Recenzja filmu

To nie jest kraj dla starych ludzi (2007)
Joel Coen
Ethan Coen
Tommy Lee Jones
Javier Bardem

Profanacja arcydzieła

Na przestrzeni ostatnich lat wyszło zaledwie kilka filmów produkcji amerykańskiej, które zasługują na uznanie i spełniają wszystkie warunki, aby można było nagrodzić je mianem arcydzieł. Mowa o ...
Na przestrzeni ostatnich lat wyszło zaledwie kilka filmów produkcji amerykańskiej, które zasługują na uznanie i spełniają wszystkie warunki, aby można było nagrodzić je mianem arcydzieł. Mowa o czysto mainstreamowych utworach "Hooligans", "21 gramów", "Infiltracja", "Efekt motyla". Faktem jest, że w Hollywood tworzone są świetne filmy akcji oraz dzieła, w których nie zabraknie sensacji i przez cały czas coś się dzieje. Gorzej jest natomiast z ambitnymi dziełami. W całej kinematografii Ameryki istnieje być może kilkanaście filmów, o których śmiało możemy powiedzieć, że są antyfilmami. Niedawno do grona najlepszych amerykańskich produkcji dołączył film "To nie jest kraj dla starych ludzi" w reżyseriiEthana Coena i Joela Coena. Ośmielę się nawet wysnuć własną sugestię - stał się kamieniem milowym w swoim gatunku.

Bracia Coen (Ethani Joel)nie są pierwszorzędnymi reżyserami, ani scenarzystami. Tworzą ciekawe obrazy, jednak głównie dla widzów o specyficznym guście. Żadnego z ich filmów nie można nazwać mało wartościowym. Wszystkie mają coś w sobie. Do najwybitniejszych należy bardzo znana i "przerewelacyjna" komedia kryminalna "Big Lebowski" oraz piękny thriller urozmaicony wątkiem dramatu, "Fargo". Godny uwagi jest też nieschematyczny komediodramat "Barton Fink". Do tej trójki zdecydowanie może dołączyć produkcja "No country for old men". Ten majstersztyk to połączenie ciężkiego thrillera z nielekkim dramatem egzystencjalnym. Posiada bardzo prostą budowę, co może nam zdradzić nawet sam tytuł, po którym możemy wnioskować, że morałem filmu jest treść zawarta w jego nazwie. Jednak morał nie jest jeden. Możemy snuć godzinami wiele przemyśleń i rozważać na temat tej wspaniałej produkcji. To jest właśnie piękne. Swoboda w rozmyślaniu, którą obdarowali nas reżyserzy. Film uczy, że dobro nie zawsze zwycięża nad złem, że niekiedy nie warto ryzykować, iż nie powinno się każdemu ufać oraz że powinniśmy doceniać życie. Pasuje tutaj idealnie cytat z filmuMarka Koterskiego pt. "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" - "To twoje życie. A drugiego mieć nie będziesz".

Film zaczyna się bardzo niepozornie, jak najzwyklejszy thriller, choć z drugiej strony, już pierwsze słowa, które słyszymy, nie są powierzchowne. Być może to tylko narzekanie albo raczej opowiadanie przez starszego szeryfa, jak było za czasów młodości jego rodziców.

Myśliwy Moss podczas jednego z polowań przypadkowo natrafia na bardzo nietypową zdobycz. Niedaleko granicy z Meksykiem znajduje kilka ostrzelanych samochodów i parę trupów. Prócz tego doszukuje się także dużej ilości heroiny oraz bajecznej sumy dwóch milionów dolarów. Taka kwota to spełnienie jego marzeń. Nieświadomy i niedociekający tego, co wydarzyło się w tamtym miejscu, odchodzi z cennym łupem. Nie ma pojęcia, że to zdarzenie zapoczątkuje łańcuch nieszczęść i dostarczy mu masy bólu. Otóż jego tropem rusza groźny zawodowy morderca, a także inni bandyci.

