Recenzja filmu

Wspomnienie lata (2016)
Adam Guziński
Max Jastrzębski
Urszula Grabowska

Stracony chłopiec

Guziński jest świetny w sugerowaniu widzowi emocjonalnych stanów bohaterów. Właściwie nic nie zostaje tu wypowiedziane na głos: romans matki, świadomość, że jej syn o wszystkim wie, uczucie ...
Po dekadzie przerwy Adam Guziński powraca za kamerę, by ponownie opowiedzieć o pożegnaniu z dzieciństwem. Bohater jego nowego filmu po raz pierwszy kosztuje gorzkiego chleba powszedniego dorosłości: przeżywa zawód miłosny, boleśnie rozczarowują go najbliżsi, poznaje, czym jest śmierć. Jak na ironię beztroska kończy się w momencie, gdy powinno nastąpić jej apogeum: w czasie wakacji, między kolejną audycją z cyklu "Lato z Radiem", kąpielą w jeziorze i rowerową wycieczką.


Akcja filmu rozgrywa się pod koniec lat 70. w prowincjonalnym miasteczku. 12-letni Piotrek - tak jak większość znajomych dzieciaków - nie wyjechał nigdzie na wypoczynek. Okolica jest na szczęście malownicza, a z pomocą troskliwej matki udaje się zwalczyć nudę. Ojca na razie nie dane jest nam poznać - mężczyzna na saksach zarabia na utrzymanie rodziny. Do bezpiecznego świata chłopca wkrótce wkrada się jednak niepokój. Wszystko z powodu rodzicielki, która pod nieobecność męża najprawdopodobniej znajduje sobie pocieszyciela. Śledząc kobietę w trakcie jednej z jej nocnych wypraw do kochanka, Piotrek spotyka na pustej drodze samotnego jelonka. Czy nie jest to aby metafora sytuacji, w jakiej znalazł się chłopiec: opuszczony małolat, poruszający się po omacku w świecie dorosłych?

Guziński jest świetny w sugerowaniu widzowi emocjonalnych stanów bohaterów. Właściwie nic nie zostaje tu wypowiedziane na głos: romans matki, świadomość, że jej syn o wszystkim wie, uczucie Piotrka do przyjezdnej dziewczyny, przemoc seksualna. Wszystko, co najważniejsze wybrzmiewa między słowami: w drobnych gestach, nieoczywistych zbitkach montażowych, rekwizytach ("Nie mów nikomu, co się dzieje w domu" - głosi napis na ścierce wiszącej na kuchennej ścianie) czy piosenkach ("Tyle słońca w całym mieście" Anny Jantar pełni w filmie rolę lejtmotywu). Być może właśnie dlatego niektóre zachowania bohaterów wydają się zbyt afektowane, wyjęte jakby z zupełnie innego porządku. Agresywne szarpaniny i szlochy rodem z telenoweli nie pasują do subtelnej, wyciszonej narracji filmu. A już zupełnie sztucznie - niczym wykwit rodzimej maczystowskiej fantazji - wypada scena, w której miejscowy byczek mocnym pchnięciem zrzuca z roweru sympatię Piotrka, a potem brutalnie ją poddusza. Jak się wkrótce okazuje, jego agresywne zachowanie jest tańcem godowym prowadzącym do czułości nad ogniskiem. Przepis na podryw po polsku? Najpierw pałuj, potem całuj.    

"Wspomnienie lata" trudno nazwać nostalgicznym powrotem do przeszłości. Choć ekranowa rzeczywistość wolna jest od polityki i społecznych niepokojów, nie widać tu także fetyszyzacji minionej epoki. Nawet jeśli na ekranie telewizora pojawia się fragment Kabaretu Starszych Panów, a z głośnika radia płynie legendarna "Polka Dziadek", jest to tło dla poczynań bohaterów, a nie sentymentalne mrugnięcie oka do widzów, którzy zalajkowali na Facebooku profil "Born in PRL". W filmie Guzińskiego więcej niż nostalgii jest bowiem smutku i goryczy. Odtwórca tytułowej roli Max Jastrzębski bezbłędnie wyraża oba te uczucia. W jego na poły dziecięcej, na poły nastoletniej twarzy dostrzec można zarówno niewinność jak i pierwsze objawy burzy hormonów, grzecznego dużego chłopca oraz drzemiącego agresją małego mężczyznę. Po seansie "Wspomnienia lata" zostaje m.in. wspomnienie świetnego młodego debiutanta. Ciekawe, czy jego talent dostrzegą festiwalowe gremia przyznające nagrody dla aktorskich odkryć?
1 10
Moja ocena:
6
Łukasz Muszyński
Zastępca redaktora naczelnego Filmwebu. Stały współpracownik radiowej Czwórki. O kinie opowiada regularnie także w TVN, TVN24, Polsacie i Polsacie News. Autor oraz współgospodarz cyklu "Movie się",... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
68% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (34 głosy).