinie. P.S. Jeżeli ktoś ufa mojemu skromnemu doświadczeniu, które może tu być jakąś wskazówką, to nie oglądajcie tego filmu z nowymi przekładami, albo ripem ze starego VHS. Najlepsze kozackie teksty i dobry lektor są na wersji TVP z 1996 roku (czyta Szydłowski, tłumaczył Lesisz). Reszta przekładów strasznie spaskudziła film.
Kolejny film wakacyjno sportowy. Były samochody, deskorolki, bmx-y, teraz przyszedł czas na surfing. Hawaje, piękne dziewczyny, popisy na desce, w tle Pseudo Echo, Chris Isaak, Killing Joke, Journey i wiele innych klimatycznych kawałków. Czy fabuła jest tu aż taka ważna ? :)
Kolejna młodzieżówka z plejadą młodych aktorów. I wdzięczny temat lat 80 czyli zmagania sportowe + rzecz jasna trochę romantyki. Magia ejtisowego kina, czyli fabuła płytka, a ogląda się świetnie.
Chyba najsłynniejszy przykład Buddy Movies lat 80 z tym typowym dla dekady, komediowym sznytem. Jest wiele głosów mówiących, że druga część jest lepsza. Ja myślę, że po obie koniecznie trzeba sięgnąć, studiując ejtisy.
Lekka kryminalno policyjna historia. Z charakterystycznym vibem 80s, młodzi aktorzy, klimatyczne sceny, wieczór, sportowe wozy, muzyka Poledourisa, rozterki, romantyka. Niby nic, a po prostu przyzwoity ejtisiak.
Początki Michaela Manna, a już widać rękę i styl czołowego twórcy ejtisowego klimatu. Tu jeszcze nie ma młodzieży, jeszcze aktorsko dźwiga to stara kadra z lat 70, ale to absolutnie nie wada. Tangerine Dream maluje muzyczne tło. Sporo powolnych ujęć. Dramat pachnący jeszcze trochę latami 70, ale już mocno przebija się ejtis.
Reżyser nie miał zbyt dużego doświadczenia, wcześniej zrobił jedynie kilka dość popularnych scenariuszy (Chłopiec w plastikowej bańce, Błękitna laguna, Oficer i dżentelmen), ale udało mu się nakręcić niezwykle klimatyczny film. Sztampowy romans z wątkiem kryminalnym w tle. Ma coś w sobie z neo noir. Typowy ejtisowy produkt przeznaczony bardziej do spędzenia miłego wieczoru (nocy) niż głębszych przeżyć. Przystojny Steven Bauer, klimatyczna muzyka Faltermeyera (choć jeśli chodzi o piosenki to śpiewają głównie panie), kilka sztampowo sensualnych ujęć, powolne tempo ale z finałem. Naprawdę fajna rzecz dla zbieraczy ejtisowych pereł.
I kolejny romanso dramacik ze sportem w tle. Lata 80 kochały sport na ekranie (głównie młodzieżowy), choć większość z tych historii była w 100% przewidywalna. Jak zawsze świetny soundtrack i pyszne dziewczyny.
Friedkin, jeden z symboli lat 70, z różnym rezultatem radził sobie w kolejnej dekadzie. Trochę dość niespodziawanie w 1985 zrealizował jedną z lepszych ejtisowych sensacji. Pojedynek policjant vs przestępca, był już kilka razy rozgrywany w kinie przed i kilka po, ale ten podany w niezwykle klimatycznym ejtisowym sosie zdecydowanie się wyróżnia. To nie kino akcji i rozpierduchy. Jest wolno, sensualnie i z pięknie sfotografowanym obrazem. Świetne kino na późny wieczór.