Już początek filmu obfituje brutalnością i przemocą. Możemy wywnioskować, że mroczne rozpoczęcie zwiastuje bardzo intrygującą i ponurą całość. To właśnie w jej schemacie tkwi oryginalność tej produkcji. Nie jest to jedyny atut, ale warto o nim wspomnieć. Dzieło rodzeństwa Coenów jest świetne, jednak jego budowa nie jest skomplikowana. Zazwyczaj ambitne i godne uwagi produkcje są bardzo pokręcone, wręcz mają charakter psychologiczny albo psychodeliczny. Każda sekunda takich arcydzieł wypełniona jest po brzegi ciężką do strawienia przez przeciętnego widza melancholią. "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest inny. Cała fabuła filmu opiera się na głównym wątku. Istnieje kilka pobocznych, ale są one znacznie mniej ważne od ogólnego. To niezwykłe, że tak prostoliniowe dzieło ogląda się z zapartym tchem. Niektórzy twierdzą, że jednowątkowość zepsuła utwór. Otóż, to błąd. Właśnie wielowątkowość popsułaby całość! Bracia Coenowie, skupiając się na jednej rzeczy, doprowadzili ją do perfekcji. Z najprostszej historii pasującej do dennego filmu akcji zrobili świetny dramaturgiczny thriller, który nie daje widzowi odetchnąć ani na chwilę. Z pozoru słabej fabuły, jaką jest pogoń za pieniędzmi, stworzono coś pięknego. Został tak świetnie zrobiony, że nie potrzebne są w nim nieprzewidywalność i zaskakujące zwroty akcji. Nic dziwnego, że tę produkcję okrzyknięto mianem jednego z najwybitniejszych utworów 2007 roku. Otrzymał także liczne laury, między innymi Oscara w kategorii "najlepszy film". Bracia Coenowie zyskali tę statuetkę także za scenariusz i reżyserię.

Kolejną mocną stroną tego naszpikowanego przykrościami obrazu jest aktorstwo. Jego poziom przewyższa o wiele niektóre inne uznane przez grona krytyków ambitne produkcje. Trzeba przyznać, że są też lepiej odegrane role. Jednak drugoplanowa kreacja mordercy o nazwisku Chigurh, odtworzona przez Javiera Bardema, znanego między innymi ze świetnej roli w "Zanim zapadnie noc", to mistrzostwo. Nie bez powodu nagrodzono go za nią Złotym Globem, Saturnem, nagrodą Brytyjskiej Akademii Sztuk Filmowych i Telewizyjnych, statuetką Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych, oraz najbardziej prestiżową nagrodą w świecie filmu - Oscarem. Prócz tego nominowano go do Satelity. Te liczne wyróżnienia są jak najbardziej zasłużone. Powinna to przyznać każda oglądająca film osoba. Sposób, w jaki zagrał Bardem, był ciekawy. Z pozoru łatwa do odegrania postać, jednak z drugiej strony bardzo trudna. Prawie całkowity brak mimiki sprawił, że aktor musiał wykazać się swoimi zdolnościami. Musiał być przekonujący i bezwzględny bez zmiany miny. Jeśli na jego twarzy rysował się szyderczy uśmiech, było to bardzo spontaniczne. Musiał perfekcyjnie intonować każde wypowiedziane słowo, ażeby wszystko było wiarygodne. To bardzo odpowiedzialne wykreować postać, która wydaje się twarda, jednak jej wnętrze nie jest znane. Często w wielu podobnych produkcjach, zła i bezwzględna postać okazuje się mieć odrobinę dobroci w sobie albo jakąś słabość. Przykładem tego może być znany wysokobudżetowy utwór, "Czerwony smok". W "No country for old men" przez większość czasu nie wyjdzie na jaw, co tak na prawdę kryje się pod pozorną mocą negatywnego bohatera. Dopiero na samym końcu dowiadujemy się, czy Chigurh jest zły do samego szpiku czy to tylko maska. Tutaj należy się także plus dla Coenów (Ethanai Joela). Wymyślili, że zabójca z jednej strony będzie człowiekiem z zasadami, jednak z drugiej, nie będzie przestrzegał głównych zasad moralności.

Prócz czarnej roli, na uznanie zasługuje kreacjaJosha Brolina odgrywającego głównego bohatera, Mossa. Niestety, jego wykonanie nie jest perfekcyjne. Josh dopuścił się kilku błędów. Nie są one rażące ani widoczne dla przeciętnego widza, jednak koneser kina zauważy niedociągnięcia w grze. Mimo to, stworzył bardzo ciekawą postać, do której można nawet chwilami poczuć maleńką sympatię albo delikatnie uśmiechnąć się, podziwiając ją na ekranie. Warto dodać, że jego postać w ogóle nie zmieniała swoich poglądów. Jej charakter jest bardzo wyszukany i oryginalny. Główny bohater nawet w najmniejszym stopniu nie uległ socjalizacji. Chigurh natomiast w dużym stopniu był kontrsocjalizatorem.Tommy Lee Jones w roli podstarzałego szeryfa spisał się dobrze, reszta aktorów także pokazała, na co ich stać. Ze wszystkich idealnie zagrał jedynie wymieniony już Javier Bardem. Postać stworzona przez niego może być śmiało uważana za jedną z lepszych ról czarnych charakterów w historii kina.

"To nie jest kraj dla starych ludzi" wyróżnia się dialogami. Nie ma ich zbyt wiele, ale są bardzo trafne i treściwe. Nie wszystkie należy rozumieć dosłowne. Część trzeba zinterpretować samemu, niekiedy jest to niemożliwe od razu. Są też kwestie, nad którymi powinno się dłużej zastanowić. Nie tylko przesłania z nich płynące są wspaniałe, ale ich ogólna forma. Są niby zrozumiałe, ale mają w sobie uroki trudu. W połączeniu ze znakomitym aktorstwem tworzą rewelacyjną mieszankę przesączoną przygniatającą ciężkością. Trud wyboru, podejmowania decyzji, wypowiedzenia niekiedy choć jednego najprostszego słowa. Są trzy sceny w tym filmie, które razem z niebanalnymi tekstami uważane są za niesamowicie wybitne i niepowtarzalne. Zapadają one w pamięć prawie każdemu oglądającemu. Pierwsza, to scena na stacji benzynowej, drugą jest spotkanie przez Mossa trójki młodzieńców i poproszenie ich o przysługę, a trzecia łączy się z poprzednią i można je ze sobą porównać - rozmowa Chigurha z rowerzystami. Te dwie sceny są piękne. Pokazują, że nawet całkiem inne osoby o przeróżnych charakterach i celach potrafią być z zachowania bardzo podobne do siebie.

Film pozostawia po sobie masę pytań bez odpowiedzi. Nie wpływają one znacząco na całokształt, ale wnikliwy widz będzie miał wiele rzeczy do przemyślenia. Jedną z takich rzeczy jest lista zabitych osób przez zabójcę. Nie wiadomo, czy niektóre osoby uszły z życiem czy przegrały swój los. Kolejna zagadkowa sprawa, to kim są tajemniczy mordercy, którzy na początku ścigają głównego bohatera? Czy są powiązani w jakiś sposób z Chigurhem? Na te i na wiele innych pytań, oglądający będzie musiał sam udzielić sobie odpowiedzi. Większość z nich będzie za pewne tylko przypuszczeniami.

Masa oglądających twierdzi, że głównym przesłaniem "No country for old men" jest przekazane w tytule stwierdzenie. Nie do końca jest to prawdą. Z filmu dowiadujemy się, że dobro nie jest niezwyciężone, że świat jest zły i słabsi mają małe szanse na przetrwanie w takim środowisku, oraz o wiele więcej. Trzeba przyznać, że obraz pokazuje także koniec uporządkowanych dobrych czasów i nastanie wczorajszego jutra. Gorszego czasu..., czasu przemocy, bólu, rozpaczy i nieładu. Jednak przekaz tego świata chaosu nie jest podstawą filmu, mimo że wielu widzów tak to właśnie postrzega. Sami bracia Coenowie (Ethani Joel)mówią, że nawiązania do "starych dobrych czasów" i tych, co nadeszły, to tylko barwnie wykonane tło. Życie zawsze było trudne dla starszych. Trudniej przystosowują się do zmian, wolą stare zasady. To normalne. Było tak zawsze, od niepamiętnych czasów. W sumie jakby się zastanowić, świat tak bardzo się nie zmienia. Prócz postępu technologii i nauk, zmian w prawie, zachowania ludzkie pozostają niezmienione. Jedynie człowiek zmienia się pod względem poglądów. W młodości postrzegamy wszystko całkiem inaczej, niż będąc starym. W filmie wszelkie nawiązania do "starych dobrych czasów" są właśnie pokazaniem zmiany postrzegania codzienności. To najzwyklej mówiąc - bełkot starszych. Jednak trzeba przyznać, że na swój sposób nawet mądry bełkot. Tylko należy go odpowiednio zinterpretować. Po prostu, wraz z przybywaniem komuś lat, zmieniają się jego upodobania, zaczyna doceniać coś innego, trudniej takiej osobie jest zaakceptować każdą zmianę, otoczenie, czy chociażby odmienny całkiem charakter innej osoby. Jak już ktoś kiedyś napisał - "i dlatego nie jest to kraj (świat) dla starych ludzi".

Największy problem w ocenie filmu sprawia widzom akcja. Jest ona niezmienna przez prawie cały czas, dopiero na końcu produkcji trochę się załamuje, tworząc nieschematyczne i całkowicie rewelacyjne zakończenie. Jednak, jak uważa duża grupa osób, minusem tej akcji jest jej wolność. Należy jednak pamiętać, że to nic złego. Nie jest to przecież mankament stanowiący o wielkości całokształtu. Nie w każdym obrazie fabuła musi brnąć znacznie do przodu i wszystko dziać się szybko. Trzeba też przyznać, że "No country for old men" nie jest produkcją dla każdego. Osoby nie lubujące się w powolnej, ale treściwej akcji nie będą raczej zadowolone. Po prostu się zanudzą. Nie oznacza to jednak, że film jest monotonny, ale dla niektórych taki może być. To jednak nie jego wina, ale odbiorcy, który nastawiony jest na coś zupełnie innego. Dla niektórych ten film jest świetny, a utwory, gdzie sensacja goni sensację i wszystko przebiega bardzo szybko są tragiczne. Ta powolna akcja towarzyszy widzowi przez większość filmu. Reżyserzy podjęli się na prawdę trudnego zadania, żeby stworzyć coś takiego. Udało się perfekcyjnie. W "To nie jest kraj dla starych ludzi" dzieje się bardzo wiele, fabuła urozmaicona została masą zdarzeń. Jednak odpowiednio to stonowano. Wszystko jest przerewelacyjne. Ponadto film ma niebanalny klimat. Atmosfera, której doświadcza widz, jest pozornie ciężka, ale się tego mocno nie odczuwa. Ten specyficzny odcień nie jest wskazany dla każdego. Wielu utknie przy próbie przebrnięcia przez niego. Osoby szukające lekkiej i powierzchownej produkcji powinni wybrać inny tytuł. Być może marny wygląd filmu w oczach niektórych jest spowodowany tym, że oczekiwali oni zupełnie czegoś innego. Możliwe, że liczyli na inny tok akcji, tematykę. Wielu na pewno zwiódł dziwny plakat. Innych bolało, że w tym dziele nie ma muzyki. Krótko mówiąc, jego prostota. Jednak to właśnie wyróżnia ten film. Prosty, ale jednak przekazuje wiele, wolna akcja, ale bardzo treściwa. Niektórzy odbiorcy nastawiali się, że będzie ona pokręcona. Tego nie ma. Mimo to film może nieźle zaskoczyć, co jeszcze bardziej sprawia, że jest apetycznym kąskiem. Cała końcówka jest zadziwiająca. Rzadko możemy zobaczyć coś takiego w innych filmach. To, co zrobili bracia Coenowie, jest wielką nowością. Zostały złamane dotychczasowe przekonania i przyzwyczajenia. Każdy, kto obejrzy produkcję, będzie wiedział, o co chodzi i powinien przyznać, że zakończenie jest bardzo oryginalne.

Historia diamentu stworzonego przez Coenów nie jest trudna do przyswojenia. Zdarzają się też tacy, których ona przerasta. Jednak ponowne obejrzenie filmu może rozwiać wszelkie niejasności. Nie wszystkie rzeczy, ani dialogi, należy rozumieć wprost. Część z nich to symbole. Nie należy doszukiwać się metafory wszędzie, ale warto w niektórych momentach podjąć się przenośnej interpretacji. Przykładem może być monolog końcowy albo rozmowa szeryfa odchodzącego niedługo na emeryturę z zastępcą szeryfa sprzed kilkunastu lat. Innym przykładem może być złudna nadzieja, którą możemy zobaczyć we śnie. Piski i hałas ptaków uwięzionych w wolierze słychać z dala. Tak samo krzyczeli główni bohaterowie "No country for old men", tylko że po cichu.

Zdarzają się oglądający, którzy twierdzą, że "To nie jest kraj dla starych ludzi" jest nietuzinkowym thrillerem, ale nie ma nic z dramatu. To niezbyt dobre rozumowanie. Prawdą jest, że ten film ma głównie cechy thrillera. Jednak trzeba pamiętać o dramaturgii, którą jest chociażby walka o życie swoje albo najbliższych. Smutek na widok zła, bezwładna policja, wewnętrzna rozpacz bohaterów. Czegóż więcej chcieć od produkcji, ażeby zasłużyła na szlachetne miano wspaniałego dramatu? Niczego. W dziele Coenów da się nawet dopatrzeć dramatu społecznego - starsi ludzie, którzy nie mogą się przyzwyczaić do otaczającej ich rzeczywistości, przemoc i bezradni stróże prawa. Rzeczą wręcz śmieszną jest przypisywanie temu filmowi gatunku sensacji. To przykre, że są tacy, którzy w taki właśnie sposób go postrzegają. Można to nawet nazwać ewidentną profanacją. Coenowie(Ethani Joel) przyprawili swój mroczny thriller szczyptą sensacji, jednak nie można o niej mówić jako o oddzielnym gatunku.

Strona techniczno-wizualna "No country for old men" wygląda interesująco. Wspomniany już wcześniej brak muzyki to kolejny czynnik, który sprawia, że ta produkcja zasługuje na miano oryginalnej. Ujęcia są bardzo dobre, a chwilami wręcz perfekcyjne. Nie brakuje też widoków rozciągających się aż po horyzont pustkowia z ciekawą roślinnością oraz interesującej scenografii. Praca kamery trzyma bardzo wysoki poziom. Widać, że reżyserzy znają się dość dobrze na swojej pracy. Nie widać błędów typu - zbyt częste pokazywanie bohaterów z bliska albo ze zbyt daleka, mała płynność ruchów kamery, amatorski sposób kręcenia. Dzięki ciekawej realizacji filmu, oglądający może nieraz przeżywać krótkie chwile niepewności.

Film posiada skromną formę. Jest w nim mało efektów specjalnych, a jeśli są, to nie zapadają bardzo w pamięć. To dobrze, gdyż dzięki temu utwór wydaje się świeży i jeszcze bardziej niepowtarzalny, a widz skupia się wtedy na całej reszcie, jaką jest fabuła i techniczne podłoże produkcji.

Brak litości... jest tym, czego w "No country for old men" nie obawiano się pokazać i to zrobiono. Rzut monetą... o życie. Straszne, a zarazem piękne. Nie chcesz tego, bo możesz stracić wszystko. Z drugiej strony możesz wszystko zyskać. Twoje życie leży w twoich własnych rękach. Jeśli wygrasz, docenisz nawet nudną i monotonną codzienność, będziesz cieszył się z najbliższego wieczoru, nocy, poranka, czy chociaż najzwyklejszej wody, którą pijąc, będziesz się dogłębnie delektował. Rzut monetą to jedna z zasad mordercy Chigurha. Jeśli on nie chce decydować o tym, czy kogoś zabije, zrobi to moneta. Nie wiadomo, czy jako człowiek pozbawiony litości robi to dla zabawy, czy po prostu z dobroci serca, którego pozornie nie ma. A może to tylko jedna z rzeczy, których przestrzega? Coś w stylu jego prawa... A przecież jak mawiali niegdyś Rzymianie "lex dilationes ex horret", co oznaczało "prawo nie znosi zwłoki". Nie wiadomo, co kierowało mordercą, że moneta decydowała o czyimś życiu. Oglądający może się jedynie nad tym zastanawiać. Odpowiedzi nie otrzyma. Wiadome jest tylko, że ci, którzy byli utrapieniem dla niego albo według niego "zasłużyli" na śmierć, ginęli z jego rąk. Pozostali, na których napotkał, a którzy niczym mu nie zawinili, musieli zagrać z nim w grę. "Nie czynie bowiem tego dobra, które chce, ale to zło, którego nie chce".

Całe dzieło jest bardzo niekonwencjonalne i wciągające. Po zobaczeniu kawałka, mimo wolnej akcji, chce się więcej i więcej. Po rozpoczęciu oglądania coraz bardziej nas będzie intrygowało, jak to wszystko się skończy. Mówienie, że film jest nudny, jest nie na miejscu. Według wielu osób ten film to zwykła "zabijanka", czy "nawalanka". Na jakiej podstawie te osoby tak uważają, nie mam pojęcia, gdyż nie ma tam samych strzelanin, a one jedynie urozmaicają całość.

"To nie jest kraj dla starych ludzi" jest znakomitym filmem, troszkę niedocenionym w Polsce i bardzo często całkowicie źle rozumianym. W wielu innych krajach odniósł miażdżący inne produkcje sukces i dla wielu jest tam czymś wyjątkowym. Można wyrażać ubolewania i konsternację, kiedy wiemy, że masa osób najzwyczajniej profanuje tę produkcję. Oczywiście - każdy ma swój gust, jednak większość osób, którym film się nie podobał, źle do niego podeszła i źle zinterpretowała. To trochę smutne, że ludzie popełniają masę bardzo permanentnych błędów. Tym bardziej, że potem taka osoba rozgłasza, iż czuje wielką animozję do polecających dzieło Coenów. Jednak zawsze zdarzają się jacyś opozycjoniści. Być może kiedyś widzowie, których rozczarował "No country for old men", wróci do niego i zmieni swoje zdanie. Jednak, nawet największy antyfan tej produkcji powinien przyznać, że jest niekomparatystyczna. Trudno bowiem znaleźć jakiś analogiczny utwór. Natomiast można ją śmiało postawić obok takich arcydzieł, jak: "Miasto Boga", "Mechanik", "Uśpieni", "Amores perros", "Zło", czy "Running Scared". Piękna, prosta, jednocześnie zawiła fabuła wzbogacona utopijnymi nadziejami i niezwykłymi refleksjami na temat czasu i społeczeństwa. Uderzająca i zapadająca w pamięć historia. Film skonstruowany niemalże idealnie pod każdym względem. Czegoż chcieć więcej?

"No country for old men" to jedna z najwspanialszych produkcji ostatnich czasów, a także jedna z najlepszych nagrodzonych Oscarem. Wrażenia po seansie są niezapomniane. W pamięci na długo, jeśli nie na zawsze, zostanie niekonwencjonalna technika filmu i opowiedziana historia. DziełoEthana iJoela Coenów to kawał solidnego kina z prostym, ale trafnym przekazem.

Jako podsumowanie przytoczę znaną myśl francuskiego filozofa. "L'homme n'est qu'un roseau le plus faible de la nature, mais c'est nu roseau pensant". Te słowa znaczą bardzo wiele; a znaczą - "człowiek to tylko słaba trzcina, ale trzcina myśląca". Należałoby się nad tym porządnie zastanowić.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
36% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
Udostępnij:
Ekranizacja powieści Cormaca McCarthy’ego – amerykańskiego pisarza, nazywanego następcą Williama Faulknera, to bez wątpienia wielkie wyzwanie. Joel i Ethan Coenowie ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 92%
Właściwie, w drodze do kina na najnowsze, obsypane złotymi statuetkami dzieło braci Coen, wiedziałam już dokładnie, co się wydarzy, scena po scenie, a to dzięki lekturze ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 87%