WENECJA 2017: Żółtodzioby i legendy

autor: , /
https://www.filmweb.pl/news/WENECJA+2017%3A+%C5%BB%C3%B3%C5%82todzioby+i+legendy-124716
W piątek Piotr Czerkawski zobaczył na Lido ubiegający się o Złotego Lwa nowy film Andrew Haigha, twórcy "45 lat". Z kolei Łukasz Muszyński wybrał się na pokazywany poza konkursem komediodramat "Our Souls at Night" z Robertem Redfordem i Jane Fondą w rolach głównych. 

Sąsiedzka pomoc (recenzja filmu "Our Souls at Night", reż. Ritesh Batra)


 Paddie Moore nie owija w bawełnę. Pewnego wieczoru odwiedza mieszkającego kilka domów dalej Louisa Watersa i niemal z marszu składa mu ofertę: chciałaby pójść z nim do łóżka. Choć Louisa gra Robert Redford, propozycja jest jak najbardziej moralna. Paddie nie chodzi o seks, lecz o towarzystwo, rozmowę i odrobinę bliskości. Jej mąż zmarł dawno temu, a syn opuścił rodzinny dom, by założyć własny. Bohaterka ma więc prawo czuć się samotna. Owdowiały, znudzony emerycką monotonią Louis, choć nie od razu, przystaje na pomysł sąsiadki. Parę dni później wkracza do jej kuchni z piżamą schowaną w papierowej torbie. 

 "Our Souls at Nightto mały, ujmujący film, który niemal całą swoją energię czerpie ze wspólnego występu Redforda iJane Fondy. Ich poprzednie ekranowe rendez-vous miało miejsce 38 lat wcześniej w "Elektrycznym jeźdźcu". Oboje byli wówczas u szczytu sławy: ona właśnie zgarnęła drugiego Oscara za rolę w "Powrocie do domu", on wbił już "Żądło", przetrwał "Trzy dni kondora" i wytropił "Wszystkich ludzi prezydenta". Dziś po dawnej chwale pozostały piękne wspomnienia. Aktorski blask jednak nie przygasł. Hollywoodzkie legendy nie okopały się rutyną i nie ugrzęzły w manieryzmach. Choć nie muszą udowadniać nikomu swojej wartości, wciąż chce im się grać. Ciche dramaty swoich bohaterów - wyrzuty sumienia, niespełnienie, ból po stracie ukochanych osób - przedstawiają najdelikatniej, jak tylko się da. Cierpienie nigdy nie eksploduje, lecz tli się pod maską wyhodowanego przez lata dystansu.

 Reżyser Ritesh Batra ("Smak curry") oraz jego wspaniali aktorzy nie zamierzają na szczęście wpędzać widzów w chandrę. Po odsączeniu fabuły ze wszystkich gorzkich drobin okaże się bowiem, że "Our Souls at Nightto niemal komedia romantyczna, a także krzepiąca opowieść o zaletach dojrzałego wieku.

Całą recenzję Łukasza Muszyńskiego przeczytacie TUTAJ

Lekcje dojrzałości (recenzja filmu "Lean on Pete", reż. Andrew Haigh)  


Stany Zjednoczone wyraźnie służą Andrew Haighowi. Po zrealizowaniu świetnie przyjętego serialu "Spojrzenia", Brytyjczyk zaangażował się na obczyźnie w kolejne udane przedsięwzięcie. Przy okazji udało mu się także zaskoczyć fanów swojej dotychczasowej twórczości. Inaczej niż "Zupełnie inny weekend" czy "45 lat""Lean on Pete" nie jest przepełnionym ambiwalencją dramatem psychologicznym, lecz hybrydą coming of age i kina drogi. Nawet jeśli dzieło może wydać się przez to odrobinę konwencjonalne, drobne słabości scenariusza wynagradza w nim wyśmienita reżyseria. To opowieść elegancka, autentycznie poruszająca i przemyślana w najdrobniejszych szczegółach.

 Film Haigha powinien spodobać się wszystkim tym, których kilka miesięcy temu zirytowało "American Honey". Oba tytuły łączy podobny cel, chęć przyjrzenia się życiu młodzieży z amerykańskiej prowincji. O ile jednak Andreę Arnoldzdawał się przepełniać protekcjonalny zachwyt nad nastoletnią witalnością bohaterów, o tyle Haigh spogląda na świat znacznie bardziej trzeźwym okiem. Dość powiedzieć, że w "Lean on Pete" droga do samoświadomości, zamiast seksualną ekstazą i muzycznym transem, zostaje naznaczona końskimi odchodami.

 Główny bohater, szesnastoletni Charley Thompson (przekonujący Charlie Plummer), w świecie zwierząt szuka ucieczki od rozczarowującej codzienności u boku samotnego ojca (na przemian przejmujący i zabawny Travis Fimmel). Nic dziwnego, że gdy przypadkowo spotkany Del (Steve Buscemi w najlepszej roli od lat), proponuje chłopcu opiekę nad koniem wyścigowym o imieniu Pete, dzieciak nie zastanawia się ani chwili. Już to krótkie streszczenie daje pojęcie o czyhających na reżysera pułapkach.

Całą recenzję Piotra Czerkawskiego przeczytacie TUTAJ. 
Udostępnij: