Recenzja filmu

To właśnie miłość (2003)
Richard Curtis
Alan Rickman
Hugh Grant

Perełka

Samą fabułę filmu trudno jednoznacznie streścić. Stanowi zbiór powiązanych ze sobą epizodów, nowelek, pokazujących uczuciowe relacje pewnej grupy mieszkańców Londynu. Jedna dotyczy brytyjskiego ...
Samą fabułę filmu trudno jednoznacznie streścić. Stanowi zbiór powiązanych ze sobą epizodów, nowelek, pokazujących uczuciowe relacje pewnej grupy mieszkańców Londynu. Jedna dotyczy brytyjskiego premiera, który pierwszego dnia urzędowania na Downing Street zakochuje się w dziewczynie podającej tam herbatę. Inna - angielskiego, dopiero co zdradzonego pisarza, który zakochuje się w portugalskiej sprzątaczce w swojej francuskiej willi (a żadne z nich nie zna języka drugiego). Kolejna opowiada o małżeńskiej zdradzie, jeszcze inna o romansie biurowym, który rozkwita między sekretarką a jej szefem. Jeszcze inna mówi o jedenastoletni chłopcu, który pragnie zwrócić uwagę koleżanki. Następna opowiada o uczuciu rodzącym się między parą grającą w filmie... dla dorosłych. Jest też mowa o miłości między rodzeństwem, o miłości między dopiero co owdowiałym ojczymem i pasierbem. W sumie dziesięć różnych wątków, które się ze sobą przeplatają. A więc różnorodny kalejdoskop historii oraz postaci. I niezależnie od wieku i zajmowanej pozycji każda z tych postaci przeżywa wstrząs wywołany spotkaniem osoby, z którą chciałby spędzić resztę życia. Każda postać jest inna, ale problem jest ten sam. Miłość... Magiczne słowo, które jednym spędza sen z oczu, komuś przysparza poważnych kłopotów, a komuś innemu otwiera serce. Banał? Niekoniecznie. Ja sądziłem, że to kolejna, szablonowa, produkcja opowiadająca o miłości. I faktycznie ten film mówi o miłości, ale w inny sposób niż dotychczas. Czy miłość to problem, czy szczęście, a może raczej szczególny dar? Oto jest pytanie, pytanie, na które odpowiada ten film.

Jak już wspomniałem, myślałem, że to kolejny romans bez pomysłu. Myliłem się. Film pokazuje różne odcienie miłości: od szczęśliwej, odwzajemnionej, poprzez rodzicielską i ojcowską, a także tą pierwszą, po osamotnioną, zdradliwą, fałszywą, oraz związane z nimi blaski i cienie. Niby banalne i proste historie, a jednak wspaniale poruszają najcieplejsze emocje. Film jest świetny i dla każdego - piękny, wzruszający, zaskakujący, urzekający, wesoły, pełen humoru, uczuć, słodkości, happy endów i happy epizodów, ale... przy tym nie przyprawia o mdłości. Dostarcza wielu wzruszeń i bawi. Oglądałem, śmiejąc i płacząc równocześnie. Do tego jeszcze świetna muzyka doskonale dopełniła nastrój.

Oddzielnym tematem są aktorzy i ich naprawdę świetna gra. W filmie gra ponad dwudziestka równorzędnych bohaterów (w większości granych przez gwiazdy pierwszej wielkości z Hugh Grantem, Emmą Thompson, Liamem Neesonem i Rowanem Atkinsonem na czele). Naprawdę trudno sobie wyobrazić kameralną, romantyczną komedię z kilkoma, a co dopiero z taką liczbą pierwszoplanowych postaci. Mimo to nie odnosi się wrażenia, że jest ich za wielu. Za to właśnie należą się oklaski dla scenarzysty, który dodatkowo w wyśmienity sposób umiał połączyć wszystkie te oddzielne historie w jedną, płynną całość. Tu wątki się ze sobą bez przerwy łączą i doskonale przeplatają. Po prostu mistrzostwo. Szkoda, że takie perełki pojawiają się sporadycznie.
1 10
Moja ocena:
10
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (33 głosy).
Komedie romantyczne są odpowiedzią filmowców na ludzką chandrę. Z jednej strony jest to szlachetne, z drugiej trąci żerowaniem na ludzkiej słabości. Tak czy inaczej, ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%
Curtis jest znany przede wszystkim z pisania wyśmienitych scenariuszy. Po raz kolejny przedstawia nam miłą i sympatyczną opowieść, ale tym razem w dużo poważniejszej roli ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 65%