Recenzja filmu

Mary's Land. Ziemia Maryi (2013)
Juan Manuel Cotelo
Carmen Losa
Juan Manuel Cotelo

Cuda Medziugorie

Cotelo wie, że najlepszą formą edukacji jest zabawa, dlatego nie stroni od kiczowatych chwytów. To jednak zabieg świadomy, z przymrużeniem oka.
Zrobić dobry film religijny nie jest rzeczą łatwą. Mógł się o tym przekonać każdy, kto miał nieszczęście zobaczyć "Jana Pawła II - Santo Subito. Świadectwa świętości". Polsko-włoska koprodukcja natrętną dydaktykę łączyła z całkowitym brakiem wyczucia filmowej materii. Nie zdziwiłbym się, gdyby obraz odpowiedzialny był za więcej odejść z Kościoła niż nawróceń. Juan Manuel Cotelo nie powtórzył tych błędów. Jego "Mary's Land. Ziemia Maryi" stara się być dziełem atrakcyjnym zarówno pod względem treści, jak i formy. I jedno i drugie może budzić kontrowersje i gorące reakcje. Ale przecież właśnie o to chodzi w kinie.


Punkt wyjścia "Mary's Land. Ziemia Maryi" jest identyczny jak w "Jana Pawła II - Santo Subito. Świadectwa świętości". W polsko-włoskiej produkcji oglądaliśmy wypowiedzi ludzi, których życie zmieniło się pod wpływem Jana Pawła II. Cotelo zebrał zaś świadectwa tych, których życie zmieniło się pod wpływem kultu maryjnego skupionego wokół objawień w Medziugorie. I na tym podobieństwa się kończą. Reżyser postanowił przekazać Dobrą Nowinę w sposób, który przyciągnie uwagę współczesnego widza. Dlatego też jako bohaterów filmu wybrał barwną grupę osób. Jest wśród nich milioner, supermodelka, zniszczona życiem prostytutka, dotknięta wyniszczającą chorobą była tancerka rewiowa i piosenkarka oraz lekarz, który kiedyś masowo dokonywał aborcji. Są to nie tylko postaci kontrowersyjne, ale również "medialne". Przykuwają wzrok i skupiają na sobie uwagę widzów. Różnią się prawie wszystkim, co właśnie sprawia, że ich historie są fascynujące. I nie ma znaczenia, czy się z ich przekonaniami zgadzamy, czy też nie. Po prostu dobrze się ich słucha.


Ale na tym nie koniec pomysłów Cotelo. Reżyser nie chciał zrobić kolejnego nudnego dokumentu, w którym pojawiają się gadające głowy. Postanowił więc zatrzeć granicę kina dokumentalnego, dodając do niego wstawki fabularne. Siebie samego wykreował na agenta - samozwańczego Adwokata Diabła - który wyrusza z misją zleconą mu przez Szefową. Jego rozmówcy sami stają się aktorami. Ich wywiady są częściowo fabularyzowanymi inscenizacjami. Cotelo wie, że najlepszą formą edukacji jest zabawa, dlatego bawi się formą, nie stroniąc nawet od kiczowatych chwytów. To zabieg świadomy, z przymrużeniem oka. Tylko przesłanie traktuje poważnie.


Cotelo nie miał wyjścia. Musiał tak podejść do tematu, ponieważ to, o czym nam opowiada, zostanie odrzucone przez bardzo wiele osób. Z jednej strony są ci, którzy w ogóle nie wierzą lub którym katolicyzm kojarzy się tylko z pedofilią i chciwością księży, więc wybrali inną drogę zbawienia. Z drugiej strony są ci chrześcijanie, którzy kult maryjny uważają za formę neopogaństwa, przemycanie wierzeń antycznych związanych Wielką Boginią-Matką. Czy autor filmu może ich przekonać? W gruncie rzeczy wydaje się to nieistotne. Oglądając film Cotelo można odnieść wrażenie, że w CO lub KOGO się wierzy, nie ma znaczenia. Ważne jest po prostu to, że człowiek nie jest kompletny bez życia duchowego. Wiele z wypowiedzi, jakie można usłyszeć w filmie, trąci naiwnością. A jednak potrzeba wiary jest tu tak wielka, że trudno ją kwestionować. Obraz staje się więc - być może nie do końca zgodnie z intencjami jego reżysera - sugestywnym portretem ludzi wypalonych, zgłodniałych, zdesperowanych, dla których jedyną deską ratunku staje się wiara. I choćby dla tego portretu warto go obejrzeć.
1 10
Moja ocena:
6
Marcin Pietrzyk
Rocznik '76. Absolwent Uniwersytetu Warszawskiego na wydziale psychologii, gdzie ukończył specjalizację z zakresu psychoterapii. Z Filmweb.pl związany niemalże od narodzin portalu, początkowo jako... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
84% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (75 głosów).
Udostępnij: