Recenzja gry Disgaea 1 Complete (2018)

Anioły i demony

15 lat temu na PS2 pojawiła się pierwsza odsłona cyklu "Disgaea". Trzeba przyznać, że jak na serię, która z levelowania uczyniła oś rozgrywki, a z fabuły – niekończący się ciąg żartów z ...
Filmweb sp. z o.o.
15 lat temu na PS2 pojawiła się pierwsza odsłona cyklu "Disgaea". Trzeba przyznać, że jak na serię, która z levelowania uczyniła oś rozgrywki, a z fabuły – niekończący się ciąg żartów z japońskiej popkultury, dobicie do takiego wieku to całkiem spore osiągnięcie. I chociaż na przestrzeni lat nie zyskała może wielkiej popularności, to rzesza wiernych fanów zapewniła jej solidne miejsce w swojej kategorii. Z okazji rocznicy Nippon Ichi Software postanowiło wrócić do korzeni sukcesu i odświeżyć najbardziej ikoniczną część pierwszą.

photo.title

W grze wcielamy się w Laharla – zarozumiałego potomka władcy świata demonów, który budzi się z, bagatela, dwuletniej drzemki. Bohater odkrywa, że w międzyczasie wydarzyło się całkiem sporo: jego ojciec zmarł, a cała kraina pogrążyła się w wewnętrznych starciach pomiędzy szlacheckimi rodami. Jakby tego było mało, w sytuację wplątało się królestwo niebieskie Celestii, które usiłuje w krainie demonów zainstalować piątą kolumnę. Młody potomek władcy będzie więc miał ręce pełne roboty przy ponownym wprowadzaniu rządów twardej ręki.

Rozgrywka to w "Disgaea 1 Complete" chleb powszedni każdego fana strategii turowych. Mapa prezentowana jest w rzucie izometrycznym, a kolejne rozkazy wydajemy jednostkom w dowolnej kolejności. Jednocześnie smaczku dodają grze nietypowe twisty – choćby fakt, że każda jednostka posiada umiejętność miotania innymi. Otwiera to całkiem nowe możliwości, jeżeli chodzi o mniej mobilne jednostki – gdy zabraknie nam kilku pól ruchu, przy pomocy innego członka drużyny możemy delikwentem po prostu cisnąć. Takie smaczki sprawiają, że chociaż gra w swoich założeniach trzyma się konserwatywnych źródeł, posiada też własny charakter i specyficzny błysk w oku.

photo.title

Pomimo upływu lat formuła ukuta na PS2 wciąż sprawdza się wyśmienicie. Jest co prawda wyraźnie uboższa od ociekającej urozmaiceniami "piątki", jednak system levelowania w dalszym ciągu pozostaje kopalnią satysfakcji. Poziomy nabijamy tu niemal wszędzie: od poszczególnych umiejętności, przez konkretne zaklęcia, a skończywszy na samym ekwipunku. Szczególnie ciekawie prezentuje się ta ostatnia sekcja: każdy przedmiot zawiera w sobie oddzielne uniwersum, które możemy odwiedzić. Światy te składają się z nieskończonej sekwencji mapek i im więcej z nich uda nam się pokonać w jednym podejściu, tym większy bonus otrzymają statystyki po powrocie do świata rzeczywistego. W teorii możemy więc nawet najsłabszy oręż "wytrenować" na wytworne narzędzie zniszczenia, a możliwości jeżeli chodzi o konfigurowanie uzbrojenia stają się nieograniczone. 

photo.title

Ciekawa jest również mechanika związana z polityką podziemnego królestwa. By zwerbować co lepsze jednostki lub wprowadzić do sklepów odpowiednie towary, musimy w pierwszej kolejności skierować odpowiednią ustawę pod głosowanie senatu. O ile mniej istotne sprawy przechodzą przez proces legislacyjny bez problemu, o tyle niektóre wnioski spotykają się z większym oporem senatorów. Wówczas mamy dwie możliwości: wręczyć niechętnym odpowiednią łapówkę lub osobiście wyciąć w pień niewygodnych senatorów (trzeba przy tym pamiętać, że w senacie zasiadają najpotężniejsi przedstawiciele czarciej kasty). Cóż, nikt nie powiedział, że demokratyczne standardy są mocną stroną społeczności demonów. 

photo.title

Jeżeli chodzi o oprawę graficzną, twórcy postawili na wierność względem oryginału, jednak nie można im odmówić rzetelności. Gołym okiem widać, że większość tekstur przygotowana została od nowa, całkowitemu odnowieniu uległy też dwuwymiarowe animacje postaci. Mimo to większość modelów 3D oraz animacji bazuje tu bezpośrednio na pierwowzorze – z tego też powodu geometria plansz wyraźnie odstaje tutaj od tego, do czego przyzwyczaiły nas ostatnie dwie odsłony cyklu. Kanciasty projekt świata ma swój urok, a większa ingerencja mogłaby się skończyć kompletnym zburzeniem jej charakteru. W istocie jedynym wyraźnym zgrzytem są tu niektóre elementy otoczenia, które ewidentnie przeniesiono bezpośrednio z części pierwszej, bez odtworzenia w wysokiej rozdzielczości. Tego typu wyjątki momentami psują estetyczny obraz całości, jednak nie są nagminne. Trzeba też nadmienić, że pierwszy raz w historii serii udało się w dniu premiery dostarczyć przenośną wersję gry wyglądającą identycznie jak oryginał. "Disgaea 1 Complete" prezentuje się na ekranie Switcha świetnie i w lot przełącza się między 720p w trybie handheld i pełnym 1080p w trybie zadokowanym.


photo.title

Jeżeli ktoś nie miał odwagi, by zanurzyć się w serii, która przez lata nabrała gigantycznego bagażu funkcji i rozwiązań,, "Disgaea 1 Complete" to wręcz wymarzona propozycja. Rozgrywka w pierwszej części jest surowa i nie atakuje gracza taką lawiną możliwości, jak chociażby "Disgaea 5", dzięki czemu łatwiej jest się odnaleźć w ogromie możliwości, które oferuje sam rdzeń gameplayu. Dam jednak głowę, że także starzy wyjadacze z radością odświeżą sobie przygodę z części pierwszej, która wciąż pozostaje jedną z najbardziej udanych opowieści. Mimo upływu lat pierwsza "Disgaea" to wciąż propozycja godna polecenia każdemu miłośnikowi turowych RPG-ów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 100% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Jacek Borowski
ocenia tę grę na:
1 10 8/10 bardzo dobra