Recenzja filmu

Helmut Newton. Piękno i bestia (2020)
Gero von Boehm
Charlotte Rampling
Isabella Rossellini

Strach i pożądanie

Film Gero von Boehma nie jest kolejnym nudnym dokumentem ograniczającym się do zaprezentowania sylwetki słynnego fotografa. Krytyczne spojrzenie na twórczość bohatera i osadzenie jej w kontekście ...
Strach i pożądanie
Gero von Boehm zaczyna od zaskakującej (a może po prostu kokieteryjnej?) deklaracji padającej z ust swojego bohatera: Helmut Newton nie lubi filmów o fotografach. Oczywiście łatwo sobie wyobrazić, że dla człowieka z lubością prezentującego luksusową biżuterię na tle ociekającego tłuszczem, ginekologicznie rozłożonego kurczaka, materiały z planów zdjęciowych przeplatane dźwiękiem migawki i wypowiedziami zachwyconych modelek muszą być kwintesencją nudy. I choć zmarły w 2004 roku artysta nie może zaprotestować przeciwko wybranej przez reżysera formule gadających głów, ze zdjęć archiwalnych i wspomnień pozujących mu gwiazd czy współpracowników (a właściwie współpracowniczek) wyłania się portret osoby, która z pewnością doceniłaby tę ironię.


Wybór Newtona na bohatera dokumentu wydaje się w równym stopniu zrozumiały co ryzykowny. Choć sam fotograf zdecydowanie odżegnywał się od takich określeń jak "sztuka" czy "dobry gust", odważne pomysły i rozpoznawalny styl szybko zapewniły mu miejsce wśród najsłynniejszych i najbardziej wpływowych artystów XX wieku. Nawet jeśli jego nazwisko nic Wam nie mówi, z pewnością kojarzycie portrety Davida Lyncha w skupieniu studiującego twarz Isabelli Rossellini, androgynicznej Grace Jones rzucającej wyzwanie Dolphowi Lundgrenowi czy apetycznego kurczaka przystrojonego w fikuśne szpilki.

Kontrowersje, które przez lata służyły Newtonowi, zapewniając mu zainteresowanie mediów, dziś łatwo mogłyby obrócić się przeciwko niemu. W erze ruchów #MeToo i #BlackLivesMatter oskarżenia o mizoginię, rasizm czy naigrywanie się z osób z niepełnosprawnościami miałyby szansę wybrzmieć z większą mocą. Jeśli dodamy do tego nigdy nieukrywane przez dorastającego w hitlerowskich Niemczech "zawodowego podglądacza" inspiracje nazistowską estetyką reprezentowaną choćby przez Leni Riefenstahl (fragmenty jej "Olimpiady" są zresztą prezentowane w "Pięknie i bestii"), temat wybrany przez von Boehma wydaje się wręcz za mocny. Osadzając twórczość swojego bohatera na tle rewolucji seksualnej lat 60., reżyser zagląda pod fasadę publicznego wizerunku, ujawniając pod nią człowieka empatycznego i niepozbawionego poczucia humoru.


Mimo że monumentalne sylwetki atletycznie zbudowanych modelek, które stały się znakiem rozpoznawczym Newtona, z pewnością nie przyczyniły się do samoakceptacji wśród młodych dziewczyn, von Boehm powstrzymuje się przed wydawaniem jednoznacznych opinii. Przytaczając wypowiedzi takich gwiazd jak Grace Jones, Claudia Schiffer, Nadja Auermann czy Isabella Rossellini, reżyser rozbudowuje kontekst socjologiczny, przy okazji wchodząc w polemikę z Susan Sontag uważającą akty autorstwa niemieckiego fotografa za kwintesencję mizoginii. Budzące skrajne emocje fotografie – od pożądania, przez lęk, po odrazę – redefiniowały bowiem wizerunek kobiety jako "słabej płci". To bohaterki tych portretów, nie patrzący na nie mężczyzna, przejmują kontrolę nad sytuacją. Nagość nie jest już dłużej wyrazem bezradności, lecz staje się ekspresją seksualnej siły i wynikającej z niej władzy.

Tym samym męskie spojrzenie staje się narzędziem demaskacji słabości kultury maczyzmu: posągowe, niebezpieczne i nieosiągalne kobiety stają się zagrożeniem dla spokorniałego i pozbawionego wpływu na nie mężczyzny. Deklarowana przez Newtona miłość do kobiet, choć podszyta upodobaniem do perwersji, pozwoliła mu wykreować ich portrety bez naruszania granic, a przy okazji oddać bohaterkom fotografii poczucie sprawczości. Za sprawą przemyślanej kompozycji kadrów i mistrzowskiej kontroli nad pozornie przypadkowymi elementami zdjęcia Helmuta Newtona szokują i prowokują, ale nigdy nie są tandetne ani wulgarne.


Mimo że "Helmut Newton: Piękno i bestia" opiera się na krytykowanych przez bohatera zdjęciach zza kulis sesji i wywiadów z modelkami, film Gero von Boehma nie jest kolejnym nudnym dokumentem ograniczającym się do zaprezentowania sylwetki słynnego fotografa. Krytyczne spojrzenie na twórczość bohatera i osadzenie jej w kontekście historycznym pozwoliło reżyserowi nie tylko wytłumaczyć fenomen prezentowanych na ekranie prac, ale też stworzyć dzieło aktualne w obliczu rozgrywających się na naszych oczach przemian społecznych.
1 10
Moja ocena:
7
Ewelina Leszczyńska
Rocznik '89. Absolwentka filmoznawstwa i wiedzy o nowych mediach na Uniwersytecie Jagiellońskim. Napisała pracę magisterską na temat bardzo złych filmów o rekinach. Dopóki nie została laureatką VII... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
90% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij: