Obecnie Safdie zdecydowali się rozdzielić, aby wykonywać jeszcze więcej filmów. W tym roku oboje podjęli się historii sportowych. Benny poszedł w sztuki walki i zabrał się za wizerunek Dwayne’a
Jest w Hollywood taki duet, który posiada niesamowitą umiejętność. Zupełnym przypadkiem duet ten współpracował reżyserując wspólnie filmy. Esencją ich supermocy jest umiejętność wyciągania z aktorów cech, których świat się po nich nie spodziewał. To bracia, którzy pokazali nam już twarz Roberta Pattinsona w “Good Time”, czy Adama Sandlera w “Uncut Gems”. Obecnie Safdie zdecydowali się rozdzielić, aby wykonywać jeszcze więcej filmów. W tym roku oboje podjęli się historii sportowych. Benny poszedł w sztuki walki i zabrał się za wizerunek Dwayne’a Johnsona, Josh z kolei za ping pong i postrzeganie Timothée Chalameta. Który z braci zwyciężył pojedynek? Kto z nich przygotował dla nas lepsze widowisko? Zależy od tego kto co docenia.
Debiut Marka Kerr’ego (Dwayne Johnson) w mieszanych sztukach walki okazuje się być jego wielkim i szybkim zwycięstwem. To właśnie ta pierwsza walka wyzwala w nim ducha wojownika i zwycięzcy, który następnie towarzyszy mu przez całe życie. Jest nieposkromiony i nie daje za wygraną w żadnej sytuacji, aż dochodzi do walki, którą przegrywa. Jego charakter nie potrafi się z tym pogodzić, jest pewny siebie do tego stopnia, że protestuje, co przynosi skutek. Jednak jego mentalna przegrana pozostaje w nim i wtedy zaczynają się problemy. Partnerka Marka - Dawn (Emily Blunt) - stara się go wspierać, buduje jego pewność siebie i dba o niego jak tylko może. W dłuższej perspektywie nie jest dobrze, pojawiają się problemy z narkotykami, niezrozumienie oraz coraz gorsze kłótnie. Nie jest w stanie mu pomóc nawet jego przyjaciel Mark Coleman (Ryan Bader). My towarzyszymy Markowi w rozprawianiu się z jego demonami i wszystkimi rozproszeniami z zewnątrz, które go dotykają, w drodze do walki - tej która ma mu przynieść tytuł mistrza świata.
Jak na studio A24 i Benny’ego Safdiego przystało to nie mógł być normalny film sportowy. Łączy on zarówno elementy walk, problemy z narkotykami, kłótnie w relacji i tą wielką emocjonalną skałę w postaci Kerr’ego. Mark żyje w swoim zamkniętym świecie, stara się izolować nawet od najbliższych i jest narcystycznym perfekcjonistą. Odnosi się wrażenie, że ten film łączy w sobie wszystkie te cechy. Jego cichy charakter wybrzmiewa w konstrukcji narracyjnej, spokojne przechadzanie się po domu bez słowa, wstrzykiwanie sobie opioidów i cała treść wydaje się być wpasowana w to co on akurat odczuwa. W scenariuszowych wadach można dostrzec fakt, iż wchodzimy w wiele wątków po trochu, a w żaden w całości. Tak jakby w jednej historii twórcy nie wiedzieli na czym chcą się skupić - na uzależnieniu? na psychice? na relacji? czy na walce? To może być wada, w moim odczuciu bardziej niedosyt, czuć jakby tam była treść, której dało się opowiedzieć więcej w tak dobrym stylu i zamknąć to w pełnoprawną historię.
Niby niedosyt, a film czasami wydaje się nudny i bez treściwy. Faktem jest, że ma zdecydowanie inną dynamikę niż inne produkcje Safdiego - jeszcze wtedy z bratem - może to on nadaje filmom tak szybkiego biegu dopasowanego pod dzisiejszą generację (patrz Marty Supreme). Natomiast Benny pozostaje w powolnej i spokojnej narracji, ale nie nudnej. Czuje się, że wykłada nam treść po swojemu i robi z filmu o MMA bardzo spokojną i refleksyjną opowieść.
Pomimo rozejścia się braci, żaden z nich nie stracił umiejętności dawania aktorom szansy do pokazania nam ich prawdziwych umiejętności. The Rock swoje ostatnie role zamykał w swojej kamiennej grze i skalnej mimice. Zaszufladkowany przez komedie (i nie tylko), w których coraz częściej grał po prostu siebie, stał się drogim i bezrefleksyjnym narzędziem. I tutaj ma szansę wyjść na swoje wyżyny. Nie twierdzę, że reżyser uczy go grać i podaje mu na tacy co ma zrobić, żeby na festiwalu w Wenecji ludzie klaskali przez 15 minut. On po prostu daje mu sposobność, a Johnson wykorzystuje ukryte w nim emocje i gre, których nie miał szans pokazać. To jest chyba pierwszy film z jego udziałem, w którym nie używa tego swojego słynnego mrugnięcia. Jest po prostu wycofany, zamknięty a zarazem efektywnie przekazuje nam co się w nim kryje i jak można pobić przeciwnika - po prostu balansuje na idealnej krawędzi. Dwayne Johnson
Eric Zachanowich
Rozumiem tych, którzy ten film uważają za niepełny i brakuje im skupienia się na jednym konkretnym aspekcie. W mojej ocenie ma on to czego oczekiwałem, gdy zobaczyłem początki i pewność siebie bohatera, historię która pokazuje jak łatwo można przekalkulować. Przekonany o swojej świetności pionier mieszanych sztuk walki dochodzi do tego, czego sam, jako człowiek, się nie spodziewał. Dodatkowo opowiada historię o początkach tych walk w sposób, który jest w stanie porwać kogoś, kto wcale się nimi nie interesuje. I tutaj pojawia się aspiracja do Josepha Kosinskiego (Mam na myśli Top Gun: Maverick i F1: Film (2025)F1: Film (2025)F1: Movie), ale ostatecznie zostaje on w swojej sferze emocjonalno-duchowej przeprawy przez życie.