"Guardians of the Galaxy" - graliśmy w pierwszy epizod

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/%22Guardians+of+the+Galaxy%22+-+grali%C5%9Bmy+w+pierwszy+epizod-122769
Jako że niedługo pojawi się w kinach druga część "Strażników galaktyki", Telltale Games przygotowało kolejną epizodyczną grę w klimatach marvelowskiego uniwersum. Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej.


"Guardians of the Galaxy" to paradoksalnie jeden z mniej udanych produktów Telltale. Wynika to z samej konstrukcji gier tego studia. Ślamazarna, niemal obyczajowa atmosfera świetnie sprawdza się w takich grach jak smętne "The Walking Dead" czy neo-noirowe "The Wolf Among Us". Przestaje jednak działać, gdy mamy do czynienia z grą opartą na bardzo dynamicznym filmie, jako żywo przypominającym nurt Nowej Przygody. W grze próżno szukać takiego napięcia, dynamiki, wybuchowych scen i ciętych dowcipów. Produkcja Telltale jest niestety przebranym dla niepoznaki w marvelowską skórkę "The Walking Dead" – ma to samo ślamazarne tempo i podobnie skupia się na pogaduszkach bohaterów. W zasadzie jedyna scena akcji jest na początku, kiedy nasi bohaterowie tak po prostu zabijają Thanosa. Pomijając już absurdalność tego pomysłu, ciekawe wydaje się pokazanie wydarzeń "po napisach", czyli tego, co wydarzyło się po pokonaniu złego. Za same chęci Telltale dostaje ode mnie plusika. Gorzej niestety z realizacją tego planu.


Struktura rozgrywki jest dość klasyczna w obrębie gier Telltale. Można by te gry nazwać od biedy przygodówkami, ale bliżej im do japońskich visual novel, w których niewiele mamy interakcji w ramach mechaniki, a sporo czytania i przysłuchiwania się temu, co robią bohaterowie. Wszelkie intensywniejsze momenty realizowane są przez sekwencje QTE (quick time events), czyli wciskanie w odpowiedniej chwili konkretnego przycisku na klawiaturze. Warto wtedy zwracać uwagę na ekran, bowiem wyświetlane podpowiedzi na początku mogą być nieco nieczytelne, jako że pojawiają się w różnych miejscach. Z reguły chodzi o wciśnięcie np. jednego z kierunków przypisanych do klawiszy WSAD bądź E czy Q na klawiaturze. Poza sekwencjami akcji w grze głównie gadamy i raz na całą grę używamy jakichś przedmiotów. Nie ma co udawać, że "Guardians of the Galaxy" leżało w tym samym magazynie co gry przygodowe. Bardzo dużo tu gadania i ewentualnych wyborów, które potem porównywane są z tym, jak zdecydowała społeczność gry. Niewiele natomiast mamy eksploracji miejscówek czy żonglowania przedmiotami. Kto wie, być może w następnych epizodach pojawi się nieco więcej urozmaiceń rozgrywki, ale nie nastawiałbym się na zbyt wiele. Telltale od lat pokazuje, że woli skupiać się na rozmowach między postaciami i nielicznych interakcjach z otoczeniem.


Wizualnie "Guardians of the Galaxyprezentuje się nie najgorzej i chyba wreszcie wyzbywa się charakterystycznego dla gier Telltale okazjonalnego spadku liczby klatek na sekundę. Być może wersja pecetowa jest bardziej dopracowana albo twórcy wreszcie nauczyli się cyzelować silnik swoich gier. Z głosami nie jest już tak różowo, bo mają tradycyjne dziwaczne pauzy pomiędzy wypowiedziami, w dodatku nie są to te same osoby, których głosy znamy z filmu. Całość jak na razie nie wybija się za specjalnie ponad pewien poziom rzetelności, jaki charakteryzuje gry Telltale.

Na razie oczywiście za wcześnie na jakiekolwiek werdykty, zwłaszcza stanowcze. Największy problem z "Guardians of the Galaxy" jest jednak taki, że owszem, zaczyna od trzęsienia ziemi, tyle że później napięcie nie zdąży urosnąć, bo mamy dwie godziny przebijania się przez ogólne marudzenie bohaterów. Można to złożyć na karb gry epizodycznej i mieć nadzieję, że kolejne odcinki przyniosą nieco superbohaterskiej akcji oraz dynamiki. Obecnie bowiem po przejściu tego jednego epizodu nie ma się ochoty na więcej, szczególnie jeśli czekają nas kolejne rozterki Gamory, suchary Draxa i kwękanie Rocketa.
Udostępnij: