Oglądając film, w głównej mierze zwróciłem uwagę na kadry, które unikając słów, w wydźwięku mocno podkreślają problematykę. Przykładem jest scena, gdzie Terry Malloy (Marlon Brando) rozmawia z Edie Doyle (Eva Marie Saint), a ich rozmowa jest zagłuszana przez stukot portowej maszyny. Jej jednostajny rytm przypomina bicie serca, co na ekranie łączy się z dramatycznymi emocjami na twarzach bohaterów. Ciekawa jest też progresja postaci. Terry przechodzi przemianę, a gdy stopniowo dowiadujemy się o jego przeszłości, powoli zarysowuje się też jego tragizm. Inną ciekawą kreacją jest ksiądz (Karl Malden) chce pomóc pracownikom i wie, że musi się „ubrudzić” do tej roboty, co łączy się z jego bezkompromisowością. Zapamiętałem scenę, gdy po ostatnim namaszczeniu wyjeżdża windą ładowniczą ze stanowczą miną i papierosem w ustach. To wszystko umieszczone jest w portowej brzydocie świata, miejscu na tyle ciasnym, iż nie wygląda, jakby mogło zmieścić się tam jakiekolwiek przeciwieństwo. więcej