Kraina krwią i miodem płynąca. Relacja z eventu "Assassins Creed Valhalla"

autor: /
https://www.filmweb.pl/news/Kraina+krwi%C4%85+i+miodem+p%C5%82yn%C4%85ca.+Relacja+z+eventu+%22Assassins+Creed+Valhalla%22-140126
Kraina krwią i miodem płynąca. Relacja z eventu "Assassins Creed Valhalla"

Z narastającą zazdrością patrzyłem, jak ekipa odpowiedzialna za nadchodzące "Assassins Creed" spaceruje po skandynawskich wzgórzach, bo przecież zanosi się na to, że lada chwila samo wyjście do osiedlowej Biedronki będzie dla nas niczym wyprawa stulecia.




Całe szczęście, że, jak to mawiają egzaltowani (lub znudzeni) dziennikarze kopiujący zgrabne komunały, niebawem i my będziemy mogli się tam przenieść. Ba, bezpośrednie porównanie stop-klatek z rozgrywki oraz zdjęć wykonanych na miejscu przez ludzi Ubisoftu faktycznie nastraja optymistycznie. Jak powiedział odpowiedzialny za design środowisk Philippe Bergeron, gdyby człowiek na własne oczy nie zobaczył tego wszystkiego, choćby na fotografii, to potem, siadając przed kompem czy konsolą, nigdy by nie uwierzył, że faktycznie tak natura mogła tak wyrzeźbić te srogie góry i rozległe równiny. Skrzyknięte tuż przed premierą gry online'owe spotkanie z twórcami nadciągającej "Valhalli", na które zaproszono dziennikarzy z całego świata, nie było jednak kolejną prezentacją reklamową okraszoną fikuśnie zmontowanymi zwiastunami.


A przynajmniej nie tylko. Bo podczas tych czterech godzin spędzonych z ludźmi z montrealskiego studia Ubisoftu, z aktorami podkładającymi głosy pod Eivora/Eivor, z brytyjskimi i francuskimi historykami oraz, co ucieszyło mnie bodaj najbardziej, z liderem Wardruny, zasypano nas informacjami odnośnie do kontekstu gry. Background ten nie jest, oczywiście, obowiązkowy, aby grać i czerpać radochę z tego, co dzieje się na ekranie, lecz dla mnie, z perspektywy czysto zawodowej, było to doświadczenie odświeżające i odmienne od zwyczajowych PR-owych bajań.

Czyli, zamiast zaprezentować kolejne materiały z gry i wychwalać zastosowane mechaniki, o samym gameplayu powiedziano niewiele, ale, umówmy się, rozmawiamy przecież o "Assassins Creed", czyli, mówiąc bez złośliwości, wiemy, z czym to się je. Lwią część spotkania poświęcono kontekstom historycznym oraz stronie fabularnej. Po kolei: mamy drugą połowę dziewiątego stulecia naszej ery, a bohaterem lub bohaterką (płeć możemy wybrać sami i, co więcej, zmienić naszą decyzję, kiedy tylko nam się zamarzy) gry jest Eivor z Klanu Kruka, który z innymi wikingami rusza podbić brytyjskie ziemie. Jak tłumaczyli obecni na spotkaniu z prasą eksperci, kobiety co prawda, choć pełniły ważne funkcje i opiekowały się osadami podczas nieobecności mężczyzn, a także zarządzały, na przykład, sprawami handlowymi, rzadko pojawiały się na polu bitwy. Lecz nikt jednak nie udaje, że "Assassin's Creed Valhalla" to dokument historyczny. Prócz miejscowych na swojej drodze spotkamy nie tylko tajemniczego asasyna Basina i jego ucznia (wówczas bractwo nazywano jeszcze Ukrytymi), ale i Zakon Starożytnych, czyli późniejszych Templariuszy.


To nie wszystko, bo fantazja zderza się z rzeczywistością dość niespodziewanie na poziomie mitologicznym, gdyż, jak zapowiedziano, pojawi się tam nawet sam Odyn, a wytrwali znajdą także legendarny oręż, jak chociażby miecz Excalibur. Nie zmienia to faktu, że historyczna akuratność była dla ekipy istotna, stąd nie będziemy biegać w słynnych hełmach z rogami, które, jak tłumaczono, pełniły funkcje ceremonialne i to w zupełnie innych czasach. Jeśli wierzyć zapewnieniom, oddano także wiernie codziennie życie wikińskich klanów, czyli osady znajdziemy pobudowane tylko blisko morza, otoczone nieprzebytymi górami, a rozmawia się tam nie po angielsku, lecz po staronordycku. Również architektura odpowiada jeden do jednego temu, co i dzisiaj można znaleźć w Norwegii, bo obfotografowano i wymodelowano dalej stojące tam drewniane domy czy świątynie. Oczywiście za morzem wszystko wygląda zupełnie inaczej i przy podboju Anglii natkniemy się nie tylko na zielone pastwiska (jak mówił scenarzysta serii Darby McDevitt, wikingowie musieli być zaskoczeni, kiedy zobaczyli tyle owiec), ale i twierdze, klasztory i całe miasta, a także ikoniczne dla tego zakątka świata miejsca jak las Sherwood czy Stonehenge.

Istotnymi inspiracjami była także, oczywiście, popkultura, szczególnie popularne seriale telewizyjne "Wikingowie" i "Upadek królestwa"; w tym drugim grał zresztą duński aktor Magnus Brunn, podkładający głos pod męską wersję Eivora. Ale twórcy gry korzystali przede wszystkim z tego, do czego dokopali się i co zobaczyli sami. Montrealska ekipa Ubisoftu już przed trzema laty przemierzyła kawał Norwegii, Danii i Anglii, douczając się historii, architektury i wszystkiego, co konieczne, aby na podstawie godzin filmów oraz dwudziestu pięciu tysięcy zdjęć z podróży odtworzyć nie tylko budynki, ale i statki, dźwięki i zwyczaje. Muzyka została skomponowana przez nieobecnych niestety na spotkaniu Sarę Schachner i Jaspera Kyda oraz Einara Selvika z Wardruny, który dał nawet króciutki koncert. Selvik gra na instrumentach z epoki i już na podstawie zaledwie tych paru minut odsłuchu można stwierdzić, że soundtrack będzie znakomity.


Mechanika gry wymusiła też, rzecz jasna, parę rozwiązań ahistorycznych, czyli na wyposażeniu Eivor/a będzie ukryte ostrze, skryjemy się pod kapturem, a towarzyszył nam będzie kruk. Bo to nadal "Assassins Creed", na dobre i na złe. Twórcy mówili jednak sporo o minigrach, które będą towarzyszyć rozgrywce, a z których na szczególną uwagę zasługuje Orlog, czyli nic innego jak wikińskie kości. Zdradzono również, że z season passem otrzymamy dostęp do historii dziejącej się na terenie Irlandii; naszym zadaniem będzie rozwiązać tajemnicę druidzkiego kultu. Gra będzie gotowa akurat na premierę nowego Xboxa, czyli 10 listopada, ale pogramy i na konsolach z bieżącej generacji. "Valhalla" wygląda naprawdę obiecująco, lecz zaczekajcie na naszą recenzję.
Udostępnij: