Ridley Scott promuje właśnie swój nowy film, "Gwiazdozbiór Psa", i jak zwykle nie przebiera w słowach ani nie gryzie się w język podczas wywiadów. Reżyser powiedział właśnie, że uważa się za influencera, że chciałby nakręcić musical, i że w Hollywood nie dzieje się obecnie nic ciekawego. Ridley Scott nie uważa się za filmowca?
Getty Images © Axelle/Bauer-Griffin Opowiadając o swoich metodach pracy,
Scott – twórca takich klasyków jak
"Obcy - 8. pasażer Nostromo", "
Łowca androidów" czy "
Thelma i Louise" – powiedział:
Za każdym razem jestem podatny na zranienie. Nie chcę też się powtarzać i wszystkie moje filmy trafiały w dziesiątkę. Często byłem o krok przed wszystkimi. A kiedy jesteś o krok przed wszystkimi, jesteś influencerem. Więc nie jestem filmowcem, tylko influencerem. Zapytany o swoje plany,
Scott odparł z kolei:
Nigdy nie nakręciłem westernu. Obsadziłem Hugh Jackmana w swojej adaptacji "Wyspy skarbów". Chcę też nakręcić musical i mam w planach cudowny film o afrykańskim słoniu. Reżyser skrytykował też współczesny hollywoodzki krajobraz:
Słuchajcie, wszystko jest teraz o zamordowanej dziewczynie w lesie albo agencie FBI, który jest lepszy od wszystkich, ewentualnie o superbohaterze. Do cholery, muszą być jakieś lepsze historie. "Gwiazdozbiór Psa" – zwiastun
W postapokaliptycznym świecie, w którym wirus zdziesiątkował ludzkość ocalałych terroryzują wędrujące grupy szabrowników zwane Żniwiarzami. Hig, pilot, który przeżył epidemię, która odebrała mu wszystkich bliskich, w tym żonę, mieszka na opuszczonym lotnisku wraz ze swoim psem, a jego jedynym sąsiadem jest uzbrojony były żołnierz piechoty morskiej. Od czasu do czasu wsiada do swojej cessny z 1956 roku, by choć przez chwilę udawać, że wszystko jest jak dawniej. Kiedy jednak przez radio niespodziewanie dociera do niego tajemnicza transmisja, usłyszany głos budzi w nim nadzieję, że gdzieś dalej może istnieć lepsze życie. Hig ryzykuje wszystko i wyrusza w poszukiwaniu potencjalnego schronienia w Grand Junction.