Recenzja filmu Tom (2013)
Xavier Dolan

Krew i pot na farmie

W "Tom à la Ferme" Dolan dowodzi, że nie był tylko sensacją sezonu – jasne staje się, że to jeden z najciekawszych autorów kina odkrytych w ostatnich latach. Jeżeli jednak ktoś oczekuje powtórki ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Tom (2013)
Urodzony w 1989 roku Xavier Dolan nie ma już – czym lubiły ekscytować się media –  dziewiętnastu lat. Wciąż jednak budzi podziw energią, jaką wnosi do kina. Spośród filmów pokazywanych w konkursie 70. MFF w Wenecji to właśnie jego najnowsze dzieło miało w sobie najwięcej młodzieńczej werwy i wdzięku. Przy "Tom à la Ferme" nawet propozycje faworytów festiwalu zdawały się albo konwencjonalne, jak "Philomena" Stephena Frearsa, albo pretensjonalne niczym "Żona policjanta" Philipa Groninga.

W "Tom à la Ferme" Dolan dowodzi, że nie był tylko sensacją sezonu – jasne staje się, że to jeden z najciekawszych autorów kina odkrytych w ostatnich latach. Jeżeli jednak ktoś oczekuje powtórki z eterycznych "Wyśnionych miłości", srogo się zawiedzie. Reżyser podąża tu ciemniejszą ścieżką, w którą skręcił już w "Na zawsze Laurence", przy czym "Tom à la Ferme" jest od poprzedniego filmu dużo bardziej zdyscyplinowany i zarazem mniej oczywisty. Melodramatyczna struktura ustąpiła miejsca poetyce thrillera, a ciąg cytatów dopełnia tylko konsekwentnie osobistą narrację.

Zaczyna się jak w "Lśnieniu". Z lotu ptaka obserwujemy, jak Tom (ufarbowany na blond Dolan) jedzie samochodem przez kanadyjską prowincję. Jest nerwowy, pali papierosa za papierosem. W końcu dociera do farmy na odludziu, gdzie poznajemy cel podróży. Jest nim pogrzeb jego chłopaka – Guillaume'a. O ich relacji jednak matka zmarłego (Lise Roy) nie wie albo nie chce wiedzieć. Tego, by nawet po śmierci utrzymać ją w nieświadomości co do orientacji syna, strzeże jego brat Francis (elektryzujący Pierre-Yves Cardinal) – lokalny brutal, który kładzie na stypie nogi na stole, a jak trzeba, to i przyłożyć potrafi. Tom staje przed dylematem, czy pozostać uczciwym wobec siebie, czy grać w teatrzyku stworzonym przez Francisa, który decyzję pomaga mu podjąć pięścią. Zaczyna się dziwna sado-masochistyczna gra. Atmosfera na farmie coraz bardziej się zagęszcza. Tom nie potrafi się już z niej wyjechać; a może nie chce?

Do filmu można podejść różnorako. Bo thriller Dolana jest zarówno krytyką rodzinnej obłudy, jak i równie dobrze satyrą na hipsterską fascynację "zwykłym życiem". Kiedy jedni wyjeżdżają na prowincję hodować warzywa i bratać się z matką ziemią, inni przeżywają tam koszmar i marzą tylko, by z niej uciec. Koszmar to zresztą adekwatne słowo, bo "Tom à la Ferme" korzysta ze środków właściwych horrorowi (pojawiają się nawet cytaty z "Psychozy" Hitchcocka),  by ukazać klaustrofobiczną atmosferę grajdołu, gdzie żaden ruch nie pozostaje niezauważony, a mieszkańcy wiedzą o sobie wszystko. A jeśli nie wiedzą, wiedzieć powinni.

Makabra ta równie dobrze jednak może dziać się tylko w głowie głównego bohatera. Dolan  nie precyzuje, co jest rzeczywiste, a co jest projekcją Toma. Wrażeniu temu sprzyja praca kamery, która jak zwykle u Kanadyjczyka, estetyzuje rzeczywistość i napełnia ją erotyzmem. Dzieje się tak choćby w dziwnej scenie tanga w stodole czy podczas rozmowy w barze nazwanym – nomen omen – "Prawdziwe życie". Tom mówi w pewnym momencie, że odnalazł je właśnie na farmie, gdzie zwierzęta rodzą się i umierają, gdzie trzeba ciężko pracować, gdzie leje się krew i pot. Widz wie jednak, że nie tylko o to chodzi. Fascynacja bohatera ma podłoże erotyczne – Francis poniża go i terroryzuje, ale też uwodzi. A może wcale nie Francis? Jego obraz w głowie Toma coraz mocniej zlewa się z opłakiwanym Guillaumem, którego przeszłość z kolei poddawana jest manipulacjom i coraz mocniej się rozmywa. Pojawia się motyw sobowtóra.

Można w końcu rozumieć  "Tom à la Ferme" jako film o żałobie, podczas której trzeba przejść przez piekło, aby uwolnić się od przeszłości. Siła nowego filmu Dolana polega właśnie na tym, że mnogość tropów rzucanych przez reżysera nie wyklucza się, lecz wzajemnie uzupełnia, tworząc niepokojąco wciągającą konstrukcję. Niejednoznaczną, ale pod każdym względem kompletną.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 95% uznało tę recenzję za pomocną (248 głosów).
Adam Kruk
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)