James Franco nie podnosi nogi z gazu.
"Zeroville" to tytuł jego nowego filmu, do którego część zdjęć powstała w trakcie kończącego się właśnie festiwalu w Wenecji. "To niewielki projekt - powiedział reżyser - być może pokażemy go tu w przyszłym roku".
O to akurat
Franco może być spokojny. Jest ulubieńcem weneckiego festiwalu, na którym pokazał właśnie drugą już adaptację Faulknera swojego autorstwa,
"The Sound and the Fury" i odebrał nagrodę Jaeger-LeCoultre za osiągnięcia reżyserskie w 2014 roku. W
"Zeroville" gościnny występ zaliczył też dyrektor festiwalu, Alberto Barbera.
"Zeroville" oparte jest na powieści Steve'a Ericksona z 2007 roku. Jej bohaterem jest Jerome, 24-letni student, który przyjeżdża do Hollywood w roku 1969 w nadziei na karierę w branży filmowej. Wkrótce zostaje wziętym montażystą i wchodzi na ścieżkę wiodącą ku autodestrukcji.
W głównego bohatera wciela się sam
Franco. Barbera z kolei gra sam siebie. Do spotkania obydwu postaci dochodzi w Sali Grande weneckiego kompleksu festiwalowego na wyspie Lido.