Recenzja gry Achtung! Cthulhu Tactics (2018)

Wyznawcy Cthulhu byli źli, ale dobrze się ubierali

Jeszcze nie tak dawno postulowałbym, żeby, na modłę słynnej reguły 34, opracować cokolwiek bliźniaczą zasadę mówiącą, iż dorzucenie do czegokolwiek Lovecrafta automatycznie umiejscawia dany ...
Filmweb sp. z o.o.
Jeszcze nie tak dawno postulowałbym, żeby, na modłę słynnej reguły 34, opracować cokolwiek bliźniaczą zasadę mówiącą, iż dorzucenie do czegokolwiek Lovecrafta automatycznie umiejscawia dany produkt na obszarze zainteresowania porządnego człowieka. Czy to płatki śniadaniowe, czy satynowa piżamka, czy niskobudżetowy film, wszystko z Dagonem albo shoggothami wydaje się o niebo lepsze. Ale muszę ugryźć się w język, bo, cóż, "Achtung! Cthulhu Tactics" to nadal barachło.

photo.title   photo.title   photo.title

Przed paroma miesiącami przekonali się już o tym zresztą posiadacze stacjonarnego sprzętu do grania, lecz teraz tytuł ten trafił na Switcha; tylko po to, aby kolejna grupa mogła wydać z siebie jęk zawodu. Bo wydaje się, że poza pomysłem ożenienia mitologii Lovecrafta z nazistami, ufundowana przy pomocy Kickstartera propozycja Auroch Digital nie ma zbyt dużo do zaoferowania. Ba, nawet na stronie zachęcającej do wpłat znalazły się jedynie obietnice i jakieś pierdółki, co pokazuje wyraźnie, że ludzie chętnie sypną groszem, żeby sobie postrzelać do brunatnych, którym za plecami majaczą mięsiste macki przedwiecznych maszkar z morskiego dna. A skoro już przy mackach jesteśmy, to, nie przeczę, przydałoby się człowiekowi parę dodatkowych kończyn, bo interfejs na konsoli Nintendo, choć nietrudny do ogarnięcia, jest szalenie nieintuicyjny i niekiedy, grając na pamięć, zdarzało mi się nacisnąć nie to, co trzeba. Z rzadka jednak owocem pomyłki była frustracja, bo "Achtung! Cthulhu Tactics" wydało mi się niezbyt trudne przez głupie decyzje przeciwnika, który nie potrafi wykorzystać okazji nawet, gdybyśmy stanęli centymetr od jego lufy.

photo.title   photo.title   photo.title

Omawiana gra potrafi skusić pulpowym klimatem, ale tego wystarcza jedynie na krótkie briefingi pomiędzy kolejnymi zadaniami, bo same plansze, na których toczą się przedzielone turami bitwy, są monotonne i zanim się coś podzieje, musimy się pomęczyć parę ładnych godzin, odstrzeliwując szarych żołnierzy wrażej armii. Rdzeń mechaniki do złudzenia przypomina ten znany chociażby z nieśmiertelnej serii "UFO/X-COM", a zaproponowane modyfikacje są dyskusyjne. Turę podzielono na fazę ruchu, gdzie biegamy gremialnie czteroosobową ekipą, oraz ataku; dopiero wtedy przejmujemy kontrolę po kolei nad pojedynczymi członkami naszej drużyny. Za każdą wykonaną czynność – ruch, strzał, przeładowanie, rzut granatem i inne – płacimy nie tylko punktami akcji, ale i paskami wskaźnika "momentum", który wypełnia się, jak sądzę, bo nie jest to dla mnie do końca jasne, po udanych akcjach z naszej strony. Dzięki niemu odblokowujemy dodatkowe ruchy (jak wystrzał z broni pobocznej) oraz specjalne, mistyczne umiejętności. O ile sam pomysł nie jest zły, o tyle nadmiernie ułatwia rozgrywkę, bo niemal każde złe posunięcie da się od razu naprawić. Jeszcze jeden patent charakterystyczny dla "Achtung! Cthulhu Tactics" to pole widzenia przypisane każdej postaci, którą podczas ruchu odpowiednio ustawiamy, lecz tak naprawdę zastosowanie praktyczne jest niewielkie, bo i tak mogłem śmiało strzelać do ustawionych daleko jednostek. A te są z kolei dość monotonne, tak samo jak i scenografia, przynajmniej do pewnego momentu. Lecz zanim zrobi się ciekawiej, nie zdziwię się, jeśli wyłączysz konsolę i na zawsze odinstalujesz rzeczoną grę.

photo.title

Poza misjami "Achtung! Cthulhu Tactics" oferuje jedynie wybór broni (co intrygujące, najlepiej i najcelniej strzelało mi się z pistoletu, a broń maszynową uznałem za zbędną) i drzewko umiejętności z najczęściej nudnymi, pasywnymi skillami. I choć opisywana gra nie jest jakąś drętwą tragedią i można od biedy sobie postrzelać przed snem, to jednak podobne ubóstwo dzisiaj nie przystoi. Za symboliczną złotówkę i na głodzie strategii turowych można brać, ale tylko wtedy.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (4 głosy).
Bartosz Czartoryski
ocenia tę grę na:
1 10 3/10 słaba